Home Edukacja

Menu

Newsletter












Użytkownicy

Naszą witrynę przegląda teraz 7 gości 


Edukacja


"Europa wg Auschwitz"

Idea
Ideą projektu jest stworzenie Reportażu-Kroniki obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau, opartej na relacjach i zeznaniach bezpośrednich świadków i uczestników wydarzeń, skonfrontowanych z zeznaniami esesmanów.

W archiwum Państwowego Muzeum KL Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu znajduje się około 3 tysięcy relacji byłych więźniów obozu. Ten wstrząsający materiał nie został dotąd opracowany w formie literatury faktu. Ten trudny temat, do dziś budzący wiele kontrowersji, dzięki popularnej formie, jaką jest reportaż, mógłby dotrzeć do szerokiego audytorium, opuścić biblioteki i archiwa, stać się materiałem do żywych dyskusji.

Autorzy projektu Kroniki-Reportażu "Europa wg Auschwitz" - Laboratorium Reportażu Instytutu Dziennikarstwa Uniwersytetu Warszawskiego - tworząc pierwszą wersję kroniki obozu koncentracyjnego oparli ją w stopniu decydującym na relacjach polskich. Jest to więc historia KL Auschwitz-Birkenau widziana oczami Polaków. Jak jednak wygląda ta historia widziana oczami przedstawicieli innych narodów i kultur: Żydów, Romów, Rosjan i wreszcie Niemców? 

Pierwszym krokiem w realizacji idei stworzenia międzynarodowej redakcji projektu były polsko-niemieckie warsztaty w Międzynarodowym Domu Spotkań Młodzieży w Oświęcimiu. Praca nad Kroniką - Reportażem to nie tylko praca w wielkim temacie - poszukiwania w archiwach, poznawanie topografii wydarzeń - ale również rozmowy i spotkania z żyjącymi jeszcze świadkami, tropienie wielu nie odkrytych jeszcze tajemnic tego tematu. To głęboko mądra praktyka dziennikarska mająca szansę długiego owocowania w zawodowych biografiach młodych ludzi.

 

21 77 143 145 254 326 378 427 451 452 636 642 698 803 828 830 837 854

 


Metoda, którą tworzona jest Kronika-Reportaż "Europa wg Auschwitz" polega na montażu relacji i zeznań bez odautorskiego słowa wiążącego. Relacje i zeznania, rozbite na fakty, organizują się wokół wydarzeń, problemów, biografii, stanowiąc sceny. Sceny połączone tematycznie składają się na motywy i wątki. Całość organizuje chronologia. Wynikający z reportażu kult szczegółu pozwala nie tylko na metaforę i uogólnienia, ale również na swoistą interpretację. Zastosowana w kronice specyficzna narracja i dramaturgia pozwala osiągnąć efekt epickiej opowieści przypominającej powieść, a pozostającej nadal historycznym dokumentem.

Metoda tworzenia kroniki zapełnia lukę między pracami naukowymi a literaturą wspomnieniową. Przystępna forma reportażu przybliża szerokiej publiczności niewykorzystany dotąd materiał. Metoda ma charakter autorski i swoją tradycję. Narodziła się w latach 80. w Pracowni Reportażu, która była rodzajem dziennikarskiego laboratorium badającego możliwości zespołowej pracy nad tekstem. W Pracowni Reportażu powstała m.in. książka "Kto tu wpuścił dziennikarzy" - historia narodzin "Solidarności" oraz "Filmówka" - swoista kronika Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej, Telewizyjnej i Filmowej w Łodzi.

Współpraca
Wspólna praca nad Kroniką-Reportażem "Europa wg Auschwitz" młodych Polaków i Niemców była pierwszą próbą praktycznej realizacji idei w zespole międzynarodowym, którą zamierzamy kontynuować w następnych latach. Projekt stał się dobrą okazją do wzajemnego poznania młodych ludzi przygotowujących się do pracy w mediach. Zrobiliśmy ważny pierwszy krok, jego namacalnym rezultatem są teksty, które pozostawiamy do oceny czytelnika.

Elżbieta Pasternak,
Międzynarodowy Dom Spotkań Młodzieży w Oświęcimiu

Marek Miller, Marta Sieciechowicz
Laboratorium Reportażu Instytutu Dziennikarstwa Uniwersytetu Warszawskiego


W dniach od 23 do 27 stycznia 2005, codziennie o godz. 22.40 w Programie 2 Telewizji Polskiej emitowny będzie cykl Michała Bukojemskiego "Z Kroniki Auschwitz".
O nakręconych na podstawie Kroniki-Reportażu "Europa według Auschwitz" filmach rozmawia z ich twórcą Marta Urbaniak.

Unieść temat Auschwitz

MARTA URBANIAK: Powiedział Pan: “Pełniejszy obraz moich czasów, naszych czasów, uzyskuję poprzez filmy które robię”. Jak bardzo zmieniło się Pańskie widzenie Oświęcimia po nakręceniu “Z Kroniki Auschwitz”?

MICHAŁ BUKOJEMSKI: Prawdę mówiąc nigdy nie przypuszczałem, że kiedykolwiek w swojej karierze zajmę się problematyką Holokaustu. Wydawało mi się, że jest to dla mnie za ciężki temat. Dopiero namówiony przez Marka Millera postanowiłem nakręcić film o Auschwitz. I niewątpliwie praca nad tym projektem wiele mi dała. Okazało się, że temat jest, jeśli tak mogę powiedzieć, do uniesienia.

Marek Miller był pomysłodawcą filmu?

“Europa według Auschwitz” to autorski projekt Marka Millera. Zawsze zachęcał on pozostałych wykładowców Laboratorium Reportażu do wykorzystywania w swojej pracy zawodowej materiałów zgromadzonych w tym projekcie przez naszych studentów. Jestem pierwszą osobą, która to zrobiła.

Kiedy stało się oczywiste, że chce pan sfilmować “Europę według Auschwitz”?

Wszystko zaczęło się, gdy pierwsze części “Europy według Auschwitz” ujrzały światło dzienne. To były części “Mala” i “Orkiestra”. Wiedziałem, że były już filmy o Mali i o Edku, film o Bieleckim. Wiedziałem , że te tematy były już drążone przez filmowców, ale pomyślałem sobie, że są na tyle ważne, uniwersalne i ponadczasowe, że też chcę je zrobić.

Jaki był pomysł na film?

Miałem jedną generalną ideę- tworzę ten film z materii najprostszej i najszlachetniejszej: czysto faktograficznej. Nie chciałem silić się na żadne efekty specjalne, animacje komputerowe, trójwymiarowe obrazy. Musiałem ocenić jakimi materiałami dysponuję. Przede wszystkim miałem świetną bazę tekstową- (..) relacje więźniów obozu o niezwykłej sile. Zastanawiałem się co z obrazem. I wtedy uświadomiłem sobie, że w archiwach Oświęcimia zmagazynowano tysiące prac plastycznych, tysiące zdjęć i że to może być świetnym tworzywem. Wreszcie trzeci aspekt - obóz dzisiaj, życie, które się w nim toczy, ludzie, którzy go odwiedzają. Z tych wszystkich elementów postanowiłem poskładać mój film.

“Z kroniki Auschwitz” tworzy pięć odcinków. Jaki był pomysł na każdy z nich?

Punktem wyjścia do nakręcenia pierwszego odcinka (“Najdłuższy Apel”) było miejsce w którym toczy się cała historia czyli ówczesny plac apelowy.

W odcinku “Orkiestra” musiał oczywiście pojawić się czwarty element - muzyka. Sporządziłem listę utworów granych przez więźniów i wybrałem z niej te, których chciałem użyć. Na początku miałem nagrywać muzykę z orkiestrą, tak żeby miała jednorodny charakter. Potem jednak zrezygnowałem z tego pomysłu, okazało się bowiem, że w archiwum Oświęcimia znajduje się taśma magnetofonowa z utworem “Arbeitslaeger Marsch”, skomponowanym przez byłego więźnia Henryka Króla. W latach 60. osobiście poprowadził on orkiestrę Teatru Muzycznego w Bytomiu, a nagranie przekazał Muzeum Obozu. To odkrycie zdeterminowało dobór reszty utworów. W filmie słychać różne orkiestry, co podkreśla różnorodność składu tej oświęcimskiej. Przy bramie grało przecież przeciętnie około trzydziestu muzyków, ale poranki symfoniczne przy willi Hoessa obsługiwało już stu dwudziestu - pełny skład symfoniczny.

Pomysł na “Rampę” był od samego początku oczywisty. Istnieje unikalny materiał fotograficzny- około 200 zdjęć przedstawiających zagładę węgierskich Żydów i rampę w Birkenau. Wyobraziłem sobie, że ten odcinek nakręcę w oparciu o te zdjęcia.

Historia miłości Mali i Edka była już wcześniej filmowana, ale ja od samego początku wiedziałem jak chcę ją przedstawić. Pomyślałem o tych wszystkich młodych ludziach, tak młodych jak Edek i Mala, którzy odwiedzają dzisiaj obóz. Osią narracyjną tego odcinka w obrazie stał się więc Marsz Żywych i uczestniczące w nim zakochane pary. Rówieśnicy Mali i Edka.

Nakręcenie “Sonderkommando” sprawiło mi najwięcej kłopotów. Zdałem sobie sprawę że muszę wybrać (..) tylko jeden wątek. Tekst dostarczony mi przez Marka Millera zawierał ich zbyt wiele. Relacje na których zaczynałem pracę liczyły 80 stron!. Postanowiłem skoncentrować się więc na najprostszym opisie technologii śmierci. Chciałem pokazać jak hitlerowcy wymyślili swoją fabrykę zabijania. Jeszcze nie wiedziałem wtedy że w Archiwach Oświęcimia znajduje się niezwykły zbiór reprodukcji prac byłego więźnia, pana Davida Olére i to one ilustrują ten odcinek.

W Pańskim filmie większość wypowiedzi więźniów jest czytana przez lektora. Dlaczego zdecydował się Pan na relację z tekstów, a nie z bezpośredniego wywiadu przed kamerą?

Od samego początku wiedziałem, że nie chcę stawiać przed kamerą byłych więźniów i ich tak po prostu odpytywać. Praca z takim nagraniem wyglądałaby zupełnie inaczej. Tekst zatraciłby znamiona kroniki, przedstawiałby zaledwie kilka wąskich punktów widzenia. Tymczasem każda historia miała być opowiedziana przez dziesiątki ludzi. Poza tym wypowiedzi poszczególnych osób należałoby potraktować z pełnym szacunkiem, nie mógłbym sobie pozwolić na bardziej śmiałe cięcia tekstu. Obecność kilku żywych świadków zamiast wielu relacji wybranych z “Oświadczeń” i odczytanych przez lektora (...) zaburzałaby zaplanowaną konstrukcję. To byłyby zupełnie inne filmy.

Ale przecież w Pańskim filmie pojawiają się pojedynczy świadkowie! A co z postaciami pana Mariana Kołodzieja, pana Henryka Mandelbauma i pani Kol Diny?

W trzech odcinkach pojawia się jedna osoba która opowiada o wydarzeniach ze swojego punktu widzenia. W “Najdłuższym Apelu” jest to pan Marian Kołodziej, w “Rampie” pani Kol Dina, a w “Sonderkommando” pan Henryk Mandelbaum, ostatni żyjący w Polsce członek Sonderkommando. Uznałem, że obecność (...) jednej żyjącej dziś postaci, uczestnika tamtych wydarzeń, uprawomocni pozostałe historie. Widzowie będą mogli zobaczyć relacji jakich ludzi przez cały film słuchali.

Jak wyglądała praca nad filmem?

Tak naprawdę filmy powstały dopiero podczas montażu. Zanim poukładałem wszystkie trzy elementy: wypowiedzi świadków, zdjęcia archiwalne i te nakręcone przeze mnie, przez niemal trzy miesiące pracowałem nad samymi tekstami. Chciałem wydobyć z nich jak najwięcej emocji. Dodatkowo postanowiłem poprzedzić każdy odcinek krótkim rysem historycznym, wyjaśniającym i komentującym opisywane wydarzenia. Dopiero potem dodawałem do tego obrazy.

Jak zebrał Pan materiał obrazowy?

Bardzo pomogli mi w tym pracownicy Muzeum w Oświęcimiu. Określiłem jakie wątki będę poruszał i na tej podstawie pracownicy wyszukali dla mnie w zbiorach odpowiednie zdjęcia i rysunki. Potem należało je już tylko dopasować do tekstu. Z kolei zdjęcia obozu nakręcone przeze mnie pokazują go podczas różnych pór roku. Chciałem przez to pokazać upływ czasu, niezbędny chociażby w historii o orkiestrze.

Filmy zostały już pokazane w Muzeum w Oświęcimiu, ich premiera w TVP planowana jest na styczeń. Co dalej?

Planuję wydanie płyty DVD, która byłaby dostępna w Muzeum. W pewnym momencie tworzenia filmów zrozumiałem, że to wszystko nie powinno się skończyć na jednej emisji w telewizji. Po pokazie w Oświęcimiu uznaliśmy, że taka płyta, w wielojęzycznej wersji, powinna powstać. Chciałbym, żeby ukazała się w rocznicę wyzwolenia obozu. Niestety z powodów finansowych wszystko na razie jest pod dużym znakiem zapytania.

W obozie koncentracyjnym wszystkie dzieci rodziły się żywe. Natura przeciwstawiając się nienawiści, walczyła o swoje prawa.
(Stanisława Leszczyńska)



Maria Ślisz-Orzyńska
nr obozowy 40275

W nocy z dnia 5 na 6 grudnia 1943 roku zaczęło się rodzić pierwsze dziecko na Bloku 17, Sztuba I. Poród przyjmowała Stanisława Leszczyńska - położna z Łodzi. Spokojna, drobna, bardzo pobożna kobieta, która emanowała swoim spokojem.


Maria Ślisz-Orzyńska
nr obozowy 40275

Ja się bardzo bałam, a ona z takim spokojem powiedziała, żebym się nie bała, że wszystko idzie dobrze.


Maria Ślisz-Orzyńska
nr obozowy 40275

Urodziła je Polka z Sosnowca. Chłopczykowi wytatuowano numer na udzie. Po trzech tygodniach chłopiec, który dostał na imię Adam zmarł. 8 grudnia urodziła się dziewczynka Maria. Urodziła ją Polka z Warszawy. Matka rodziła chorując na tyfus. Miała w czasie porodu 40 stopni gorączki. Dziecko było wcześniakiem ośmiomiesięcznym i zmarło po kilku godzinach. Potem rodziły się dzieci więźniarek Rosjanek i Żydówek.


Janina Kościuszkowa
nr obozowy 36319

Początkowo kobiety ciężarne szły bezapelacyjnie do gazu. W roku 1943 więźniarka mogła urodzić dziecko; dziecko nie miało prawa do życia.


Dr Irena Konieczna
nr obozowy 55037

Stanisława Leszczyńska odbierała porody od więźniarek w jednym z bloków. Pełniła ona funkcję obozowej położnej w następstwie więźniarki znanej jako Schwester Klara. Leszczyńska odbierała porody całkiem samodzielnie, zazwyczaj na kominie biegnącym przez środek baraku. Działo się to na oczach setek więźniarek.


Stanisława Leszczyńska
nr obozowy 41335

Pośrodku, wzdłuż baraku ciągnął się stary piec w kształcie kanału. Służył od jako jedyne miejsce do przyjmowania porodów. Palono w nim zaledwie kilka razy do roku, dlatego szczególnie w okresie zimowym dało się odczuwać dotkliwie przejmujące zimno. Widoczną oznaką były sople zwisające z sufitu. Trzydzieści koi wydzielonych najbliżej pieca stanowiło tzw. sztubę położniczą.


Maria Matlak
nr obozowy 50161

Ciąg kominowy tworzył jakby bardzo długi stół. Na tym stole p. Leszczyńska odbierała rodzące się niemowlęta. (od lata 1943 pozwolono w obozie rodzić i wychowywać aryjskim kobietom dzieci). Tam urodziła śliczną dziewczynkę Cyganka spod Warszawy, żona jakiegoś Polaka. Pozwolono jej na otrzymanie specjalnej przesyłki z domu. Otrzymała piękną wyprawkę z domu.


Stanisława Leszczyńska
nr obozowy 41335

Spodziewające się dziecka kobiety musiały sobie przez dłuższy czas odmawiać przydzielonej racji chleba, za które organizowały sobie prześcieradło, które darły na strzępy, przygotowując pieluszki i koszulki, żadnej bowiem wyprawki nie otrzymywały.


Maria Matlak
nr obozowy 50161

Po 3 miesiącach stwierdzono, że kobieta ta jest Cyganką i wśród płaczu polecono odprowadzić ją do obozu cygańskiego w Brzezince. Następnego dnia odprowadziłyśmy ją, odnosząc jej śliczne dziecko. Za trzy dni zlikwidowano obóz cygański, tzn. zabito Cyganów w komorach gazowych.


Zofia Bator
nr obozowy 37255

Dzieci, które się rodziły w obozie, na tym głównym piecu były natychmiast chrzczone. Chrzciła je więźniarka akuszerka. Były nawet bardziej "uroczyste" chrzty, gdzie były także chrzestne mamy.


Maria Ślisz-Orzyńska
nr obozowy 40275

Stanisława Leszczyńska modliła się zawsze siedząc przy położnicy, często i rodząca powtarzała za nią słowa modlitwy. A kiedy urodziło się już dziecko, nakazała każde, bez względu na to jaka matka je urodziła, ochrzcić. Wyjaśniając mi, że tylko my jesteśmy odpowiedzialne, ażeby dziecko nie umarło, czy też nie zostało zamordowane bez chrztu! Mnie poleciła tą ważna funkcję, a ja wierzyłam w to bardzo, że jeżeli z mojej nieuwagi, czy też opieszałości umrze dziecko, będę kiedyś za to odpowiedzialna. Nauczyła mnie jak chrzcić: trzymając niemowlę na lewym przedramieniu, w prawej ręce unosiła kubek z wodą lub ziółkami, (czas zawsze naglił), nakreślając znak krzyża, lała powoli kropelkami płynu, wymawiając słowa: ja ciebie chrzczę w imię Ojca i Syna i Ducha świętego, amen, dodając imię, jakie nadałyśmy dziecku.


Maria Ślisz-Orzyńska
nr obozowy 40275

Film dokumentalny "Być kobietą w Birkenau" Pani Leszczyńska miała rozkaz, że kiedy rodzi się dziecko żydowskie nie wiązać pępowiny, tylko razem z łożyskiem wrzucać do tzw. Lagerscheise. Powiedziała do mnie: "Nie będę Herodem niewiniątek"- wiązała pępowinę, odcinała, zawijała dziecko w ligninę i kładła matce pod koc.


Stanisława Leszczyńska
nr obozowy 41335

Do maja 1943 roku wszystkie dzieci urodzone w obozie oświęcimskim były w okropny sposób mordowane - topiono je w beczułce. Czynności tych dokonywały Schwester Klara i Schwester Pfani. Po każdym porodzie z pokoju tych kobiet dochodziły do uszu położnic głośny bulgot i długo utrzymujący się niekiedy plusk wody. Wkrótce po tym mogła ujrzeć ciało swego dziecka rzucone przed blok i szarpane przez szczury.


Janina Kościuszkowa
nr obozowy 36319

Gorzej bywało, gdy matce przygotowanej na to, że dziecko jej zabiorą, udawało się je uratować i po pięciu miesiącach walki o zdrowie i życie malca wezwano ją by oddała dziecko na stracenie.


Stanisława Leszczyńska
nr obozowy 41335

Szczególnie żywo zapamiętałam historię pewnej kobiety z Wilna. Bezpośrednio po urodzeniu dziecka, wywołano jej numer. Poszłam ją wytłumaczyć, lecz to nic nie pomogło a spotęgowało tylko gniew. Zorientowałam się że wzywają ją do krematorium. Owinęła dziecko w brudny papier i przycisnęła do piersi. Usta jej poruszały się bezgłośnie, widocznie chciała zaśpiewać maleństwu piosenkę. Nie miała sił, nie mogła wydobyć głosu, tylko duże o obfite łzy wylewały się spod powiek na brudne policzki, padając na główkę małego skazańca. O historii tej wspominam dlatego, że stanowiła ona odosobniony przypadek, rzadko bowiem matka i dziecko ginęły razem.


Stanisława Leszczyńska
nr obozowy 41335

W maju 1943 roku sytuacja niektórych dzieci uległa zmianie. Dzieci niebieskookie i jasnowłose odbierano matkom i wysyłano do Nakła w celu wynarodowienia. Przejmujący skowyt matek żegnał odjeżdżające transporty niemowląt. Póki maleństwa przebywały przy matce, to już samo macierzyństwo stwarzało promień nadziei. Rozłąka z dzieckiem była straszna. Z myślą o możliwościach odzyskania tych dzieci w przyszłości, o przywróceniu ich matkom, zorganizowałam sposób oznaczania niemowląt tatuażem, który nie zwracał uwagi esesmanów. Niejedną matkę pocieszała myśl, że odnajdzie kiedyś swoje utracone szczęście.


Danuta Drzazga
nr obozowy 26275

21 października 1944 urodziłam córeczkę, Jolę. Była bardzo ładna, miała niebieskie oczy i czarne włosy. Ponieważ miałam wyrok śmierci, dziecko przeznaczone było na wychowanie w rodzinie niemieckiej. Był ją oglądać jakiś oficer niemiecki. Nie zabrano jej tylko dlatego, że całe ciałko miała pokryte pęcherzykami. Miałam przy sobie strzykawkę i dość silną dawkę trucizny. 3 cm. przeznaczyłam dla Joli, gdyż postanowiłam nie oddać jej na wychowanie w rodzinie niemieckiej, a resztę dla siebie.


Maria Jezierska
nr obozowy 24449

Pamiętam wypadek, jak przywieziona z mężem kobieta, Polka z Poznania, w 9 miesiącu ciąży, urodziła na bloku zdrowe dziecko, które jej odebrano. Gdy matce nie zwrócono dziecka, dostała ataku szału. Wtedy przyszedł lekarz naczelny - esesman, zabrano położnicę na noszach i więcej nie wróciła. Słyszałam od koleżanek, że dostała zastrzyk uśmiercający.


Stanisława Leszczyńska
nr obozowy 41335

Pewnego razu Lagerarzt kazał mi złożyć sprawozdanie na temat zakażeń połogowych i śmiertelności matek oraz noworodków. Odpowiedziałam wtedy, że nie miałam ani jednego wypadku gorączki połogowej, ani jednego wypadku śmiertelnego, wśród matek i nowonarodzonych dzieci. Lagerarzt spojrzał na mnie z niedowierzaniem. Powiedział, że nawet najdoskonalej prowadzone kliniki uniwersyteckie w Niemczech nie mogą się poszczycić takim powodzeniem. W oczach jego czytałam gniew i zawiść. Możliwe, że ogromnie wyniszczone organizmy były zbyt jałową pożywką dla bakterii. Pomimo przerażającej ilości brudu, robactwa wszelkiego rodzaju, szczurów, chorób zakaźnych, braku wody oraz innych nie dających się wprost opisać okropności, działo się coś niezwykłego.


Stanisława Leszczyńska
nr obozowy 41335

Wszystkie dzieci rodziły się żywe. Ich celem było żyć. Przeżyło obóz zaledwie trzydzieści kilka dzieci wywiezionych do Nakła w celu wynarodowienia. Ponad 1800 dzieci zostało utopionych przez Schwester Klarę i Pfani, ponad 1000 dzieci zmarło z zimna i głodu.



Autor: Marzena Gregier


Źródła:
Archiwum Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau (dalej APMA-B), Zespół Oświadczenia, relacja Marii Ślisz-Orzyńskiej, t.66, k.36; t.94, k.138-139; t.139, k.136
Archiwum PMA-B, Zespół Oświadczenia, relacja Marii Matlak, t.43, k.97
Archiwum PMA-B, Zespół Oświadczenia, relacja Dr Ireny Koniecznej, t.113, k.135
Archiwum PMA-B, Zespół Oświadczenia, relacja Marii Jezierskiej, t.21, k.56
Archiwum PMA-B, Zespół Oświadczenia, t.33. k.77; t.68, k.150
Archiwum PMA-B, Zespół Wspomnienia, t.10, k.1 - 3
Przegląd Lekarski nr 1a 1961, s.60
Film dokumentalny "Być kobietą w Birkenau"


Adam Jurkiewicz
nr obozowy 476

Po wyzwoleniu czasami w snach przeżywałem sceny widziane kiedyś w obozie. Najczęściej, zwłaszcza gdy podczas dnia czymś się podenerwowałem, śnił mi się Rapportführer Palitzsch, który miał się "zająć moją osobą." Całe szczęście, że sny nie były zbyt częste.

Helena Kłysowa
mieszkanka Oświęcimia

Przystojny. Był blondynem, jedynie oczy miał trochę dziwne


Maria Sanak
mieszkanka Oświęcimia

Palitzscha poznałam jako bardzo przystojnego kawalera, ożenił się pełniąc służbę w Oświęcimiu.


Józef Kamiński
nr obozowy 10127

Palitzscha znałem jeszcze z moich czasów szkolnych z Grudziądza, gdzie razem chodziliśmy do szkoły. Rodzice jego mieli gospodarstwo rolne koło Mełna na Pomorzu jako osadnicy niemieccy.


Franciszek Targosz
nr obozowy 7626

Z pochodzenia był Saksończykiem.


Helena Kłysowa
mieszkanka Oświęcimia

Pewnego dnia wiosną 1942 r (albo 1941 r.) przyszedł do nas esesman i powiadomił, że ja mam się zgłosić na bramie głównej w obozie i powiedzieć, że przyszłam na wezwanie Palitzscha. Gdy na drugi dzień rano tam się zjawiłam, zaraz przywołano Palitzscha. On zabrał mnie do jakiegoś biura, gdzie podpisywałam zobowiązanie o zachowaniu tajemnicy tego, co będę widzieć i słyszeć. Palitzsch zaprowadził mnie następnie do siebie do domu. Dom był piętrowy. Na parterze znajdowały się dwa pokoje, a na piętrze jeden pokój i kuchnia. W pokoju na piętrze urządzona była sypialnia, gdzie sypiali Palitzschowie z córeczką. Przy domu był ogródek. Gdy ja zaczęłam pracować u Palitzscha to mieszkał on z żoną i córeczką Helgą, która miała 3 latka. Przy mnie urodził się im synek Lothe. Ja przychodziłam na godzinę ósmą. Zajmowałam się dzieckiem. Z dziewczynką chodziłam na spacery, przeważnie drogę do "Rekordu", albo koło cynkowni. Pracę kończyłam o godzinie 16-tej. Do cięższych prac w domu i ogrodzie przychodzili więźniowie. Oczywiście zawsze pilnował ich Post. Gdy Palitzsch był w domu, to nie rozmawiałam z więźniami. Więźniowie zresztą sami ostrzegali mnie przed tym. Bali się, że on zapisze ich numer i w obozie ich wykończy. Wtedy dowiedziałam się, jakim postrachem w obozie jest Palitzsch. Nie mogłam w to uwierzyć.


Zygmunt Gajda
nr obozowy 122410

To był kat.


Anna Palarczyk-Szyller
nr obozowy 17524

Dla niego wyjąć rewolwer i zastrzelić kogokolwiek, ech - tak sobie, to nie był żaden problem.


Aleksander Górecki
nr obozowy 18406

Palitzsch własnoręcznie rozstrzelał tysiące naszych kolegów.


Zygmunt Gajda
nr obozowy 122410

Był okrutny, bił, kopał gdzie popadło tak długo, aż więzień ducha wyzionął. Więźniowie chowali się przed nim w sienniki, pod łóżka, do ustępów, do dołów kloacznych.


Adam Jurkiewicz
nr obozowy 476

Któregoś dnia do tej sali wszedł esesman, Rapportführer Palitzsch. Padła komenda "Achtung"! Wszyscy stanęli na baczność - w przejściach obok legowiska ze słomy. Na sali znajdowało się dużo więźniów, było ciasno. Nic więc dziwnego, że jeden z kolegów, który na moment zachwiał się, postawił nogę na słomie - lecz zaraz ją cofnął. Okazało się, że "przewinienie" to zauważył Palitzsch. Na sali panowała zupełna cisza. Palitzsch uważnie lustrował nas wzrokiem, wreszcie - sam idąc po słomie - podszedł do "winowajcy" i trzymanym w ręku łańcuchem uderzył go w głowę. Więzień upadł na podłogę i stracił przytomność.


Paweł Żur
nr obozowy 1188

Jego humor zależał od zaspokojenia sadystycznych skłonności. Dopiero jak kilku więźniów "znokautował", lub później, kiedy zaczął rozstrzeliwać pod "ścianą śmierci", było widać na jego twarzy zadowolenie.


Tadeusz Bałuk
nr obozowy 1259

Początkowo rozstrzeliwano w Kiesgrubach, poza drutami obozu. W roku 1941 wybudowano na bloku 11 czarną ścianę i tam rozstrzeliwano. Tam rozstrzeliwali Palitzsch, Stiewitz, Boger, Emmerich, Kaduk i inni, których nazwisk nie pamiętam. Egzekucja taka odbywała się w ten sposób, że więźniów przeznaczonych na rozstrzelanie gromadzono w bloku 11, tam rozbierali się w umywalni do naga, krępowano im ręce do tyłu drutem i kierowano na podwórze bloku jedenastego. Tłumacz wyjaśniał skazańcowi, że ma iść wprost na czarną ścianę. Gdy skazaniec szedł w tym kierunku, Palitzsch przystawiał mu wylot lufy karabinu lub automatu bolcowego do podstawy czaszki od tyłu głowy i oddawał strzał.


Franciszek Gulba
nr obozowy 10245

W przerwach zarzucał karabinek na ramię i zachowując całkowity spokój palił papierosy przechadzając się po dziedzińcu.


Kurt Marcus
nr obozowy nieznany

Blok 11 miał na podwórzu dobrze znaną "czarną ścianę" i szubienice do masowych egzekucji, co było ulubioną rozrywką straszliwego mordercy Hauptscharführera Palitzscha, zwanego "Widmo". Tysiące więźniów z więzień policyjnych Mysłowic i Krakowa, polskich mężczyzn, kobiet, nawet małych dzieci zostało zlikwidowanych przez tego potwora strzałem w kark. Ich trupy były wrzucane na wozy ciężarowe jak kłody, po 50 na wóz. W środy i piątki - "święte dnie" tego dżentelmena - trzy naładowane platformy przybywały do krematorium. Krew spływała ściekiem specjalnie w tym celu zrobionym, do kanałów obozowych.


Jerzy Sztompke
nr obozowy 5852

Część z nas słyszała jak Grabner wydał polecenie odprowadzenia do bunkrów (w bloku 11- tym) pierwszej trzydziestki. Rapportführer Palitzsch meldował, że rozkaz nie może być wykonany, bo nie ma miejsca. Za chwilę wyszedł z baraku i tą samą drogą, obok nas, udał się w kierunku bloku 11- tego. Na plecach miał przewieszony karabinek małokalibrowy. Po pewnym czasie powrócił, a tuż za nim nadciągnęła rolwaga załadowana trupami. Domyśliliśmy się, że Palitzsch "opróżnił" część bunkrów, aby zrobić miejsce dla następnej grupy.


Marian Prząda
nr obozowy 1361

Do każdej trumny ładowaliśmy po dwa ciała ułożone głowami w przeciwną stronę i każdą trumnę niosło czterech więźniów. Czwórka, w której się znajdowałem ładowała ciała jako ostatnia. Wówczas to jeden z "nieboszczyków" zaczął się poruszać i unosić w trumnie. Obecny przy tym Palitzsch podbiegł i dobił go wystrzałem z pistoletu a krew zabitego zbryzgała mi pasiak. Tej sceny trudno zapomnieć.


Aleksander Górecki
nr obozowy 18406

Potrafił on po egzekucji pójść na próbę orkiestry, kazał sobie grać piękne rzeczy i godzinami słuchał.


Bolesław Zbozień
nr obozowy 22557

Kiedyś, dokładnej daty nie pamiętam, na ulicy obozu macierzystego spotkaliśmy Palitzscha. Prowadził przed sobą mężczyznę i kobietę. Kobieta niosła na ręku małe dziecko, dwoje większych dzieci w wieku około czterech i siedmiu lat szły obok nich. (...) Kobieta i mężczyzna nie stawiali oporu, gdy Palitzsch ustawiał ich przed ścianą śmierci. Wszystko to odbywało się w największym spokoju. Mężczyzna trzymał za rączkę dziecko znajdujące się z lewej strony. Drugie dziecko stało pośrodku nich, również trzymali je za ręce. Najmłodsze matka tuliła do piersi. Palitzsch najprzód strzelił w główkę niemowlęcia. Strzał w potylicę rozsadził czaszkę, rozerwał wszystkie naczynia powodując ogromne krwawienie. Niemowlę zamiotało się jak ryba lecz matka jeszcze mocniej przytuliła je do siebie. Palitzsch strzelił następnie do dziecka stojącego w środku. Mężczyzna i kobieta, chyba rodzice stali nieruchomo jak posągi. Później Palitzsch szamotał się ze starszym dzieckiem, które nie pozwalało się zastrzelić. Przewrócił je na ziemię i stojąc dziecku na plecach strzelił mu w tył głowy. Wreszcie zastrzelił kobietę, a na samym końcu mężczyznę.


Franciszek Gulba
nr obozowy 10245

Któregoś wieczoru przyprowadzono do bloku 11- tego kilkanaście osób. Były to chyba rodziny. Rozmawiali ze sobą po niemiecku. Na dziedziniec bloku 11- tego wyprowadzano ich po dwóch. Na końcu przyprowadzono kobietę z dzieckiem - przypuszczaliśmy, że była to matka i córka. Matka trzymała córkę za rękę. Obie były rozebrane do koszuli. Palitzsch najprzód rozstrzelał matkę. Kiedy ta obsunęła się na ziemię, dziecko rzuciło się z płaczem na ciało leżącej i rozpaczliwie wołało : "Mamo! Mamo!". Palitzsch strzelił do dziewczynki, lecz widocznie chybił, bo dziecko nadal obejmowało ciało matki i potrząsało nim. Nadbiegł blokowy, który przytrzymał dziewczynkę, aby Palitzsch mógł swobodnie wycelować. Za chwilę dziecko było martwe.


Helena Kłysowa
mieszkanka Oświęcimia

W domu był najlepszym człowiekiem. Swoje dzieci kochał szalenie.


Karol Szuster
nr obozowy 9310

Pewnego razu polecono mnie i koledze wybudować koło domu zamieszkałego przez Rapportführera Palitzscha huśtawkę dla jego czteroletniej córeczki. Była piękna, słoneczna pogoda. W budzie koło domu leżał mały ładny szpic.


Helena Kłysowa
mieszkanka Oświęcimia

Palitzschowa bardzo mi się podobała. Była wysoka, miała ładne oczy i miły uśmiech, zawsze mówiła łagodnym tonem. Żyli spokojnie i kochali się. Nie przyjmowali gości, nie urządzali libacji. Przy Palitzschowej odważałam się rozmawiać z więźniami.


Franciszek Targosz
nr obozowy 7626

Zmarła w 1942 roku w listopadzie lub grudniu na skutek zarażenia się tyfusem plamistym.


Helena Kłysowa
mieszkanka Oświęcimia

Ja z dziećmi jeszcze leżałam w sypialni na górze, gdy usłyszałam z pokoju na dole płacz, który przeszedł prawie w żałosny ryk. Gdy przyszedł na górę, zaczął tulić do siebie i całować dzieci mówiąc, że nie mają matki.


Franciszek Targosz
nr obozowy 7626

W Oświęcimiu mówiono, że Palitzsch po śmierci żony budził swym postępowaniem wiele zastrzeżeń i karnie został przeniesiony do Brna. Miał zostać odizolowany od Oświęcimia, od jego kochanek i tych, którzy kryli jego przestępcze czyny.


Franz Kejmar
nr obozowy 26158

Dopiero później stało się dla mnie jasne, że Palitzsch specjalnie mnie prześladował, bo chciał się pozbyć świadków swoich przygód miłosnych.


Zdzisław Pałasiński
nr obozowy 462

W czasie mojej pracy w Brnie, często miałem możność spotykania Palitzscha. Kilkakrotnie rozmawiał ze mną, a raz nawet rozmawiał na tematy swoje prywatne. Mówił nawet, że lepsza jest sytuacja moja jako więźnia, niż jego. Miał w tym okresie swoje osobiste kłopoty, miał bowiem romans w Oświęcimiu z więźniarką, Żydówką łotewską.


Anna Palarczyk-Szyller
nr obozowy 17524

Katja Singer miała bardzo wielu swoich wielbicieli, bardzo wielu chłopców, którzy się nią interesowali, mówili jej miłe rzeczy, podkochiwali się w niej, była taką gwiazdą obozową. Jak to się stało, że Katja się w nim zakochała? Ja osobiście umierałam ze strachu, bo bałam się Palitzscha, bałam się potwornie.


Czesław Nadolski
nr obozowy 3161

Podobno któryś z kapo wyśledził, że Palitzsch zabrał więźniarkę - Żydówkę do siebie do domu i doniósł o tym władzom obozowym.


Anna Palarczyk-Szyller
nr obozowy 17524

Plotki były takie, że Drechsler uważała, ze Palitzsch do niej przychodzi, że z nią się chce widzieć, a tymczasem chodził do Katji.


Czesław Nadolski
nr obozowy 3161

W okresie śledztwa Palitzscha zamknięto właśnie w bloku 11.


Jerzy Brandhuber
nr obozowy 87112

Rano koledzy pracujący na nocnej zmianie obozowej paczkarni powiedzieli nam, że przywieziono Rapportführera Palitzscha. Jako aresztanta!


Czesław Nadolski
nr obozowy 3161

Jeden z moich kolegów, Max Wieczorkiewicz, pracujący w zakładzie fryzjerskim SS, raz na tydzień przychodził do bloku 11 i golił przebywających tam esesmanów. Golił także i Palitzscha, który rozkazał mu, aby w następnym tygodniu przyniósł mu wytrych. Oczywiście Wieczorkiewicz nie wykonał tego rozkazu.


Jerzy Brandhuber
nr obozowy 87112

Zresztą gdy siedział w areszcie prosił więźniów o papierosy i inne usługi. Prośby jego spełniano w obawie przed nim. Na wszelki wypadek. Osobiście nie bardzo się z tym godziłem, bo Palitzsch i tak nikogo by nie szczędził - gdyby się znalazł w innej sytuacji.


Zygmunt Gajda
nr obozowy 122410

Jego nawet esesmani nienawidzili.


Franz Kejmar
nr obozowy 26158

Te jego przygody stały się rozstrzygające dla jego losu, został dostarczony do obozu Matzkau, gdzie załatwili go jego kompani z SS.


Anna Palarczyk-Szyller
nr obozowy 17524

Palitzsch zginął. Zginął podobno na węgierskim froncie, to znaczy na froncie rosyjskim, w momencie kiedy wchodzili; (...) po pobycie w karnym obozie poszedł do wojska, zdegradowany, jako szeregowiec, no i zginął.


Józef Kamiński
nr obozowy 10127

W Lipsku Amerykanie dali nam umundurowanie i po przydzieleniu do policji pomocniczej skierowali z powrotem do Oschatz w celu utrzymywania porządku w mieście i okolicy. Na podwórzu ratusza w Oschatz znajdowało się więzienie, w którym więzieni byli Niemcy. Przeglądając kartotekę więźniów, spostrzegłem, że wśród nich figuruje nazwisko Gerhard Palitzsch. Będąc jeszcze w Oświęcimiu znałem Rapportführera o tym samym nazwisku. Znałem go jeszcze z moich czasów szkolnych W celi rozpoznał mnie też i Palitzsch. Mówił mi, że został skazany przez sąd SS na 11 lat więzienia za kradzież kosztowności po zagazowanych Żydach w Oświęcimiu i za wyrobienie fałszywych papierów aryjskich dla węgierskiej Żydówki. Po ustaleniu identyczności Palitzscha powiedziałem koledze Kudelskiemu Marianowi, który tak samo był w policji pomocniczej w Oschatz, kim był Palitzsch i ilu ludzi zamordował w Oświęcimiu i że ja mam w stosunku do niego - jako kolega szkolny i z tego powodu iż raz w Oświęcimiu uratował mi życie - pewne zobowiązania i że sam nie mogę go zlikwidować, ale że go zwolnię z więzienia i gdy on będzie przechodził koło baszty więziennej, to Kudelski może go zlikwidować. Tak się też stało i Palitzsch został zastrzelony koło baszty więziennej, a zwłoki jego wyniesiono w zarośla na pole. Co stało się z tymi zwłokami, nie wiem.



Autor: Maria Jernajczyk


Źródła:
APMA-B, Zespół Proces Hössa, zeznanie Tadeusza Bałuka, t. 4, kk. 3-4
Archiwum Państwowego Muzeum Auschwitz - Birkenau (dalej APMA-B), Zespół Oświadczenia, relacja Jerzego Brandhubera, t. 76, k. 124, 125
APMA-B, Zespół Oświadczenia, relacja Zygmunta Gajdy, t. 61, k. 74
APMA-B, Zespół Oświadczenia, relacja Franciszka Gulby, t. 70, k. 46
APMA-B, Zespół Oświadczenia, relacja Adama Jurkiewicza, t. 76, k. 44, 78
APMA-B, Zespół Oświadczenia, relacja Józefa Kamińskiego, t. 31, k. 72-73
APMA-B, Zespół Oświadczenia, relacja Franza Kejmara, t. 115, k. 170
APMA-B, Zespół Oświadczenia, relacja Heleny Kłysowej, t. 82, k. 159-160, 161
APMA-B, Zespół Oświadczenia, relacja Czesława Nadolskiego, t. 73, kk. 246-247
APMA-B, Zespół Oświadczenia, relacja Anny Palarczyk-Szyller, t. 141, kk. 106-108, 114
APMA-B, Zespół Oświadczenia, relacja Zdzisława Pałasińskiego, t. 63, k. 15
APMA-B, Zespół Oświadczenia, relacja Mariana Prządy, t. 54, k. 133
APMA-B, Zespół Oświadczenia, relacja Marii Sanak, t. 67, k. 97
APMA-B, Zespół Oświadczenia, relacja Jerzego Sztompke, t. 66, k. 168
APMA-B, Zespół Oświadczenia, relacja Karola Szustera t. 20, k. 53
APMA-B, Zespół Oświadczenia, relacja Franciszka Targosza, t. 4, k. 567, 570
APMA-B, Zespół Oświadczenia, relacja Bolesława Zbozienia, t. 70, kk. 159-160
APMA-B, Zespół Oświadczenia, relacja Pawła Żura, t. 55, k. 168
Archiwum Instytutu Pamięci Narodowej- Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu (dalej AIPN-KŚZpNP) Sygn. NTN 110, s. 10
AIPN-KŚZpNP Sygn. NTN 127, s. 132


Bronisław Cynkar
nr obozowy 183
Uważam, że o tym iż przeżyłem obóz zadecydował nie tyle fakt przynależności do dobrego komanda, jakim niewątpliwie było Effektenkammer lecz uprawianie sportu przed przybyciem do obozu i uczestniczenie w charakterze bramkarza w meczach piłki nożnej rozgrywanych w obozie. W obozie znalazła się połowa reprezentacji Polski wspomnianej dyscypliny: Nowakowski, Frei, Knioła, Słoma, Łyko i inni. Kilku znanych piłkarzy udało się nam ściągnąć do swojego komanda.

Więźniowie śmiali się mówiąc, że jeśli Niemcy za którymś razem wygrają, to skończy się wojna.
(Jerzy Adam Brandhuber)


Jerzy Adam Brandhuber
nr obozowy 87112
Na placyku pomiędzy blokiem 16 a 17 (naprzeciwko budynku kuchni) odbywały się mecze piłkarskie.


Bronisław Cynkar
nr obozowy 183
W sobotę odbywały się tzw. "małe mecze" rozgrywane najczęściej między Polakami.


Józef Światłoch
nr obozowy 3529
Tutaj, jak przyjdzie niedziela, to aż roi się od różnych imprez sportowych. Najciekawsze to jak zwykle spotkania piłkarskie Polska - Niemcy.


Jerzy Adam Brandhuber
nr obozowy 87112
Zawsze zwyciężały drużyny polskie.


Józef Światłoch
nr obozowy 3529
Nie dość na tym, że ich "nasi" we Włoszech łoją, to ich jeszcze tutaj na meczu tak bezlitośnie "nasi" piorą, że aż czasem dziwić się należałoby, że aż tyle bramek pozwolą sobie nabić. Pod każdym względem przewyższamy ich i aż się serce śmieje, kiedy biegają bez głowy na boisku rozkładając bezradnie ręce.


Bronisław Cynkar
nr obozowy 183
Przebieg tych meczy miał charakter uroczysty. Wejściu drużyn towarzyszyła gra orkiestry obozowej. Rozgrywki traktowano poważnie, o czym może świadczyć fakt, że w celu wzmocnienia swojej drużyny Niemcy przywozili znanych piłkarzy z Dachau. Wielu z esesmanów rezygnowało z niedzielnej przepustki i zostawało w obozie, aby nie tracić interesującego widowiska. Niekiedy mecze przedłużały się i trwały po 2 i pół godziny. Uczestniczyłem w meczach piłki nożnej rozgrywanych na placu apelowym zimą 1940/41 roku. Jako bramkarz byłem bardzo ceniony. Gdy pojawiłem się w bramce padały wysokie zakłady rokujące zwycięstwo Polaków.


Józef Tabaczyn
nr obozowy
Z zazdrością oglądałem tych więźniów, którzy w niedzielę grali w piłkę nożną na obozowym placu apelowym. Muszę jednak nadmienić, że nie chęć grania była powodem zazdrości, lecz jedynie możliwość otrzymania dodatkowej porcji pożywienia, jaką gracze otrzymywali z obozowej kuchni. Wiedziałem, że jednym z zapalonych organizatorów tych meczy był więzień Paweł Stolecki, który pełnił funkcję kapo w Bekleidungskammer. Kilkakrotnie usiłowałem zwrócić jego uwagę na siebie, ale nie znając go bliżej trudno mi było występować z konkretnymi propozycjami odnośnie samej gry.

Była już późna jesień, może listopad. Opadałem z sił, ale i tym razem los był dla mnie łaskawy. Pewnej niedzieli zawezwał mnie do siebie blokowy w baraku, gdzie wówczas przebywałem - blok 21. Zapytał się mnie, czy może mam jakieś rzeczy do wymiany, ponieważ wzywa mnie Stolecki. Domyślając się, że chodzi może o mecz, pobiegłem do niego. Stolecki istotnie oświadczył mi, że mam grać w meczu, który za chwilę się rozpocznie. Otrzymałem kostium sportowy i uradowany takim obrotem rzeczy wybiegłem razem z drużyną na plac apelowy, na którym rozgrywał się mecz. Tym razem grały ze sobą dwie drużyny - polska i niemiecka.

Podniecenie wśród więźniów, oglądających mecz, było duże. Doskonale zdawałem sobie sprawę z tego, że nie jestem w stanie grać "ofiarnie", bo nie miałem na tyle siły. Nie odpowiadała mi również pozycja, jaką mi wyznaczono (lewe skrzydło), ale przecież sama gra nie była mi obca, bo kiedyś byłem zawodnikiem jednej z drużyn zagłębiowskich. Postanowiłem sobie, że będę się starał grać przede wszystkim poprawnie pod względem technicznym. Mój zamiar udawał mi się znakomicie, gdyż każdą piłkę posyłałem krótkimi i celnymi podaniami do współpartnerów.
Z przyjemnością słuchałem dopingujących więźniów, wśród których rozróżniałem i takie: "Temu tylko dać żreć, to będzie grał".

W pewnym momencie zarządzono strzał na bramkę niemiecką (korner). Gracz, który wykopał piłkę celował zbyt wysoko i piłki nie przejął żaden z graczy polskich, który na nią oczekiwał. Ja natomiast, nie pilnowany przez nikogo nagle zobaczyłem, jak odbita piłka leci w moim kierunku. Nie namyślając się wiele skierowałem ją do bramki przeciwników. Nagły, dobrze wymierzony strzał całkowicie zaskoczył bramkarza drużyny niemieckiej. Publiczność więźniarska szalała! Nic dziwnego, była to pierwsza i jak się okazało jedyna bramka w tym meczu. Wygrali Polacy. Kiedy zakończył się mecz Lagerältester HKB Budziaszek dał mi skierowanie do HKB. Tam zostałem przebadany i następnie skierowano mnie do pracy w kuchni więźniarskiej.

W taki więc sposób dzięki przypadkowi, znów zmieniłem miejsce pracy i mogłem spokojnie myśleć o przyszłości.


Czesław Sowul
nr obozowy 167
Najczęściej Polacy bali się zbyt celnie strzelać do bramki przeciwników, bo po meczu można było oberwać po pysku od kapów, którzy przecież sami poszukiwali byłych piłkarzy i zmuszali ich do grania.


Mirosław Piłat
nr obozowy 114743
Mecze te zakończyły się dosyć nieprzyjemnym incydentem. Esesman Stahorski (szef Bekleidungskammer) znany był z zamiłowania do sportu. Podczas kolejnego meczu, równie niepomyślnego dla drużyny niemieckiej, sędziował osobiście Lagerältester. Podenerwowany niekorzystnym dla drużyny niemieckiej przebiegiem gry zaczął kopać polskich zawodników, jednym słowem zachowywał się tak, jakby siłą chciał zmienić wynik meczu. Tego było za dużo nawet dla esesmana Stahorskiego, który już więcej nie organizował meczy.


Jerzy Adam Brandhuber
nr obozowy 87112
Popularne były rozgrywki sportowe o charakterze parodystycznym. Do takich zaliczyć należy mecz drużyny żydowskiej "Makabi" (przed wojną istniała żydowska organizacja sportowa o tej nazwie) z drużyną polską. Organizowano czasami mecze grubych przeciwko chudym. Uciechy z tej okazji było wiele zwłaszcza, gdy u chudych grał Czesiu Sowul, który popisywał się z właściwą werwą. Mecze te gromadziły tłumy więźniów a nawet esesmanów, którzy pokładali się ze śmiechu - zwłaszcza przy "solowych" popisach Sowula. Jeśli piłka upadła w strefę ogrodzenia (Neutrale Zone), wówczas któryś z graczy podbiegał w tamtą stronę i podnosił rękę do góry, na co esesman z najbliższej wieży wartowniczej zezwalał na zabranie piłki.


Wacław Długoborski
nr obozowy 138871
W maju, ewentualnie w czerwcu 1944 roku władze obozowe zgodziły się na zorganizowanie na odcinku szpitalnym rozgrywek o charakterze sportowym. Nieco później urządzono na odcinku BIIf boisko do piłki nożnej, zajmujące całą, niezabudowaną część odcinka od strony rampy i krematorium III. Czyim pomysłem było zorganizowanie rozgrywek piłki nożnej trudno mi powiedzieć. Sądzę, że była to inicjatywa więźniów. Plantowaniem terenu pod boisko zajęli się więźniowie z obsługi szpitala, pod kierunkiem Lagercapo "Taty" Biernacika. Pierwsze mecze rozgrywali między sobą więźniowie pracujący w szpitalu.


Andrzej Łepkowski
nr obozowy 95846
Na odcinku szpitalnym dwukrotnie rozegrano mecze piłki nożnej w czasie, kiedy na rampie odbywały się selekcje.


Wacław Długoborski
nr obozowy 138871
Przeprowadzono rozgrywki: więźniowie ze szpitala kontra reprezentacja obozu cygańskiego. Cyganie grali w czarnych kostiumach i mieli bardzo mocny doping; cały obóz cygański przyglądał się meczom przez druty. Rozgrywała także mecze drużyna z obozu męskiego BIId, której organizatorem był Bednarek, blokowy SK, przedwojenny piłkarz pierwszoligowego AKS Chorzów. W drugiej połowie 1944 roku miał być rozegrany mecz reprezentacji więźniarskich Auschwitz-Birkenau. Więźniowie z Brzezinki postanowili w miarę swoich skromnych możliwości przyjąć reprezentację obozu macierzystego. Przyjęcie miało odbyć się na bloku 16. Mecz odwołano i do spotkania nie doszło. Sądzę, że mogło to mieć pewien związek z zamachem na Hitlera 20 lipca 1940 roku.


Jerzy Adam Brandhuber
nr obozowy 87112
Więźniowie śmiali się mówiąc, że jeśli Niemcy za którymś razem wygrają, to skończy się wojna.


Autor: Tomasz Gabor


Źródła:

Archiwum Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau (dalej APMA-B), Zespół Oświadczenia, relacja Jerzego Adama Brandhubera, t. 78, k. 223
APMA-B, Zespół Oświadczenia, relacja Bronisława Cynkara,t. 75, k. 93
APMA-B, Zespół Oświadczenia, relacja Wacława Długoborskiego, t. 71, k. 37
APMA-B, Zespół Oświadczenia, relacja Andrzeja Łepkowskiego, t. 66, k. 56
APMA-B, Zespół Oświadczenia, relacja Mirosława Piłata, t. 88a, k. 154
APMA-B, Zespół Oświadczenia, relacja Czesława Sowula, t. 72, k. 164
APMA-B, Zespół Oświadczenia, relacja Józefa Światłocha, t. 62, k. 57
APMA-B, Zespół Oświadczenia, relacja Józefa Tabaczyna, t. 44, k. 47

Edward Pyś
nr obozowy 379

Ja byłem zajęty w pomieszczeniu kuchennym, wykonując swoje normalne czynności, a mianowicie zmywanie naczyń po kolacji. Zajęty swoją pracą usłyszałem nagle strzał. Nic nowego! Znowu jeden z kolegów - pomyślałem - nie wytrzymał i poszedł "na druty". 
"Postanowiłem żyć. A kuchnia to jedyny ratunek."
Aleksander Appel


Adam Schepp (członek załogi SS w KL Auschwitz)
Wydawałem dla każdego więźnia następujący wikt: rano pół litra czarnej namiastki kawy, która była mniej więcej raz albo dwa razy w tygodniu słodzona cukrem w ilości 2 kg na 300 litrów kawy. Czasem słodzono kawę sacharyną, ale bardzo mało. W niektóre dni dawano na śniadanie dla odmiany po pół litra namiastki herbaty. Do śniadania zjadali więźniowie chleb, który otrzymywali w ilości 350 gramów, a co drugi dzień 700 gramów, oraz 20 gramów margaryny, względnie kiełbasę po około 50 gramów na więźnia. Czasem więźniowie otrzymywali po 50 gramów sera, tzw. szwajcarskiego albo łyżkę marmolady w miejsce margaryny lub kiełbasy. Na obiad o godzinie 12-tej otrzymywali więźniowie zupę w ilości 1 litra ugotowanej jedynie na suszonej jarzynie, z tym, że czasem dodawano świeżą jarzynę. Do zupy na kocioł 300 litrów dodawałem około 2 kg margaryny oraz 30 kg ziemniaków. O godzinie 6-tej wieczór otrzymywali więźniowie kolację, tzw. Eintopf w ilości 1 litra. W skład Eintopfu wchodziły kartofle, mąka, sól, kasza oraz 5 razy tygodniowo mięso wołowe w ilości około 40 gramów na osobę.


Tadeusz Krupiński
nr obozowy 224

Sprawa zdobycia chociaż trochę jakiegokolwiek pożywienia poza normalnymi "śmiertelnymi" dawkami, była dla ogółu mieszkańców obozu problemem zasadniczej wagi. Tylko ci, którzy od czasu do czasu mogli coś "zorganizować" z żywności, mieli szansę przetrwania.


Aleksander Appel
nr obozowy nieznany

Po zwykłym codziennym apelu czekamy na komendę "Abrüken" by rozejść się do bloków. Komenda nie pada, zaczynamy się denerwować. Nagle przychodzi Lagerführer: "Ich brauche einen Mann in die Küche. Wer von euch ist Koch?". Nikt nie śmie wystąpić z szeregu. I nagle coś podszeptuje mi do ucha, bym właśnie ja wystąpił, że może to być jedyny ratunek. Stoję na środku Appelplatzu, wokoło mnie sformowane bloki, a przede mną potężna postać Lagerführera sadysty. Nie jestem ja jeden. Ze mną wystąpił pewien tragarz, najlepszy robotnik w naszym komandzie. Mam 17 lat, wyglądam przy konkurencie jak mrówka. Wargi Lagerführera rozchylają się w uśmiechu i cedzi przez zęby: "Będziecie walczyć. Kto kogo pokona tego biorę do kuchni". Tragarz się śmieje tryumfująco. Wie, że wygrał, tylko czeka, aż ja ustąpię przed walką dobrowolnie. Ale ja nie ustępuję. Lagerführer też się śmieje, podobam mu się więc każe mi wybrać rodzaj walki. Proponuję układanie się na rękę przy stole. Dwaj blokowi pędzą po stół i dwa krzesła. Ustawia się to na środku Appelplatzu, na jednym krześle zasiadam ja, na drugim tragarz, ręce podnosimy pionowo, łokcie opieramy o stół i dłońmi zaplatamy się w górze. Dają znak, tragarz naciska moją dłoń. Całą siłę, całą energię wytężam, łapię rękę tragarza i pochylam ją coraz bardziej ku stołowi. Nie wiem skąd się wzięło we mnie tyle siły, ale ostatkiem nacisnąłem dobrze pochyloną już rękę i rozłożyłem ją na stole. Krzyk przeszedł przez szeregi więźniów. Lagerführer wydał polecenie: "Du gehst in die Küche".


Krystyna Witek
nr obozowy 6820

Ja zostałam zatrudniona w kuchni. Wybór do tego komanda wyglądał w ten sposób, iż Rudy wywołał wszystkie Polki i następnie kazał im biegać oraz skakać przez szeroki rów. Która nie potrafiła przeskoczyć, nie została przyjęta do kuchni.


Tadeusz Krupiński
nr obozowy 224

Była to praca pod dachem, w cieple, a co najważniejsze zawsze dająca szansę na dodatkową porcję zupy.


Danuta Figiel-Nowak
nr obozowy 13165

Skierowano mnie do obierania ziemniaków. Odbyło się to w następujący sposób: jeden z esesmanów wybierał więźniarki tylko z wykształceniem handlowym i dobrze wyglądające. Ponieważ bardzo źle wyglądałam odrzucił mnie. Więźniarki powiedziały mi, abym obeszła wkoło kuchnię i dołączyła do nich, i tak już zostałam.


Czesława Szczerbanowska
nr obozowy 7581

A potem dostałam się do kuchni, gdzie obierałam kartofle. Było mi tam dobrze, nie chodziłam już głodna.


Tadeusz Krupiński
nr obozowy 224

W marcu 1941 udało mi się dostać do uprzywilejowanego komanda "Kartofelschäler" (obieraczy ziemniaków), do kuchni esesmańskiej. Wielki plus przynależności do tego komanda polegał na tym, że w sąsiedztwie znajdował się esesmański magazyn chlebowy. Prawie co drugi dzień wzywano nas dorywczo do wyładunku chleba z samochodu. Esesmani nie bardzo nas przy tej robocie pilnowali, więc można było połknąć parę kęsów chleba.


Karol Czyszczoń
nr obozowy 18692

Pracując wewnątrz rzeźni zawsze znalazło się okazję, aby się najeść wędlin.


Stanisław Dworakowski
nr obozowy 3950

W krytycznych dla mnie chwilach współwięźniowie pospieszyli mi z pomocą. Pewnego dnia, wiosną 1942 roku, zwrócił się do mnie więzień polityczny, kapo kartoflarni Tadeusz Lisowski i zaproponował mi, abym zgłosił się do jego komanda. Z propozycji tej niezwłocznie skorzystałem. Lisowski zaopiekował się mną. Koledzy przydzielali mi przez pewien okres czasu większe porcje zupy. Teraz wiedziałem, że nie zginę już z głodu.


Alfred Wilk
nr obozowy 170

Żywność magazynowana w kuchni stwarzała szansę pomagania więźniom. Ale nie było to jedyne źródło. Równie pokaźne ilości produktów pozostawały z oficjalnych przydziałów. Suchy prowiant pobieraliśmy z magazynów co 10 dni - według aktualnych stanów ilościowych więźniów. Ale nigdy nie zdarzyło się, aby liczba więźniów utrzymała się na jednym poziomie przez okres 10 dni. Więźniowie ginęli w egzekucjach, wielu umierało z wycieńczenia. W ten sposób powstawały znaczne nadwyżki produktów żywnościowych pochodzących z oficjalnych przydziałów.


Kazimierz Sowa
nr obozowy 22412

W rzeźni miałem znajomego więźnia nazwiskiem Zemanek. Był to Czech, a zaprzyjaźniliśmy się podczas pobytu w bloku "schonungowym". Dawał mi do obgryzania kości lub czasami organizował nawet wiaderko zupy "kantynówki", pełnej mięsa i tłuszczu.


Tadeusz Krupiński
nr obozowy 224

Odżyłem, gdy kolega Marian Wyskiel dostał się do Rollwagen nr 1. Woził chleb do kantyny esesmańskiej z magazynu obozowego. Często podrzucał mi po kawałku chleba. Drugi kolega z Brzozowa Henryk Dudek dostał się na obieracza do kuchni. Także i on kilkanaście razy "organizował" mi dodatkową miskę zupy.


Alfred Wilk
nr obozowy 170

Akcja "organizowania" żywności na szerszą skalę rozpoczęła się gdzieś w połowie 1942 roku. Do tego czasu też organizowaliśmy, lecz nie były to tak duże ilości jak później.


Franciszek Balzar
nr obozowy 969

Pewnego dnia z kuchni obozowej zginął duży kocioł gotowanych ziemniaków. Poszukiwania nie dały rezultatu. Wynieśli go więźniowie noszący wodę w kotłach w kuchni. Kocioł z ziemniakami ukryli pod klapą pompy, a ziemniakami dzielili się cichaczem z więźniami znajdującymi się w pobliżu pompy. Ja również otrzymałem parę gotowanych ziemniaków. Sprawa nie została wówczas wyjaśniona.


Alfred Wilk
nr obozowy 170

Któregoś dnia nasz szef zatrzymał nas dłużej w magazynie. - nie meldując o tym swoim zwierzchnikom. Nic więc dziwnego, że apel się nie zgadzał, a ówczesny Lagerführer Aumeier miał w tym momencie niezbyt przyjemną minę. Wściekłość wyładował na nas, każąc wykonywać całej naszej grupie karne ćwiczenia. To nic, że trzeba było wykonywać "sport", ale każdemu z nas pot spływał po grzbiecie raczej ze strachu. Chyba nie było ani jednego wśród nas, który by nie miał przy sobie czegoś "zorganizowanego". Ja miałem za paskiem esesmańską kiełbasę, nadto dwie kostki margaryny. Wykonując ćwiczenia z przerażeniem oczekiwałem momentu, w którym coś mi wypadnie na ziemię. Na całe szczęście skończyło się tylko na strachu.


Marta Wijas (po wojnie Bielecka)
nr obozowy 7499

Istniała akcja samopomocy, szeroko rozpowszechniona wśród więźniarek. Z personelu kuchennego do najbardziej ofiarnych na polu "organizowania" żywności dla głodnych należała m.in. Zosia Hubert. (...) Kokietowała [ona] szefa kuchni esesmana, którego w obozie nazywano Dziadkiem i to jej znacznie ułatwiało wynoszenie żywności. Ponadto pełniąc w kuchni jakąś funkcję - być może nawet kapo - miała większą swobodę w "organizowaniu" chleba, zupy, makaronu czy margaryny. Trzeba podkreślić, że niejednej więźniarce pomogła przetrwać obóz. Pewnego dnia trzymałam od Zofii kocioł zupy z makaronem, który zaniosłam do baraku szpitalnego.


Stanisław Dworakowski
nr obozowy 3950

Zaznaczam, że wspomniany Tadeusz Lisowski inicjował akcję wzajemnej pomocy nie tylko wśród więźniów zatrudnionych w kartoflarni. Do akcji tej wciągnął on również wielu więźniów pracujących w kuchni obozowej. Ci ostatni różnymi sposobami "organizowali" żywność i żywność tę przekazywali najbardziej potrzebującym współtowarzyszom.


Henryk Neter
nr obozowy 22656

Raz w 1944 roku przenosiłem do bloku 28 cztery ampułki z lekarstwami. Ukryłem je w rurze dwucalowej, cienkościennej. Aby lekarstwa nie wypadły, włożyłem 4 kiełbasy. Przy bramie (...) gdy zameldowałem wejście do obozu [esesman] zapytał, co mam w rurze, ponieważ zaglądnął do środka, powiedziałem, że kiełbasę. Wytrząsnął kiełbasę i na szczęście nie zauważył lekarstw. Esesman zbił mnie, zabrał kiełbasy, a mnie podał do raportu Hösslera. Hössler wypytywał mnie, w jaki sposób zdobyłem 2 kiełbasy. Wtedy odpowiedziałem, że miałem 4 kiełbasy. Ponieważ powiedziałem prawdę nie ukarał mnie. Natomiast karę otrzymał esesman za to, że skradł 2 kiełbasy.


Edmund Szymanek
nr obozowy 175

Dość często były wpadki na terenia kuchni. Kończyły się na ogół karami doraźnymi (względnie łagodnymi) albo wyrzuceniem z kuchni.


Czesława Szczerbanowska
nr obozowy 7581

Raz dostałam lanie od blokowej, bo zauważyła, że wynoszę kapustę. Ponieważ za dużo "organizowałyśmy", wyrzucono nas z kuchni do pracy w polu.


Mieczysław Albin
nr obozowy 116

Za zorganizowanie żywności można było dostać od esesmana po twarzy, innych kar nie przypominam sobie.


Jan Mydlarczyk
nr obozowy 3309

Schwytano nas na przerzucie margaryny do szpitala obozowego. Wszystkich ośmiu więźniów, którzy braliśmy w tym udział, ukarano chłostą i usunięto z kuchni.


Władysław Styczyński
nr obozowy 5804

Sprawa kar za dostarczaną żywność to usunięcie z kuchni obozowej, Stehbunkier, słupek, kara chłosty.


Stanisław Dworakowski
nr obozowy 3950

Poważnym ciosem dla ruchu podziemnego wśród więźniów zatrudnionych w kuchni obozowej było ujęcie jednego z głównych tego ruchu organizatorów Tadeusza Lisowskiego. Esesmani skierowali go do bloku 11-tego i tam po pewnym czasie rozstrzelali go oraz jego najbliższych współtowarzyszy pod "ścianą śmierci".


Andrzej Rablin
nr obozowy 1410

Sporo też odeszło do niebiańskiego kotła i tam sobie mieszają niebiańską-kucharską zupkę przy wtórze "pieni anielskich". A może i co "zorganizują" czasem?! Może coś "odpalą" na dół?



Autor: Elżbieta Klecha


Źródła:

Archiwum Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau (dalej APMA-B), Zespół Wspomnienia, t. 75, k. 27, 28, 38, 41, 154
APMA-B, Zespół Oświadczenia, relacja Mieczysława Albina, t. 103, k. 6
APMA-B, Zespół Oświadczenia, relacja Aleksandra Appela, t. 54, kk. 76-79
APMA-B, Zespół Oświadczenia, relacja Franciszka Balzara, t. 39, k. 65
APMA-B, Zespół Oświadczenia, relacja Karola Czyszczonia, t. 71, k. 95
APMA-B, Zespół Oświadczenia, relacja Stanisława Dworakowskiego, t. 54, k. 16 - 18
APMA-B, Zespół Oświadczenia, relacja Danuty Figiel-Nowak, t. 69, k.137
APMA-B, Zespół Oświadczenia, relacja Jana Mydlarczyka, t.39, k. 24
APMA-B, Zespół Oświadczenia, relacja Henryka Netera, t. 69, k. 9
APMA-B, Zespół Oświadczenia, relacja Andrzeja Rablina, t. 103, k. 52
APMA-B, Zespół Oświadczenia, relacja Adama Scheppa, t. 31, kk. 107-108
APMA-B, Zespół Oświadczenia, relacja Kazimierza Sowy, t.71, k. 161
APMA-B, Zespół Oświadczenia, relacja Władysława Styczyńskiego, t. 103, k. 88
APMA-B, Zespół Oświadczenia, relacja Czesławy Szczerbanowskiej, t. 66, k. 99
APMA-B, Zespół Oświadczenia, relacja Edmunda Szymanka, t. 103, k. 28
APMA-B, Zespół Oświadczenia, relacja Marty Wijas, t.66, kk. 112-113
APMA-B, Zespół Oświadczenia, relacja Alfreda Wilka, t. 78, kk. 101-102, 110, 114
APMA-B, Zespół Oświadczenia, relacja Krystyny Witek, t. 51, k. 4


Anatoliusz Siedlecki (w obozie pod nazwiskiem Jan Swentowski)
numer obozowy 31293
Bezpośrednią przyczyną zorganizowania ucieczki były liczne egzekucje i groźba zlikwidowania całego komanda pod Ścianą Śmierci.

Przygotowania...


Tadeusz Lucjan Chrościcki
numer obozowy 16655

Około 8 czerwca 1942 r. w czasie, gdy szliśmy do pracy, jeden z kolegów zwrócił się do mnie i powiedział: "Popatrz, nas tylu, a postenów tylko 8". Może bym nie zwrócił uwagi na to, gdyby nie fakt, że w tym czasie zaczęto wywoływać naszych na Politische Abteilung i już nie wracali. Czyli sytuacja nasza była bez wyjścia. Dowiedzieliśmy się od pisarza bloku, że na następny dzień ma iść na Politische około 50, a więc zapewne po kolei zostaniemy rozstrzelani wszyscy.

August Kowalczyk
numer obozowy 6804

Po paru takich wypadkach powstała w karnej kompanii koncepcja ucieczki. Wiem, że był sztab, do którego należał Mietek Kawecki i on informował mnie, jak i kiedy ucieczka ma nastąpić. 8-go maja, cztery dni po pierwszej rozmowie, nastąpiła kolejna, z której dowiedziałem się, że uciekamy następnego dnia. Tak więc pierwszy termin był wyznaczony na 9 czerwca. Sytuacja przed ucieczką była bardzo nerwowa. Datę ucieczki zmieniono na 10 czerwca.


Tadeusz Lucjan Chrościcki
numer obozowy 16655

Zaczęliśmy się zastanawiać, jak by się to dało zorganizować. Gdyby nie Rogaliński, nie zdobyłbym się na organizację masowej ucieczki. Podkreślam, że SK odpowiadała sama za siebie, a wszyscy byliśmy obciążeni i i tak skazani na śmierć, więc uważaliśmy, że będzie lepiej ryzykować - może ktoś ocaleje. Chodziło tylko o to, by ucieczka była możliwie masowa, by wielu ocalało i by zdezorientować postenów. Umawialiśmy się tylko co do tego, by na dany znak wszyscy rzucili się do ucieczki, żadnych dalszych planów nie było, każdy miał uciekać na własną rękę


Bunt...


Wilhelm Wohlfarth
Bunt powstał w komando przy kopaniu rowów. Miał miejsce na zakręcie pierwszym, gdzie kopano po kolana w wodzie.


List więźnia Oświęcimia
Dzień 10 czerwca od samego rana był dziwnie niezdrowy. Regulowaliśmy rzekę położoną pomiędzy dwoma wałami. Teren pracy strzeżony przez kilkunastu wartowników uzbrojonych w karabiny maszynowe. Praca szła opornie. Rozmiękła glina nie dała się wydobywać.


August Kowalczyk
numer obozowy 6804

Pracowaliśmy na terenie koryta starego stawu. Po lewej stronie był obóz w odległości ok. 1,5 km, a na terenie lasu, przez który biegła trasa naszej ucieczki, powstała później "Kanada". Pilnowało nas 12 esesmanów. Po 5 na groblach, między którymi pracowaliśmy i po jednym między groblami. To była taka Postenkette otaczająca ok. 300 pracujących więźniów.


Anatoliusz Siedlecki (w obozie pod nazwiskiem Jan Swentowski)
numer obozowy 31293

Sygnałem do ucieczki miał stać się gwizdek Kommandoführera zapowiadający zakończenie pracy. Po usłyszeniu gwizdka więźniowie mieli biec w kierunku Wisły i próbować wydostać się z obozu.


Wilhelm Wohlfarth
Na sygnał gwizdka obiadowego mieliśmy zerwać się i uciekać w stronę Wisły. To było w odległości pół kilometra.


August Kowalczyk
numer obozowy 6804

Ustaliliśmy, że pierwszy gwizdek Kommandoführera od momentu powrotu do pracy będzie hasłem do podjęcia ucieczki.


Anatoliusz Siedlecki (w obozie pod nazwiskiem Jan Swentowski)
numer obozowy 31293

W decydującym dniu zaczął padać ulewny deszcz i gwizdek Kommandoführera rozległ się niespodziewanie dużo wcześniej.


Tadeusz Lucjan Chrościcki
numer obozowy 16655

Gwizdek na koniec pracy rozległ się wcześniej niż zwykle. Było to zapewne wywołane deszczem, my jednak z przerażeniem pomyśleliśmy, że coś się wydało.


Anatoliusz Siedlecki (w obozie pod nazwiskiem Jan Swentowski)
numer obozowy 31293

Wśród więźniów nastąpiła konsternacja, bowiem do zakończenia pracy pozostało jeszcze dużo czasu. Część więźniów rzuciła się w kierunku Wisły.


Tadeusz Lucjan Chrościcki
numer obozowy 16655

Wtem spostrzegłem, że od prawej przez rząd postenów zaczyna biec sznurek uciekających. Posteni zaczynają strzelać, ale nie mają dobrego pola obstrzału, boją się razić swoich kolegów. Kapowie byli zdezorientowani, jeden z nich, Ślązak, krzyknął: "Co wy robita, chłopaki?!"


Józef Haszczewski
numer obozowy 1367

Ja o niczym nie wiedziałem. Gdy wtajemniczeni koledzy gromadnie rzucili się do ucieczki, esesmani zaczęli strzelać w ich kierunku. Do uciekających strzelali również posteni z wież strażniczych.


Zenon Różański
Nagle od wału usłyszałem krzyk. Kilku więźniów rzuca się na wał. Postać strażnika znika i krótko potem widzę go leżącego. Uciekający biegną obok niego.


August Kowalczyk
numer obozowy 6804

Niepostrzeżenie zebrałem się z łopatą do skoku na esesmana. Ten jednak skoczył błyskawicznie jak na sprężynie z karabinem w ręku. Koledzy, którzy mieli zaatakować z boków, nie wytrzymali nerwowo i rzucili się do ucieczki. Esesman puścił się za nimi, a ja, pozbywszy się łopaty, ruszyłem w drugą stronę do krzaków. Sąsiedni strażnik strzelił z bliska trzy razy, lecz nie trafił. Wyskoczyłem na groblę, a tymczasem post ruszył w kierunku innego więźnia.


Zenon Różański
Odległość między mną a miejscem ucieczki wynosi dobre 200 metrów. Kilka metrów obok mnie stoi Moll, całkowicie zaskoczony. Jeśli ruszę się z miejsca, myślę błyskawicznie, wpakuje mi kulę w głowę. Więźniowie biegną w bezładzie ze wszystkich stron. Posterunki rzucają karabiny i biegną wzdłuż wału. Widzę wyraźnie postacie przebiegające przez wał i znikające po jego drugiej stronie.


Tadeusz Lucjan Chrościcki
numer obozowy 16655

Poczekałem, aż najbliższy mnie posten strzeli i nim zrepetował broń, wyskoczyłem na wał koło niego. Był pod celtą niemrawy i wyraźnie się mnie przestraszył, bo bał się bronią ruszyć. Obejrzałem się i zobaczyłem, że Ojciec jest jeszcze przy łopacie i że inny posten do mnie mierzy. Wtedy zbiegłem na wał i skoczyłem w bliskie krzaki olszyny.


Wilhelm Wolhfarth
Część mogła nadążyć, a część pozostała. Część przebrnęła przez Postenkette i zdołała uciec do pobliskiego zagajnika. Rozpoczęło się strzelanie.


August Kowalczyk
numer obozowy 6804

Z grobli widziałem uciekających kolegów i strzelających do nich esesmanów. Przede mną były krzaki oraz drągowina. Gdy wskakiwałem w krzaki, stojący na grobli esesman wypuścił za mną serię z PM. Na szczęście kule rozsypały się po liściach.


List więźnia Oświęcimia
Zagrały karabiny maszynowe. Kapowie niemieccy z siekierami skoczyli na wał stwarzając zaporę. W minutę później sytuacja była opanowana.


Zenon Różański
Nagle na wale pojawia się Karl Dachdecker z innymi kapami. Trzyma siekierę i krzyczy nieludzko. W oddaleniu kilku metrów od niego wbiega na wał więzień Pajączkowski. Karl rzucił się na niego. Chwilę mocowali się ze sobą. W końcu Pajączkowski upadł na ziemię pod razami Karla.


Józef Haszczewski
numer obozowy 1367

Gdy wtajemniczeni koledzy gromadnie rzucili się do ucieczki, esesmani zaczęli strzelać w ich kierunku. Do uciekających strzelali również posteni z wież strażniczych. Ze wszystkich stron leciały pociski, my w dole padliśmy na ziemię leżąc w bezruchu.


Zenon Różański
Była to chwila przełomowa. Inni więźniowie biegnący w kierunku wału zatrzymali się nagle, a Kommandoführer Moll przypomniał sobie, że ma pistolet. Kule zaczęły gwizdać koło uszu uciekających. Padł rozkaz: "Położyć się!"


Wilhelm Wolhfarth
Kazano wszystkim paść. Kto poruszył się, to strzelano. Do zagajnika dostało się może kilkunastu, może około 10-ciu. Jeśli uciekło, to może kilku.


Maksymilian Grabner
SS-Untersturmführer, Kierownik Politische Abteilung

Liczbę uciekinierów nie całkiem pamiętam, prawdopodobnie dziewięciu zostało w czasie ucieczki zastrzelonych.


Represje…


List więźnia Oświęcimia
Grupkami wracaliśmy do obozu. Od czasu do czasu ktoś padał, by nie wstać więcej. To kapowie obrabiali pałkami swe niezadowolenie z ucieczki. Po drodze zabito 3 więźniów, resztę dnia i noc spędziliśmy zbici w jedną gromadę po jednej stronie bloku.


Anatoliusz Siedlecki (w obozie pod nazwiskiem Jan Swentowski)
numer obozowy 31293

Represje za ucieczkę były straszne. Około 20-30 więźniów esesmani rozstrzelali w tym samym dniu z krótkiej broni maszynowej. Głównym katem był kierownik obozu Aumeier.


Konrad Duda
Tego samego dnia, kiedy była ucieczka, przyniesiono 12-tu zastrzelonych więźniów, a w 2 godz. później sprowadzono z pracy resztę nowoprzybyłych więźniów, których ustawiono na podwórzu karnej kompanii w kuczki z założonymi rękami na głowie.


Józef Haszczewski
numer obozowy 1367

Następnego dnia część więźniów SK wyprowadzono do pracy, a część pozostawiono w Brzezince. Między pozostawionymi byli więźniowie przechwyceni podczas ucieczki.


List więźnia Oświęcimia
Po gongu porannym zarządzono, by posiadacze czerwonych punktów ustawili się z lewej strony, a czarne punkty, to znaczy "starzy SK-owcy" z prawej strony.


Konrad Duda
W godzinach popołudniowych tego samego dnia przybyło do podwórza karnej kompanii 5-ciu oficerów SS, z których zapamiętałem sobie b. komendanta obozu Oświęcimia Aumeiera i b. Arbeitsdienstnstführera Hösslera.


Józef Haszczewski
numer obozowy 1367

Po pewnym czasie przyjechał sam Lagerführer Aumeier i zażądał wydania organizatorów ucieczki.


List więźnia Oświęcimia
Przemawiał krótko: "Psy! Ja wam pokażę bunt! Przeklęci bandyci polscy, popamiętacie nas".


Konrad Duda
Zapytał nas, kto cokolwiek wiedział naprzód o tej ucieczce. Ponieważ nikt nie odpowiadał, Aumeier oświadczył, że jeżeli się nie przyznają i nie zdradzą tych, którzy planowali ucieczkę, rozstrzela ich na miejscu.


Józef Haszczewski
numer obozowy 1367

Żądanie Aumeiera spotkało się z kompletnym milczeniem ze strony zebranych więźniów SK. Wówczas Aumeier wywołał z szeregu kilkunastu więźniów i sam ich zastrzelił.


List więźnia Oświęcimia
Podszedł do pierwszego z szeregu czerwonych punktów i... "Obróć się"...Blady z wrażenia wykonał rozkaz. W następnej chwili nie żył.


Konrad Duda
Stałem w odległości 1 metra od padających trupów i dokładnie widziałem jak Aumeier strzelał każdemu w tył głowy za prawe ucho. W ten sposób zastrzelił wywołanych wg numerów więźniów. Po ich zastrzeleniu zwrócił się jeszcze raz do nas ze słowami, że jeżeli się nie przyznamy, to w ten sposób zastrzeli nas wszystkich, co powtórzył kilka razy. Ponieważ nikt z więźniów słowa nie powiedział, Aumeier wywołał z listy jeszcze raz 10-ciu więźniów, z których w ten sam sposób, co poprzednio, rozstrzelał 5-ciu, a następnych 5-ciu rozstrzelał Hössler.


List więźnia Oświęcimia
Hauptsturmführer Aumeier celnie strzelał, z odległości pół metra nie chybił pierwszego, ani żadnego z następnych 20-u. Stos trupów zaległ podwórze SK. Staliśmy spokojnie czekając naszej kolejki.... opanował się - spokojnym głosem powiedział: "daję wam czas do 5 pp. Jeśli nie wydacie sprawców buntu, czeka was wszystkich to samo"... wskazał na zwał trupów.


Anatoliusz Siedlecki (w obozie pod nazwiskiem Jan Swentowski)
numer obozowy 31293

W dniu mojego przybycia do SK, w końcu podwórza ujrzałem stertę zwłok poukładanych w sążnie jak drzewo w lesie. SK liczyła w tym czasie kilkudziesięciu więźniów. Była to grupa niedobitków pozostała po rozwałce przeprowadzonej po ucieczce grupy więźniów, jaka miała miejsce w dniu 10 czerwca 1942 r. tj. na kilka dni przed moim skierowaniem do SK.


Konrad Duda
Po egzekucji nam, pozostałym więźniom, kazano w szybkim tempie uprzątnąć te trupy na stronę; krew po zamordowanych musieliśmy zagrzebać rękami. Po zagrzebaniu tej krwi oficerowie odeszli.


Maksymilian Grabner
SS-Untersturmführer, Kierownik Politische Abteilung

Höss kazał wtedy bez dodatkowego śledztwa wszystkich należących do tego komanda Polaków zagazować, co Aumeier i Palitzsch zrobili osobiście bez osobnego zezwolenia. Höss wyjaśnił wtedy w rozmowie, że każdego więźnia i każdego dyżurnego trzeba wykończyć.


List więźnia Oświęcimia
Przyszedł Rapportführer Tietze z kilkoma żołnierzami. Z listy wyczytano wszystkich czerwonopunktowców.


Konrad Duda
W godzinach przedwieczornych przybyło kilku esesmanów, którzy kazali reszcie skazanych jako niebezpiecznych, którzy nosili czerwone kółka rozebrać się do naga, następnie skrępowano wszystkim ręce drutem i w godzinach już wieczornych wytransportowano ich poza obóz.


Józef Haszczewski
numer obozowy 1367

Pozostałym, podejrzanym o ucieczkę kazano się rozebrać, ręce powiązano im drutem kolczastym i odprowadzono ich do bunkra.


Anatoliusz Siedlecki (w obozie pod nazwiskiem Jan Swentowski)
numer obozowy 31293

Niektórzy więźniowie twierdzą, że rozstrzelano ich w drodze, a do bloku 11 (a raczej do krematorium) dostarczono ich zwłoki. Prowadzeni na śmierć więźniowie śpiewali patriotyczne pieśni.


List więźnia Oświęcimia
W bramie SK urządzili owacje. Opuszczali nas z uśmiechem na ustach i z okrzykami "Jeszcze nie zginęła, niech żyje itp."


Józef Haszczewski
numer obozowy 1367

Odprowadzonych do bunkra w liczbie ok. 300 więźniów prawdopodobnie zagazowano, ponieważ do pracy więcej nie wrócili.


Konrad Duda
Jak się później dowiedzieliśmy od innych więźniów, że wspomniani więźniowie zostali rozstrzelani. Nie tyczyło się to więźniów karnej kompanii skazanych przez obóz.


Józef Haszczewski
numer obozowy 1367

Nas, kilkunastu politycznych odprowadzono pod eskortą do pracy. Byliśmy podejrzani o chęć udzielenia pomocy uciekinierom, więc zostaliśmy również ukarani. Jedni otrzymali po 25 batów, ja wisiałem przez 1 godzinę na słupku.


List więźnia Oświęcimia
Na drugi dzień wzięto się do nas starych "SK-owców". W czasie pracy ze stanu 82 zaduszono i utopiono w rzece 7, w dzień później 9, trzeciego dnia 12. Jakoś ocalałem.


Anatoliusz Siedlecki (w obozie pod nazwiskiem Jan Swentowski)
numer obozowy 31293

W wyniku represji za ucieczkę, w karnej kompanii pozostało jedynie kilkunastu więźniów.


Autor: Michał Kosiorowski


Źródła:
Archiwum Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau (dalej APMA-B), Zespół Oświadczenia, relacja Tadeusza Lucjana Chrościckiego, t. 11, k. 3 - 5
APMA-B, Zespół Oświadczenia, relacja Józefa Haszczewskiego t. 47, k. 58 - 59
APMA-B, Zespół Oświadczenia, relacja Augusta Kowalczyka, t. 132, kk. 48 - 51
APMA-B, Zespół Oświadczenia, relacja Anatoliusza Siedleckiego, t. 84, k. 68, 69
Archiwum Instytutu Pamięci Narodowej - Komisji Ścigania Zbrodni Przeciwko Narodowi Polskiemu (dalej AIPN-KŚZpNP), NTN 106, s. 225
AIPN-KŚZpNP, NTN 136, s. 19-21, 67
"Obóz koncentracyjny w Oświęcimiu w świetle akt Delegatury Rządu RP na Kraj" Wydawnictwo Państwowego Muzeum w Oświęcimiu s. 116-117
"Auschwitz 1940 - 1945" Tom IV, Redakcja naukowa: Wacław Długoborski, Franciszek Piper, Wydawnictwo Państwowego Muzeum Oświęcim - Brzezinka - 1995, s. 105  

Po ewakuacji obozu oświęcimskiego, przez 3 dni teren ten, aż po Brzeszcze był ziemią niczyją.
Ks. Stanisław Szlachta


Danuta Drzazga,
nr obozowy 26275

Miałam przy sobie strzykawkę i dość silną dawkę trucizny. 3 cm przeznaczyłam dla Joli, gdyż postanowiłam nie oddać jej na wychowanie w rodzinie niemieckiej, a resztę dla siebie. Więźniarki zatrudnione w Politische Abteilung znały moje postanowienie. Następnego dnia wpadła jedna z nich i powiedziała, żebym nie zrobiła jakiegoś głupstwa, gdyż wśród esesmanów panuje dziwny popłoch, poza tym wydano im rozkaz pakowania akt. Będą ewakuować obóz.


Stefan Sot
nr obozowy 192705

Ewakuacja nastąpiła jak już się zbliżała Armia Radziecka. To nasz blokowy przyszedł i mówi: chłopcy, który się źle czuje nie będzie mógł iść, bo będziemy daleko szli, to niech zostanie, przyjadą samochodami, to was wywiozą samochodami. Grupa kolegów została. Udawali że kuleją, że tam różne dolegliwości sobie wynaleźli.


Paul Halter
nr obozowy 151610

Wiedziony przeczuciem i korzystając z protekcji lekarza francuskiego, zapisałem się do szpitala obozowego. (...) Wszyscy moi koledzy, którym opowiadałem o moich planach, uważali mnie za wariata; pozostałem więc w obozie tak, jakbym popełniał samobójstwo.


Danuta Drzazga
nr obozowy 26275

Postanowiłyśmy zostać w obozie i zginąć na miejscu. Zabarykadowałyśmy drzwi. Kiedy nadszedł rozkaz opuszczenia bloków, a do drzwi zaczęto łomotać, część więźniarek była skłonna wyjść. Pilnowałam barykady, aby żadna więźniarka nie złamała naszego postanowienia. Pozostawiono nas w spokoju.


Paul Halter
nr obozowy 151610

Pozostali tylko ciężko chorzy, mężczyźni którzy nie byli w stanie iść, oraz kilku lekarzy Węgrów i Czechów, którzy zgłosili się, by dobrowolnie pozostać przy chorych.


Anna Chomicz
nr obozowy 44174

Na rewirze pozostały tylko ciężko chore więźniarki. Z personelu natomiast pozostały dr Łaniewska, Konieczna i ja, oraz kilka innych koleżanek.


Anna Chomicz
nr obozowy 44174

W okresie ostatecznej ewakuacji doszło do rozprężenia rygorów obozowych. Między innymi nie zdzierano już odzieży ze zwłok zmarłych z wycieńczenia więźniarek. Na przykład nie zdarto odzieży ze zwłok zmarłej w nocy z 17. na 18. 1. 1945r. więźniarki Zofii Prauss. Współwięźniarki zorganizowały dla zmarłej Z. Prauss symboliczną uroczystość pogrzebową. Był to pierwszy od początku istnienia obozu przypadek przeprowadzenia takiej uroczystości.


Maria Halska
nr obozowy 38396,

W styczniu 1945 roku dr König kazał nam spalić kartotekę chorych. Potem wysadzono krematorium, a dnia 18. stycznia 1945 roku zlikwidowano obóz. Przez ogradzające nas druty już nie płynął śmiercionośny prąd elektryczny, jak dotychczas.


Anna Chomicz
nr obozowy 44174

W obozie z ust do ust podawano wieść, że obóz jest podminowany minami i w każdej chwili może być wysadzony w powietrze. Byłam więc przygotowana na wszystko, co najgorsze. Esesmani informowali wprawdzie, że chorzy więźniowie będą wywiezieni samochodami w głąb Niemiec, jednak nikt w to nie wierzył. Wszyscy spodziewali się masowej zagłady.


Vamosi Jenö
nr obozowy A-17193

W obozie panował nieład. Mówiono, że szpital w Oświęcimiu zostanie wysadzony w powietrze. Panował niepokój, którego nie udało się opanować mimo, że starsi więźniowie usiłowali zaprowadzić trochę porządku.


Edward Czempiel
nr obozowy 79254

21. stycznia, co do liczby dnia mogę się obecnie mylić, pamiętam jednak, że była to niedziela, odchodziły przed południem ostatnie transporty. Będąc przy oknie zobaczyłem, jak znajdujący się przy ostatnim transporcie Lagerführer Hössler podszedł w pobliże budynków szpitala i zwrócił się do lekarza, profesora z Poznania, że dalszą opiekę zostawia w ich rękach.


Andrzej Kozłowski
nr obozowy 192805

Kiedy ewakuowano starszych więźniów zapanował jakiś dziwny - pełen napięcia spokój. Esesmani zapowiadali, że i nas popędzą. Stąd też był okres kiedy na ulicy nie było nikogo widać. Więźniowie kryli się w barakach.


Edward Czempiel
nr obozowy 79254

Leżąc w bloku, z którego nie wychodziłem, byłem pewny, że pozostało nas niewielu więźniów. Z okien 28 bloku widziałem rozbite oddziały armii niemieckiej, pojedyncze, luźne grupy wycofujące się drogą poza murem od Bauhofu w kierunku Soły, wchodzące po drodze do tzw. budynku teatru (Theatergebaüde), skąd wynosili papierosy, flaszki wody mineralnej, itp. zabierając ze sobą.


Andrzej Kozłowski
nr obozowy 192805

W tym czasie wiele radości sprawiła mi scena uciekających Niemców - esesmanów. Jeden z nich miał rower i gdy wsiadł na rower by na nim uciekać inny zdzielił go kolbą w łeb, wsiadł na rower i odjechał w popłochu.


Anna Chomicz nr obozowy 44174
Tuż po ewakuacji posterunki SS zeszły z wież strażniczych, z tym, że jeszcze przez około dwa - trzy dni obóz penetrowały systematycznie patrole SS. Codziennie przychodził do obozu esesman Perschel.


Genowefa Pilecka
nr obozowy nieznany (blok karny 11)

Gdy wrócili (po odprowadzeniu transportu ewakuacyjnego) pierwsi esesmani - był wśród nich Perschel, który pełnił w FKL funkcję Arbeitsdienstführera i on wziął mnie do jakiegoś magazynu i dał mi kawałek chleba, trochę margaryny i jakiś sok owocowy. Ten sam Perschel zastrzelił w magazynie więźnia, który powodowany głodem wkradł się do magazynu dla zdobycia czegoś do zjedzenia.


Anna Chomicz
nr obozowy 44174

Kto czuł się na siłach biegł do magazynu i wynosił stamtąd worki kaszy, makaronu, cukru i rodzynek. W pewnym momencie przybyli esesmani na czele z Perschelem i zaczęli strzelać do więźniów i więźniarek oraz bić je deskami.


Genowefa Pilecka
nr obozowy nieznany (blok karny 11)

Od odejścia ostatniego transportu ewakuacyjnego nie dostawałyśmy żadnej żywności.


Alfred Wilk
nr obozowy 170

Magazyn żywnościowy był zapełniony różnymi produktami, więc głodujący więźniowie, którymi się już nikt nie opiekował, wdarli się do pomieszczeń magazynowych wynosząc produkty. Przy okazji rozbito także olbrzymie beczki, w których nasz szef fermentował rodzynki pochodzące z "Kanady", pragnąc uzyskać z nich wino.


Edward Czempiel
nr obozowy 79254

Więźniowie mogący chodzić ruszyli do magazynów Bekleidungskammer i Effektenkammer skąd znosili bieliznę, ubrania cywilne, oraz do magazynów żywnościowych znosząc cukier, grysik, mleko kandyzowane, konserwy mięsne.


Alfred Wilk
nr obozowy 170

Wiatr i Roman też nie próżnowali, bo powrócili z rolwagą załadowaną butelkami szampana niemieckiego. Szampana wykorzystywaliśmy także do mycia się.


Anna Chomicz
nr obozowy 44174

Kuchnie obozowe były nieczynne. Same więc musiałyśmy zająć się przygotowaniem ciepłego posiłku ze "zorganizowanej" żywności. Zdrowsze więźniarki gotowały posiłki wsuwając "zorganizowane" garnki do palenisk. Jako opału używałyśmy deski z prycz. W celu uzyskania wody topiłyśmy śnieg.


Edward Czempiel
nr obozowy 79254

W obozie pojawił się jakiś oddział umundurowany, mówiono że to Bahnschutz i widząc więźniów wynoszących rzeczy z magazynów ostrzelał ich z karabinów zabijając kilku. Po załadowaniu prowiantu na dwa samochody odjechali.


Alfred Wilk
nr obozowy 170

Okazało się, że budynek TWL został "szturmem zdobyty" przez okoliczną ludność, która zabierała z tamtejszych magazynów różne produkty żywnościowe.


Paul Halter
nr obozowy 151610

Przez jeden dzień byliśmy całkiem wolni, ponieważ patrioci polscy przyszli otworzyć nam bramy, rabując wszystko i nie troszcząc się prawie wcale o to, czy potrzebowaliśmy pomocy. Poradzili nam, byśmy opuścili obóz, lecz nie pomogli nam w tym bynajmniej.


Anna Chomicz
nr obozowy 44174

Więźniowie i więźniarki przedostawali się z odcinka na odcinek poprzez przejścia w przeciętych drutach ogrodzenia obozowego.


Edward Czempiel
nr obozowy 79254

W rogu ogrodzenia, za blokiem 28 przecięto druty, w których nie było już prądu, i więźniowie uciekali z obozu.


Anna Chomicz
nr obozowy 44174

Do momentu wyzwolenia żyłyśmy w ustawicznym strachu przed likwidacją. Każda pogłoska potęgowała nasz niepokój.


Edward Czempiel,
nr obozowy 79254

W okolicy słychać było potyczki.


Andrzej Kozłowski
nr obozowy 192805

Słychać było jakieś detonacje, bywały naloty.


Edward Czempiel
nr obozowy 79254

Poza murem, od strony "Monopolu" ustawiła się artyleria sowiecka i otwarła ogień w tym samym kierunku, od czego wypadły szyby z obok stojących bloków. Na obóz, w okolicy 11 bloku padło kilka granatów niemieckich. Zaczął płonąć stos węgla i brykiet obok magazynów TWL, przez kogoś podpalony. Po niedługim czasie front przesunął się dalej. Stos węgla płonął z dwa dni, w nocy była olbrzymia łuna.


Ks. Stanisław Szlachta
Podchodziliśmy pod bramę obozową. Brama była otwarta. Wewnątrz snuli się więźniowie. Okazało się, że w obozie pozostało około 2 tysiące ludzi. Wzywano od nas pomocy. Chodziło najpilniej o uprzątnięcie znajdujących się w obozie trupów.


Anna Chomicz
nr obozowy 44174

Zaznaczam, że od chwili odejścia ostatnich transportów ewakuacyjnych kostnica zapełniła się do tego stopnia, że zwłoki układano również na stosach na zewnątrz. Zresztą zwłoki leżały w stosach lub pojedynczo w wielu miejscach.


Danuta Drzazga
nr obozowy 26275

W dniu 27. stycznia 1945r. weszły do obozu pierwsze czujki żołnierzy radzieckich. Byli ubrani na biało. Z oddali wyglądali jak białe, duże posuwające się plamy.


Anna Chomicz
nr obozowy 44174

Tego samego dnia razem z większymi już grupami żołnierzy radzieckich przybyła do obozu radziecka czołówka filmowa. Wśród członków czołówki był m. in. znany mi sprzed wojny Polak Adolf (obecnie Władysław) Forbert.(...) W chwilę później członkowie czołówki przystąpili do pracy, filmując obóz, w szczególności więźniarki i stosy zwłok.

Anna Chomicz,
nr obozowy 44174

Ubrany był w mundur radziecki, ale na furażerce miał polski, piastowski orzeł. Zdarłyśmy mu furażerkę z głowy, całując orła z radości. Zarówno furażerka i twarz Forberta były mokre od naszych, po raz pierwszy od dłuższego czasu radosnych łez.



Autor: Martyna Migas


Źródła:

Archiwum Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau (dalej APMA-B), Zespół Oświadczenia, relacja Danuty Drzazgi, t. 33, k. 76
APMA-B, Zespół Oświadczenia, relacja Anny Chomicz, t. 75, k. 9, 11 - 14
APMA-B, Zespół Oświadczenia, relacja Anny Chomicz, t. 66, k. 173
APMA-B, Zespół Oświadczenia, relacja Edwarda Czempiela, t. 33, k. 41, 42
APMA-B, Zespół Oświadczenia, relacja Danuty Drzazgi, t. 33, k. 76, 77
APMA-B, Zespół Oświadczenia, relacja Marii Halskiej, t. 91, k. 28
APMA-B, Zespół Oświadczenia, relacja Paula Haltera, t. 54, k. 38, 39
APMA-B, Zespół Oświadczenia, relacja Vamosi Jenö, t. 66, k. 6
APMA-B, Zespół Oświadczenia, relacja Andrzeja Kozłowskiego, t. 22, k. 103
APMA-B, Zespół Oświadczenia, relacja Genowefy Pileckiej, t. 16, k. 48
APMA-B, Zespół Oświadczenia, relacja Stefana Sota, t. 73, k. 151
APMA-B, Zespół Oświadczenia, relacja Ks. Stanisława Szlachty, t. 78, k. 48
APMA-B, Zespół Oświadczenia, relacja Alfreda Wilka, t. 78, k. 117, 118

Jerzy Bielecki
numer obozowy 243

Aresztowany zostałem w dniu 7.5.1940 r. w Dąbrowie koło Nowego Sącza w czasie usiłowania przekroczenia granicy węgierskiej. Przez więzienie w Nowym Sączu i tarnowskie zostałem w dniu 14.6.1940 r. skierowany do obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu gdzie otrzymałem kolejny numer 243. Przez okres około 1 1/2 roku pracowałem w różnych komandach zewnętrznych, np. wykopywanie fundamentów po zburzonych budynkach itd. Z początkiem 1942 r. przeszedłem do Landwirtschaftskommando (Mühle Babitz), gdzie pracowałem jako "mechanik". Kommandoführerem był młynarz z zawodu, SS-Unterscharführer Paul Messner.


Roman Holi
numer obozowy 9441

Pracowałem w komandzie Mühle, zastępcą Kommandoführera był Rottenführer Poetsch, pochodził z Alzacji. Kommandoführerem był Unterscharführer Arledter - kierownikiem młyna był Unterscharführer Messner. Najsurowszym i niedostępnym był Wiedeńczyk Arledter, najbardziej przystępnym był Rottenführer Poetsch. Wspólnie z naszym komandem, którego Vorarbeiterem był Jurek Bielecki, pracowali cywile Serbowie;

Jerzy Bielecki
numer obozowy 243

Za ucieczkę jednego kolegi, nazwiska nie pamiętam, usunięto mnie z młyna i przydzielono do pracy w Aussenkommando Landwirtschaft. Komando liczyło ponad 400 więźniów, z tym że więźniowie pracowali podzieleni na grupy. Ja dostałem się do komanda kosiarzy, które liczyło około 60 więźniów. Funkcję kapo pełnił Hermann, nazwiska jego nie pamiętam. Esesmani stale się wymieniali. Kosiliśmy trawę na całym terenie należącym do obozu tj.: od wioski Babice po Harmęże i Budy. Praca była sezonowa. Pewnego razu przechodziliśmy do pracy obok krematorium. Wtedy po raz pierwszy zobaczyliśmy na dziedzińcu krematorium olbrzymi stos ciał ludzkich przygotowany do spalenia. Mogło ich być około 5 tysięcy. Innym razem, gdy z kosami na ramionach szliśmy po wąskiej szkarpie, najechał koniem na nas esesman. Czterech więźniów spadło w dół, a jeden z kolegów Franczak z Nasiechowic (powiat Mielec) upadł na kosę przecinając sobie klatkę piersiową. Widok, jaki przedstawiał leżący we krwi więzień, skonsternował esesmana, bo kazał nam odnieść Franczaka do szpitala. Po ukończeniu prac związanych z koszeniem pracowałem w warsztacie naprawczym Landwirtschaftu. Reperowaliśmy wszystko od rowerów do maszyn rolniczych włącznie. Zajmowaliśmy jeden barak znajdujący się przy ulicy Topolowej. Najlepiej wychodziliśmy na naprawie rowerów esesmanów, ponieważ otrzymywaliśmy od nich za pracę papierosy. Z magazynu części technicznych organizowaliśmy części zamienne do rowerów i motocykli i wymienialiśmy je za jedzenie, ratując się w ten sposób przed głodem. Po pięciu miesiącach pracy przerzucono mnie z warsztatów naprawczych do magazynu zbożowego, znajdującego się na rampie kolejowej, w jednym z budynków Monopolu Tytoniowego.

Marian Wudniak
numer obozowy 11185

Komando Futtermittelspeicher mieściło się wówczas w okazałym budynku Polskiego Monopolu Tytoniowego.

Jerzy Bielecki
numer obozowy 243

Początkowo było nas 26 więźniów, w późniejszym okresie stan wzrósł przekraczając liczbę czterdziestu. Ze względu na znajomość języka niemieckiego zostałem mianowany Vorarbeiterem.

Marian Wudniak
numer obozowy 11185

Szefem esesmanem był Rottenführer Titze, natomiast funkcję kapo komanda pełnił Jurek Bielecki nr 243 z Krakowa.

Jerzy Bielecki
numer obozowy 243

Do zakresu pracy naszego komanda należało przyjmowanie zboża z całego gospodarstwa obozowego. Zboże w workach dostarczali więźniowie furmankami. Pilnowali ich esesmani. Każdy odebrany worek ze zbożem ważyliśmy i za pełny wydawaliśmy próżny, a gdy brakło pustych worków wysypywaliśmy zboże. W składzie posiadaliśmy 14 tysięcy pustych worków przeznaczonych do wymiany. Buchalter więzień prowadził kartotekę magazynu. Każda odebrana ilość zboża była kwitowana. Kwity odbierali kierownicy Aussenkommanda. Przywiezione zboże czyściliśmy, część składaliśmy na miejscu w spichlerzu, pozostałość ładowaliśmy sami do podstawionych wagonów, które wysyłano do Rzeszy lub kierowano do młyna Babice, gdzie następował przemiał na mąkę i paszę dla bydła. Gotowa pasza wracała do nas i była wydawana do gospodarstw rolnych w podobozach Budy, Harmęże, Babice i gospodarstwa rybnego w Pławach. Transportem zajmowało się oddzielne komando Landwirtschaftu zwane "Rollwagą". Tygodniowo wydawaliśmy do 20 ton paszy. Na składzie posiadaliśmy również nasiona trawy, soi i łubinu. Najlepsze ziarno przeznaczone było do wysiewu. Pracowaliśmy od 7-ej do 19-tej, przy bramie odbierał nas jeden z esesmanów - SS-Oberscharführer Pomplum, Rottenführer Titze lub SS-Hauptscharführer, starszy esesman, nazwiska nie pamiętam. Pomplum bił więźniów, a Titze był bardziej dokuczliwy. Pracując w magazynie uprawialiśmy na większą skalę handel zbożem z esesmanami. Handel szedł na tony. Odbywało się to w porze obiadowej, gdy esesmani pilnujący nas udawali się na obiad, wówczas inni zajeżdżali samochodami i zabierali zboże. Zawsze otrzymywali od nas kwity dostaw, więc mogli swobodnie z ładunkiem wyjechać. Zboże sprzedawaliśmy im za żywność, chleb, margarynę, papierosy. Zdobyte rzeczy dzieliliśmy między kolegów, którzy przenosili je do Brzezinki w nogawkach spodni i za paskiem. Esesmani podejrzewali nas o "organizowanie", lecz wsypy nie było. Ze mną współpracował więzień Marian Wudniak, Tadeusz Hanuszek i Tadeusz Srogi.

Marian Wudniak
numer obozowy 11185

Wewnątrz budynku magazynu paszowego mieściło się zbudowane z desek oddzielne pomieszczenie służące do reperacji worków. Przy klejeniu worków zatrudnionych tam było 10 polskich Żydówek.

Jerzy Bielecki
numer obozowy 243

W naszym komandzie pracowało 10 więźniarek Żydówek z Polski, Słowacji i jedna z Francji. Reperowały podarte worki.

Marian Wudniak
numer obozowy 11185

Najstarsza z nich była aż z Paryża - mówiła jednak po polsku, dziewczęta nazywały ją "ciotką". Była też 16-letnia Żydówka ze Słowacji.

Jerzy Bielecki
numer obozowy 243

Przebywały pod zamknięciem. Codziennie przyprowadzali je do pracy esesmani z Brzezinki, wieczorem odprowadzali.

Marian Wudniak
numer obozowy 11185

Było nas wówczas trzech serdecznych kolegów: Jurek Bielecki nr 243 nasz "szef", ja - Marian Wudniak nr 11185 - jego zastępca i Kazek Jankowski nr 3885. Mieliśmy tam trzy koleżanki, które darzyliśmy szczególną odwzajemnioną sympatią. Były to: Lonia Szwarc z Lipna na Pomorzu, absolwentka gimnazjum, Cyla i Regina (nic bliższego o niej nie wiem, tyle tylko, iż jej ojciec był właścicielem młyna). Z kobietami rozmawialiśmy przez szpary w drewnianej zabudowie ich pomieszczeń, ale też co drugi dzień esesman otwierał drzwi i albo wnosiliśmy worki, albo je odbieraliśmy. Koleżankom od worków udzielaliśmy wszechstronnej pomocy żywnościowej. Odwdzięczały się koszulą, sweterkiem, mydełkiem czy innymi rzeczami z tzw. "Kanady".

Jerzy Bielecki
numer obozowy 243

Dożywialiśmy je i one również przenosiły żywność do Brzezinki.

Marian Wudniak
numer obozowy 11185

Z jedną z nich - Cylą dokonał ucieczki Jurek Bielecki w lipcu 1944 r.

Cyla Cybulska (po wojnie Zacharowicz)
numer obozowy 29558

Urodziłam się i wychowałam w miasteczku Łomża, gdzie zastał mnie wybuch II wojny światowej. Od czasów założenia przez hitlerowców getta w Łomży, razem z innymi mieszkańcami tego miasta pochodzenia żydowskiego, musiałam się przenieść tam razem z naszą rodziną. Po pewnym czasie przeniesiono mnie do Sammellager w Zambrowie, skąd wywieziono nas do hitlerowskiego obozu koncentracyjnego Auschwitz w Oświęcimiu w dniu 21 stycznia 1943 r. Do obozu przewieziono całą moją rodzinę tzn. mamę Felę, ojca Mordechaja, starszego brata Jakuba, młodszego Natana oraz dziesięcioletnią siostrę. W poszczególnych wagonach jechały całe rodziny i panował nich olbrzymi tłok. Kiedy pociąg zatrzymał się już w Oświęcimiu, wówczas esesmani przy użyciu pałek i wśród nieustannego popędzania oraz przekleństw, wypędzali ludzi z wagonów. Po wyładunku odbyła się natychmiast selekcja. Padały słowa: rechts, links. Po każdym takim słowie ktoś odchodził na prawą lub lewą stronę. Jeśli jakaś kobieta, bez względu na wiek miała przy sobie dziecko, kierowano ja do grupy przeznaczonej na śmierć w komorze gazowej. W takiej właśnie sytuacji moją matkę razem z dziesięcioletnią siostrą włączono do grupy tych, którzy odeszli do komór gazowych. Mnie skierowano na prawą stronę. Uznano mnie za zdolną do pracy. Z naszej licznej rodziny tylko ja jedna pozostałam przy życiu. Wszyscy pozostali zginęli.

Jerzy Bielecki
numer obozowy 243

Jako jedyna z sześcioosobowej rodziny została zakwalifikowana do pracy. Reszta po przybyciu na rampę Birkenau skierowana została do gazu. Cyla straciła rodziców, 10-letnią siostrę i dwóch dorosłych braci.

Cyla Cybulska (po wojnie Zacharowicz)
numer obozowy 29558

Pozostałe przy życiu kobiety wpędzono do lagru Birkenau do odcinaka BIa. Tam odebrano nam wszystkie przedmioty cywilne, zostałyśmy ostrzyżone i wytatuowano mi na przedramieniu lewej ręki numer 29558. Przydzielono mnie do baraku nr 9, w którym funkcję blokowej pełniła czeska Żydówka. Biła nas bardzo często. Po zarejestrowaniu w obozie natychmiast przydzielono nas do pracy. Żadnej kwarantanny nie przechodziłyśmy. Jedną z pierwszych prac było burzenie domostw po wysiedlonych Polakach, które znajdowały się w rejonie należącym do obozu. Przy pracy tej używało się najbardziej prymitywnych narzędzi jak młoty, łomy. Po kilku tygodniach razem z innymi wyselekcjonowanymi więźniarkami przeniesiono mnie do KL Auschwitz, czyli do obozu macierzystego. Do przeniesienia kwalifikowano wyłącznie młode, zdrowe i urodziwe dziewczęta. Po przeniesieniu nas do KL Auschwitz zostałyśmy umieszczone w murowanym budynku nazwanym Stabsgebäude. Zastałyśmy tam warunki diametralnie różne od tych, które panowały w KL Birkenau, tylko dlatego, że w tym samym budynku mieszkały także tzw. Aufzejerki, czyli niemieckie nadzorczynie. W budynku Stabsgebäude przeznaczono dla około 50 więźniarek pomieszczenie w piwnicy. Było to jednak pomieszczenie suche, spałyśmy pojedynczo na siennikach, dla utrzymania czystości osobistej musiałyśmy się na miejscu codziennie kąpać dwa razy dziennie: rano i wieczór. Otrzymywałyśmy także lepsze pożywienie, tzn. lepsze od tego, które otrzymywałyśmy podczas pobytu w Birkenau. Było to podobno pożywienie takie, jakie otrzymywały niemieckie nadzorczynie. Przydzielono mnie do budynku, w którym znajdowała się cerowalnia worków dostarczanych do młyna. Był to budynek spichlerz.

Jerzy Bielecki
numer obozowy 243

Dzięki temu któregoś dnia spotkałem grupę więźniarek pracujących w pralni. Jedna z nich, smagła brunetka z kędziorem na czole, przyglądała mi się z ciekawością. Nieśmiała, śliczna dziewczyna. Dowiedziałem się, że ma na imię Cyla, i że jest Żydówką.

Cyla Cybulska (po wojnie Zacharowicz)
numer obozowy 29558

Latem 1943 r., mogło to być w sierpniu, po raz pierwszy w budynku magazynu zbożowego poznałam się z więźniem o nazwisku Jerzy Bielecki, który w tym czasie został tam właśnie skierowany do pracy. Ani nam, ani więźniom - mężczyznom nie wolno było się kontaktować. Pracowaliśmy jednak w tym samym budynku, więc bywały momenty, gdy dochodziło do spotkań, podczas których można było zamienić parę zdań. Czasami zdarzało się to wówczas, gdy np. prowadzono nas do ubikacji.

Jerzy Bielecki
Numer obozowy 243

Ponieważ groziła za to kara, rozmawialiśmy najczęściej przez dziurę w desce. Słyszałem głos, a twarz przywoływałem z pamięci. Potem wpadłem na pomysł, by umawiać się przy śmietniku. Cyla powoli wyrzucała śmieci, ja udawałem, że rozwiązało mi się sznurowadło. Mieliśmy dla siebie kilka razy w tygodniu minutę, może dwie. W ten sposób, pod okiem wartowników, opowiedzieliśmy sobie życie. Wspominaliśmy domy rodzinne, ja mówiłem o gimnazjum i o tym, że nie zdążyłem zdać matury, ona - jak, pozorując ślub, zmieniła nazwisko z Cybulska na Stawiska, ale i to nie uchroniło jej przed wywozem do obozu. Udało nam się parę razy spotkać sam na sam, w przedsionku, do którego w każdej chwili mógł wejść wachman. Mogłem choć przez chwilę popatrzeć w jej ogromne, czarne oczy, dotknąć włosów, pocałować w policzek... Szybko staliśmy się sobie bardzo bliscy. To był kawałek normalności. Mała ucieczka z Auschwitz-Birkenau.

Cyla Cybulska (po wojnie Zacharowicz)
numer obozowy 29558

Moje spotkania z Jurkiem Bieleckim doprowadziły do tego, że opowiedzieliśmy sobie o naszych poprzednich losach, a każde kolejne spotkanie było dla nas obojga prawdziwym przeżyciem.

Jerzy Bielecki
Numer obozowy 243

Pewnego razu obserwowałem grupę młodych Żydówek, chudych, ubranych w szmaty. Jedna z nich upadła, wachman strzelił jej w plecy... Wciąż przychodziły nowe transporty po kilka pociągów dziennie, dwa tysiące ludzi w każdym. Kierowali ich od razu do "łaźni". A kiedy zabrakło pieców krematoryjnych, Niemcy palili zwłoki na stosach. Mówiło się, że niszczą przede wszystkim Żydów. Bałem się o Cylę. Ona sama wpadła w panikę. Rozpaczała po stracie przyjaciółki, którą przyłapali na przerzucaniu więźniom ziemniaków przez płot. Dostała kulę w tył głowy. Kiedyś, to było w Wigilię, Cyla zaczęła płakać: "Jurku, co będzie ze mną, z nami?". I to wtedy, gładząc ją po kędziorach obiecałem, że wyrwę ją z obozu.

Cyla Cybulska (po wojnie Zacharowicz)
numer obozowy 29558

Powiedziałam mu, że buja, że nie traktuje tego poważnie. On jednak zapewniał mnie o tym, że mówi prawdę, że faktycznie myśli o wspólnej ucieczce z obozu. Ze względu na ścisłą izolację i brak możliwości, ja sama nie mogłam poczynić żadnych przygotowań.

Jerzy Bielecki
Numer obozowy 243

Tadeusz Srogi, przyjaciel, którego poznałem podczas transportu, pracował w magazynie mundurów. Któregoś dnia rzuciłem do niego: "Tadziu, potrzebuję mundur SS". "Zwariowałeś!? Wiesz co się z nami stanie, jeśli to się wyda!?". "wiem, czapa. Jeśli się nie zgodzisz, rozmowy nie było". Miał zastanawiać się kilka dni, ale już następnego przyniósł w kuble na śmieci bluzkę i czapkę z trupią czaszką. Co jakiś czas podrzucał pozostałe części garderoby. Spodnie przeszmuglował pod pasiakiem, w butach po prostu przyszedł, a pas i kaburę schował pod pachą. Na koniec dostałem emblematy Rottenführera.

Tadeusz Srogi
numer obozowy 178

Pierwotne plany tej ucieczki zakładały, że weźmie w niej udział sześciu więźniów, z których Bielecki oraz ja będą w uniformach esesmanów, a pozostali w pasiakach obozowych.

Jerzy Bielecki
numer obozowy 243

Założyłem, że będę uciekł wspólnie z wymienioną Cybulską Cecylią oraz przyjacielem więźniem Srogim Tadeuszem nr 186 lub 183.

Tadeusz Srogi
numer obozowy 178

Po pewnym czasie Bielecki nawiązał kontakt z pewną więźniarką. Ponieważ kobieta ta miała również wziąć udział w ucieczce, wycofałem się. Bielecki zorganizował ucieczkę z ową kobietą na własną rękę.

Cyla Cybulska (po wojnie Zacharowicz)
numer obozowy 29558

Tadek Srogi ostatecznie stchórzył i nie wziął udziału w ucieczce.

Roman Holi
Numer obozowy 9441

Jurek Bielecki zwierzył mi się, że chciałby uciec, a ponieważ numer miał niski trzycyfrowy, gdyż przyjechał z pierwszym transportem tarnowskim, a jednocześnie z pierwszym transportem Polaków do Oświęcimia w dniu upadku Paryża w 1940 r. 14.VI. Jako Vorarbeiter był bardzo lubiany, zawsze nas brał w obronę przed esesmanami, zdecydowałem się przygotować tak niskiemu numerowi ucieczkę. Musiałem upewnić się, jak jest z esesmanami w młynie. Rozpocząłem częste rozmowy z Rottenführerem Poetschem; mówiłem mu o okropnościach w obozie, o bloku 11, o tym, że mimo tego, że niemal wszyscy więźniowie mają trójkąty czerwone, ale naprawdę politycznych więźniów jest znacznie mniej, że więźniowie polityczni wzajemnie się spotykają, że niektórym pomagamy - dawałem do zrozumienia, że tworzymy pewną zorganizowaną całość. Do rozmów podobnych upoważniały mnie zwierzenia Rottenführera Poetscha, z których się dowiedziałem, że Niemcy zajęli przed 1939 r. niektóre tereny francuskie, że i on został zmuszony do wstąpienia do SS, że jedzie poza Oświęcim, aby móc pójść do kościoła przebiera się po cywilnemu, żona kiedyś przyjechała go odwiedzić we młynie i tak była wzruszona słysząc od nas co się dzieje w obozie, że nie tylko jedzeniem się dzieliła z nami, ale wobec nas (oczywiście nie całe komando, tylko Bielecki ze mną) zobowiązała, aby nigdy nam krzywdy nie czynił, żeby pamiętał, że hitlerowcy muszą przegrać, kiedyś, gdyby oni (Poetschowie) potrzebowali pomocy, żeby również i o nich pamiętać. Z Poetschem dość często udawałem się na stację, by móc z kolejarzem Rerichem nawiązać kontakt - oddawałem mu listy kolegów z obozu, z prośbą, by je wysłał. Kilku kolegów dzięki Rerichowi, przychodząc na jeden dzień do naszego komanda mogło się widzieć na stacji ze swoimi najbliższymi. Z zatrudnionymi w młynie cywilami - Serbami, obawialiśmy się rozmawiać, dlatego Rerich stopniowo przygotowywał marynarkę, następnie spodnie, czapkę itd. Poetsch udawał, że niczego nie widzi. Te przygotowania trwały długo. Zdobyte od Rericha ubranie schowaliśmy w piwnicy pod odpadami.

Jerzy Bielecki
Numer obozowy 243

Worek z mundurem ukryłem na strychu. Tam też gromadziłem prowiant. Koledzy, którzy pracowali w magazynie żywności, chyba wszystkiego się domyślali, bo o nic nie pytając, przynosili mi suchary i konserwy.

Tadeusz Srogi
Numer obozowy 178

Jurkowi Bieleckiemu do ucieczki potrzebna była m.in. przepustka. Zastanawialiśmy się, skąd taką przepustkę zdobyć. Pracując w magazynie zauważyłem, że esesmani konwojujący więźniów, a posiadający takie przepustki, wstępowali po drodze do SS-Bekleidungskammer, aby wymienić mundury. W czasie jednej z takich wymian szybko wydałem pewnemu esesmanowi bardzo porządny mundur. Uradowany zdał swój stary mundur, zapominając że w kieszeni bluzy zostawił przepustkę. Po wyjściu esesmana przepustkę tę - była małego formatu, blankiet niebieski - wyjąłem i następnie schowałem w kieszeni jednego z płaszczy w regale. Było to w grupie nowych płaszczy. Wiedziałem, że nawet przy najdokładniejszej rewizji nie zostanie odkryta obecność przepustki. Po pół godzinie wrócił wspomniany esesman żądając odszukania starego munduru. Wiedziałem już, o co chodzi. Przyniosłem kilkanaście mundurów, ale swojego w nich nie rozpoznał. W drugiej partii mundurów, którą następnie przyniosłem, znalazł wreszcie swój stary uniform po jakichś znakach szczególnych. Po przeszukaniu kieszeni niczego nie znalazł. Bardzo tym się zdenerwował. Zrobił awanturę oraz zameldował esesmanowi Koberowi, że to ja na pewno zabrałem mu przepustkę. To dotknęło Kobera, ponieważ był bardzo energiczny, wyrzucił awanturującego się esesmana dodając: "Ty głuptasie, na co jemu potrzebna jest ta przepustka." Od tego czasu sprawa ta ucichła, a po paru dniach dowiedziałem się, że wspomniany esesman otrzymał kilka dni aresztu za zagubienie przepustki. Po upływie 2 - 3 tygodni, kiedy sprawa całkowicie ucichła, oddałem przepustkę w ręce Jurka Bieleckiego.

Jerzy Bielecki
numer obozowy 243

Któregoś dnia Tadek zaciągnął mnie do ubikacji i wyjął z buta zieloną kartkę. Nie mogłem uwierzyć - przepustka! Pewien esesman przez pomyłkę zostawił ją w magazynie. Przetrząsał potem z kolegami każdy kąt, a Tadek bezradnie rozkładał ręce. Na dokumencie było nazwisko Helmut Stehler. "Nie możesz tak się nazywać, Stehlera znają strażnicy". Czym prędzej przerobiłem Stehlera na Steinera. Teraz musiałem tylko czekać, aż nadejdzie pora zielonych przepustek, bo w zwyczaju komendantury było zmienianie co jakiś koloru dokumentów.

Tadeusz Srogi
numer obozowy 178

Chodziło o to, by ustalić dokładnie, jaka będzie przepustka (kolor) na dzień planowania ucieczki.

Jerzy Bielecki
numer obozowy 243

Następnego dnia, gdy spotkaliśmy się z Cylą przy śmietniku, powiedziałem jej szeptem: "Posłuchaj, niedługo, około trzeciej po południu, przyjdzie po ciebie esesman i zabierze na przesłuchanie do Politische Abteilung". Popatrzyła na mnie zdumiona. A ja tylko powtórzyłem: "Pamiętaj, czekaj" i odszedłem szybko, bo przyglądał się nam wartownik. Jeszcze tego samego dnia dowiedziałem się, że dziewczęcy oddział został przeniesiony. Dokąd - nie wiadomo. Przez całą noc nie zmrużyłem oka. Myślałem, że więcej Cyli nie zobaczę. Przez cztery dni snułem się jak cień, aż pewien palacz, Kazek, przyniósł mi liścik: "Pracuję w Stabsgebäude C." Odetchnąłem z ulgą. Cyla była niedaleko.

Tadeusz Srogi
numer obozowy 178

Jurek nawiązał kontakt z kolegami pracującymi w obozowej drukarni (mieszczącej się na Legerweiterung) i zdobył papier w różnych kolorach, w jakich były sporządzone przepustki. Pobrał również odpowiednie czcionki i naniósł ręcznie treść przepustki na szereg blankietów w różnych kolorach. Pieczątki zaś wiernie sfałszował posługując się odciskami zrobionymi ręcznie z drzewa.

Jerzy Bielecki
numer obozowy 243

Mając wzór, spreparowałem sześć sztuk przepustek w różnych kolorach. Kolor przepustek był zmieniany co kilka dni. Czcionki, którymi drukowałem przepustki, otrzymałem od więźnia Niemca, Unterkapo komando Druckerei. Tłumaczyłem mu, że czcionki są nam potrzebne do sporządzania blankietów dostawczych.

Roman Holi
numer obozowy 9441

Należało pomyśleć, skąd ma uciec - bo z młyna nie mógł uciekać, gdyż takie małe komando, jak nasze, poszłoby całe na rozwałkę. Do młyna przydzielona była rolwaga z 10 więźniami, którzy zwozili zboże z wagonów, przewozili mąkę z młyna do magazynu. Vorarbeiterem był Staszek Uner czy Unger. Wiedziałem, że i on się przygotowuje do ucieczki. Zabrałem się z nim do obozu do Landwirtschaftu; w jednym worku w otrębach ukryliśmy z Jurkiem ubranie; po zważeniu otrąb i wypisaniu Lieferungsscheinu wsiadłem ze Staszkiem Ungerem i woźnicą na wóz i w Landwirtschafcie oddałem ten worek z otrębami, rzekomo odpadami mąki, koledze Kamińskiemu z mojego transportu - on miał to ubranie przechować w stajni. Ja Rottenführerowi Poetschowi wyjaśniłem, że Jurek ma sympatię na Birkenau, jest młody no i chce tam skorzystać z możliwości widzenia się z nią, dlatego na razie będzie tam chodził.

Jerzy Bielecki
numer obozowy 243

20 lipca 1944 roku wyszedłem do kantorka, do którego grupa więźniów przywiozła śrutę. Był z nimi esesman. Na stole leżała jego przepustka. Nogi ugięły się pode mną. Zielona! Mój kolor! Musiałem mieć bardzo zmienioną twarz, bo koledzy zaczęli pytać, co się ze mną dzieje. Żegnałem się z nimi w myślach, bo wiedziałem, że czy się uda uciec, czy nie, już ich nie zobaczę.

Cyla Cybulska (po wojnie Zacharowicz)
numer obozowy 29558

Któregoś lipcowego dnia dowiedziałam się od niego, kiedy, o jakiej porze zjawi się pod budynkiem, aby mnie stamtąd zabrać i wyprowadzić z obozu.

Jerzy Bielecki
Numer obozowy 243

Mimo przeniesienia kontakt z więźniarką Cybulską nadal utrzymywałem, spotykając się dorywczo w odpowiednich momentach, tzn. wtedy, kiedy wychodziła na zewnątrz budynku, wynosząc śmieci. Termin ucieczki ustaliliśmy na piątek, dnia 21 lipca 1944 r. W dniu ucieczki mieliśmy się co dwie godziny kontaktować nieznacznie sygnalizując aktualność umówionego terminu. Cybulska pracowała w oddzielnym budynku, który stał naprzeciw magazynu zbożowego, ale nie mogła budynku często opuszczać. Ukazała się w oknie swojego bloku, ja na balkonie magazynu. W dniu 21.7.1944 r. mieliśmy co dwie godziny wychodzić, a o godz. 15-tej wychodząc na balkon i podnosząc do góry rękę miałem oznajmić gotowość do ucieczki.

Cyla Cybulska (po wojnie Zacharowicz)
Numer obozowy 29558

Naszedł wreszcie 21 lipca 1944 r. dzień naszej ucieczki. Przebywając tak długo w KL Auschwitz zdawałam sobie sprawę z tego, jakie skutki mogą nastąpić, jeśli ucieczka się nie uda. Byłam załamana, chciałam nawet zrezygnować. Powstrzymała mnie od tego moja serdeczna przyjaciółka Sonia Rotschild, która tłumaczyła mi gorączkowo, ze nie powinnam zrezygnować z okazji. Mówiła Może będziesz żyła na wolności tylko tydzień lub dwa. Może cię złapią, trudno! Ale powiedz światu, co się tu dzieje. Niech ludzie wiedzą. Niech cały świat o tym wie, co oni tutaj robią z ludźmi. Sonia trzymała mnie w objęciach i całowała. Nie wiedziała przecież, że uda się jej przeżyć koszmar Auschwitzu.

Jerzy Bielecki
Numer obozowy 243

21.7.1944 r. zgodnie z umową o godzinie 15-tej wyszedłem po raz ostatni na balkon i podniosłem rękę. Następnie zgłosiłem się do SS-Rottenführera Titze z prośbą o zwolnienie mnie na kilkanaście minut, celem rzekomego udania się po odbiór kiełbasy "zorganizowanej" przez kolegów pracujących w rzeźni. Zaznaczyłem, że połowę kiełbasy mu oddam. Titze nie chciał się początkowo zgodzić, ale wreszcie uległ namowie. Wyszedłem uczęszczaną normalnie klatką schodowa magazynu zbożowego. Po chwili wszedłem do tego samego budynku od strony rampy, schodami rzadko uczęszczanymi. Udałem się na strych, gdzie miałem ukryty mundur esesmański, założyłem okulary przeciwsłoneczne oraz zabrałem pakiecik z peleryną i drugimi butami dla Cybulskiej. W tym dniu obowiązywały dla esesmanów przepustki koloru różowego, którą to przepustkę miałem przy sobie.

Roman Holi
Numer obozowy 9441

Ubranie uprzednio przewiózł mu ktoś z Landwirtschaftu na Birkenau.

Jerzy Bielecki
Numer obozowy 243

Mundur zakładałem trzęsącymi się rękoma. Do kabury, w której brakowało pistoletu, włożyłem grube śruby. Na ramię zarzuciłem chlebak z ukrytym zapasem żywności i ubraniem na zmianę. Spojrzałem na swoje odbicie w szybie. Rottenführera Steinera zdradzić mogła jedynie blada, poszarzała twarz. Schodząc po schodkach strychu, nasłuchiwałem esesmańskich kroków. Potem już tylko skok z rampy na tory i na drogę. Szedłem, a więźniowie na mój widok odrywali się od pracy i stawali na baczność. Pędzący na motocyklu niemiecki podoficer kiwnął na powitanie. Czułem, że moja koszula jest kompletnie mokra. Dotarłem do pralni. Zamknąłem oczy i... otworzyłem drzwi. "Czego pan sobie życzy, panie Rottenführer?" - spytała młoda kapówka. Już miałem zacząć czarować dziewczynę, gdy wyrosła przede mną postawna kobieta w mundurze SS. Kommandoführerin, szefowa. Zamarłem. "Heil Hitler!" - wyprostowałem ramię. "Mam rozkaz zabrać na przesłuchanie więźniarkę o nazwisku Cyla Cybulska-Stawiska, numer 29558. Która to?" - starałem się opanować drżenie głosu. Na rozkaz esesmanki kobiety poszły po Cylę. A ja stałem pośrodku pralni na miękkich nogach, wycierając mokre od potu okulary i tłumacząc bez sensu, że widocznie zaparowały od prania. Komandoführerin przyglądała mi się badawczo, w końcu zażartowała: "Panie Rottenführer, po co okulary? Ma pan przecież ładne oczy". Wtedy w drzwiach pojawiła się Cyla. Spojrzała przerażona, opuściła głowę.

Cyla Cybulska (po wojnie Zacharowicz)
numer obozowy 29558

Kiedy nadszedł decydujący moment, kiedy przed budynkiem Stabsgebäude pokazał się ubrany w mundur esesmana Jurek Bielecki, Sonia Rotschild całując mnie po raz ostatni szepnęła jeszcze: Niech Bóg cię prowadzi - i mówiąc te słowa lekko pchnęła mnie w kierunku wyjścia. Po schodkach zeszłam na dół i znalazłam się przy Jurku. Jurek miał na sobie mundur esesmański, przy pasie znajdowała się także kabura, ale nie wiedziałam, czy ma w niej broń.

Jerzy Bielecki
Numer obozowy 243

"Wie Cybulska von Lomża, ja?" - spytałem. Przytaknęła. "Na komm, los!" - rzuciłem. Szła przede mną w milczeniu.

Cyla Cybulska (po wojnie Zacharowicz)
numer obozowy 29558

Ruszyliśmy przed siebie. Ja maszerowałam pierwsza, za mną szedł Jurek niby mnie "eskortując". Kiedy się spotkaliśmy powiedział: Nic nie mów, idź pierwsza.

Jerzy Bielecki
Numer obozowy 243

Na horyzoncie majaczyły wieżyczki strażników. Okładający więźniów pałką kapo spojrzał na mnie i stanął na baczność. Powoli zbliżaliśmy się do głównej bramy. "Cyla, wszystko w porządku?". Cisza. "Halt!" - krzyknąłem. Stanęła na chwiejących się nogach. "Niedługo szlaban, wytrzymaj" - szepnąłem i dodałem głośno: "Geradeaus!". Jeszcze sto metrów, pięćdziesiąt... Czułem, jak ziemia się pod nami ugina, faluje... Komuś się odkłoniłem, ktoś salutował, coś mówił.

Cyla Cybulska (po wojnie Zacharowicz)
numer obozowy 29558

Po kilku minutach marszu znaleźliśmy się przy posterunku, przez który prowadziła droga poza obręb strzeżonego obszaru. Kiedy byliśmy już blisko strażnika SS, Jurek wyciągnął z kieszeni jakiś dokument.

Jerzy Bielecki
Numer obozowy 243

Strzeliłem przed strażnikiem obcasami, wręczyłem przepustkę i oznajmiłem, że prowadzę więźniarkę na przesłuchanie. Strach dławił mi gardło. Ale nie było już odwrotu. Chwila, w czasie której strażnik oglądał przepustkę, wydawała mi się wiecznością.

Cyla Cybulska (po wojnie Zacharowicz)
numer obozowy 29558

Strażnik SS powiedział : "Weiter machen", co miało oznaczać, że możemy dalej maszerować.

Jerzy Bielecki
Numer obozowy 243

Wyszliśmy na drogę wiodącą w kierunku Bud. Idąc szosą w pewnym momencie zauważyłem nadjeżdżający wóz, na którym siedział znający mnie oraz Cybulską esesman. Do rozpoznania jednak nie doszło. Byliśmy oddaleni od obozu około dwóch kilometrów, kiedy postanowiłem skręcić w kierunku rzeki Soły. Dotarliśmy do rzeki i następnie posuwaliśmy się jej brzegiem kryci gęstą wikliną. Ucieczkę kontynuowaliśmy prawie biegiem. Spoceni i zmęczeni ukryliśmy się wreszcie w krzakach. Dalej uciekać nie mogliśmy, gdyż wikliny się skończyły, a na okolicznych polach pracowali przy żniwach ludzie.

Roman Holi
Numer obozowy 9441

Któregoś słonecznego popołudnia syreny zawyły, ktoś uciekł, na apelu wieczornym dowiedziałem się, że Jurek wraz z Żydówką z Birkenau uciekł.

Jerzy Bielecki
Numer obozowy 243

Ukryci w gęstwinie wiklin czekaliśmy do godziny 22.30 i po nastaniu zupełnych ciemności, ruszyliśmy dalej. Minęliśmy jakąś kopalnię, następnie przeszliśmy przez most na rzece Sole i dalej posuwaliśmy się wzdłuż rzeki. Szliśmy na przełaj przez pola, unikając osiedli i szos. Nie chciałem kierować się od razu do Krakowa, gdzie przed wojną mieszkałem. Obawiałem się pościgu i kontroli na tej trasie. Ucieczkę kontynuowaliśmy tylko nocami. Początkowo w kierunku południowym, a następnie wschodnim i północnym. Nie znałem miejscowości, przez które przechodziliśmy.

Cyla Cybulska (po wojnie Zacharowicz)
Numer obozowy 29558

Po szczęśliwym wydostaniu się ze strzeżonego obszaru, kontynuowaliśmy ucieczkę kierując się stale w kierunku wschodnim. Nie mieliśmy przy sobie żadnej mapy, nie mieliśmy przygotowanych punktów kontaktowych. Staraliśmy się maszerować najczęściej nocą, aby nas ktoś nie zauważył.

Jerzy Bielecki
Numer obozowy 243

Szliśmy cztery noce w stronę Wadowic, do granicy z Generalną Gubernią. W dzień leżeliśmy w zbożu. Ja cały czas w esesmańskim mundurze.

Cyla Cybulska (po wojnie Zacharowicz)
Numer obozowy 29558

Moja obozowa granatowa sukienka miała na plecach pas namalowany czerwoną farbą, w taki sposób znakowano w KL Auschwitz cywilną odzież wydawaną więźniom, więc w chwilach, gdy zatrzymywaliśmy się na odpoczynek, starałam się wykruszyć z sukienki farbę. Zresztą nie miało to większego znaczenia, gdyby nas Niemcy zatrzymali i aresztowali. Każde z nas miało przecież wytatuowany na przedramieniu lewej ręki swój obozowy numer. Tatuażu nie można było usunąć, więc po tym znaku szczególnym w razie wpadki łatwo można było nas zidentyfikować jako zbiegów z KL Auschwitz.

Jerzy Bielecki
Numer obozowy 243

Był moment, że chłopi któregoś dnia wykosili żyto wokół nas, bo były przecież żniwa. W każdej chwili mogli nas złapać. Wyrok był wtedy jeden: śmierć.

Cyla Cybulska (po wojnie Zacharowicz)
Numer obozowy 29558

Marsz po bezdrożach był bardzo wyczerpujący zwłaszcza dla mnie, nie nawykłej do tak intensywnego marszu. Omijając osady ludzkie trzeba było przekraczać rzeki, stawy. W takich momentach, zwłaszcza gdy woda była głęboka, Jurek brał mnie na ręce i przenosił na drugą stronę. Nadszedł jednak taki moment, kiedy dalej już iść nie mogłam. Było mi już zupełnie obojętne, czy mnie pochwycą, czy nie. Chciałam tylko odpoczynku, pragnęłam się zatrzymać, położyć na ziemi. Prosiłam, błagałam Jurka. Tłumaczyłam mu, że powinien mnie pozostawić własnemu losowi, bo jestem mu tylko ciężarem. Mówiłam, że pozostawiając mnie będzie miał większe szanse na uratowanie się. Ale Jurek nie chciał o tym słyszeć.

Jerzy Bielecki
Numer obozowy 243

Czwartej nocy zostaliśmy zatrzymani na szosie, przy nieznanym mi osiedlu, przez trzech cywilnych wartowników. Padał deszcz od poprzedniego dnia, poruszanie się bezdrożami było bardzo męczące. To skłoniło nas do wyjścia na wiejską drogę. Wspomniani strażnicy zaczęli dopytywać, kim jesteśmy. Odpowiedziałem, że esesmanem, który wraca z urlopu i idę na stację w Zatorze. Domyśliłem się, że nie bardzo mi wierzą. Mieli ze sobą karabiny. W pewnym momencie, kiedy zgasili elektryczną latarkę, pociągnąłem za sobą Cybulską i zaczęliśmy uciekać przydrożnym rowem. Rozległy się za nami strzały, które nas jednak nie dosięgły. Za chwilę wpadliśmy między zboża myląc pościg.

Cyla Cybulska (po wojnie Zacharowicz)
Numer obozowy 29558

Rychło skończyło się jedzenie, które Jurek zdołał zgromadzić przed ucieczką, więc doszła konieczność zdobywania czegoś do jedzenia. Jurek pukał do obcych spotkanych na trasie domów.

Jerzy Bielecki
Numer obozowy 243

Po dziewięciu dobach tułaczki podczołgałem się do ludzi pracujących w polu i powiedziałem, że uciekam z robót z Niemiec.

Cyla Cybulska (po wojnie Zacharowicz)
numer obozowy 29558

Wędrówka trwała długo, około dziesięciu dni.

Jerzy Bielecki
Numer obozowy 243

Zaprosili mnie do chałupy. W chałupie przywitała mnie cała rodzina . - Moje dziecko, jakiś ty mizerny- starsza kobieta dotknęła mojego policzka, postawiła na stole michę pęczaku i kubek zsiadłego mleka. Jadłem, obserwując, czy to bezpieczne miejsce. W końcu spytałem, czy mogę przyprowadzić siostrę. Ukryli nas w szopie.

Cyla Cybulska (po wojnie Zacharowicz)
numer obozowy 29558

Było to oczywiście niebezpieczne, bo nikt z nas nie wiedział, czy nie nastąpi wpadka, czy nie wpadniemy w ręce niemieckich żandarmów.

Jerzy Bielecki
Numer obozowy 243

Spędziliśmy tam resztę nocy, cały następny dzień i jeszcze jedną noc. Przez cały czas naszego pobytu na strychu szopy łącznikiem i stałym naszym opiekunem był syn gospodarza Janek Kosowski. Przynosił codziennie pożywienie i wodę, dla mnie przybory do golenia, udzielał doraźnych przestróg, wyjaśnień i porad, bowiem nie wolno nam było ze względów bezpieczeństwa opuszczać naszej kryjówki. Janek Kosowski zorganizował nam bezpieczne przejście granicy, angażując do tego starszą kobietę, mieszkankę Bachowic - Świerkoszową, która znając przygraniczne warunki terenowe, wczesnym rankiem dnia 31 lipca przeprowadziła nas bezpiecznie przez zieloną granicę. Kosowscy szybko zorientowali się, iż jesteśmy Oświęcimiakami, a także domyślali się, że Cyla jest Żydówką.

Cyla Cybulska (po wojnie Zacharowicz)
numer obozowy 29558

Najważniejsze było to, że wreszcie dostaliśmy się do wioski o nazwie Muniakowice, która znajdowała się za Słominkami. W wiosce tej mieszkał wujek Jurka o nazwisku Jan Marusa (kuzyn mamy Jurka).

Jerzy Bielecki
Numer obozowy 243

Wędrowaliśmy jeszcze przez kilka miesięcy, zanim dotarliśmy do mojego wuja.

Cyla Cybulska (po wojnie Zacharowicz)
numer obozowy 29558

Oboje zostaliśmy serdecznie przywitani przez wujka i ciotkę Jurka. Tam odpoczęliśmy po trudach ucieczki.

Jerzy Bielecki
Numer obozowy 243

Ale tam też nie byliśmy bezpieczni. We wsi domyślili się, że wuj ukrywa zbiegów. Postanowiliśmy się rozdzielić.

Cyla Cybulska (po wojnie Zacharowicz)
Numer obozowy 29558

Przez krótki okres przebywaliśmy w wiosce Janikowice u rodziny Klimczyków, gdzie Jurek spotkał się z Leszkiem, swoim bratem, członkiem oddziału partyzanckiego. Spotkanie to, nastąpiło zupełnie przypadkowo. Później byliśmy także krótko w miejscowości Przemęczany u niejakiego Siadły. Na koniec stałe schronienie znalazłam u rodziny Polaków o nazwisku Czernik we wiosce Przemęczany, odległej o 12 kilometrów od Racławic.

Jerzy Bielecki
numer obozowy 243

Cyla zamieszkała w sąsiedniej wsi Gruszowo, u znajomych wuja, Czerników. Mnie zabrali rodzice.

Cyla Cybulska (po wojnie Zacharowicz)
numer obozowy 29558

Niestety, musiałam się rozstać z Jurkiem, który wstąpił do oddziału partyzanckiego Armii Krajowej - od tej pory straciliśmy ze sobą kontakt.

Jerzy Bielecki
numer obozowy 243

W noc poprzedzającą rozstanie przyrzekliśmy sobie, że jak najszybciej będziemy znowu razem.

Cyla Cybulska (po wojnie Zacharowicz)
numer obozowy 29558

U rodziny Czerników otrzymałam wszystko, co umożliwiło mi przetrwanie: schronienie, pożywienie i serdeczność we wzajemnych stosunkach. Wspomniałam, że traktowano mnie jak córką.

Jerzy Bielecki
Numer obozowy 243

Do Gruszowa wolność przyszła 3 stycznia, tam, gdzie ja się ukrywałem miesiąc później. Natychmiast pojechałem po Cylę, ale nie było jej już u Czerników. Podobno każdego dnia znikała na długie godziny i wypatrywała mnie na drodze. Płakała, że koniec wojny, a Jurka nie widać.



Autor: Honorata Zapaśnik


Źródła:
Archiwum Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau (dalej APMA-B), Zespół Oświadczenia, relacja Jerzego Bieleckiego, t. 16, k. 56 - 61; t. 46, k.129 - 131; t. 130, k. 70
APMA-B, Zespół Oświadczenia, relacja Romana Holi, t.12a, k. 271 - 273
APMA-B, Zespół Oświadczenia, relacja Cyli Cybulskiej, t. 104, k. 101 - 107
APMA-B, Zespół Oświadczenia, relacja Tadeusza Srogiego, t. 52, k. 126 - 127
APMA-B, Zespół Oświadczenia, relacja Mariana Wudniaka, t. 101, k. 29 - 30
w: Stanisław Bubin, Potęga miłości, "Dziennik Zachodni" nr 152, 2 lipca 1999
w: Zbigniew Zborowski, Wyprowadził ją z obozu śmierci, żeby zaraz utracić, "Pani domu"1999,nr 18, s. 34
w: Magda Adaszewska, Z miłości urosły im skrzydła, "Marie Claire", październik 1999, s. 67

Alina Brewda
nr obozowy 62761

Pacjentka na stole doznała zapaści, a jako lekarka bloku miałam ją ratować.


Karol Sperberg
nr obozowy 82512

Pewnego wieczoru zwołany został cały personel szpitalny i wyekwipowany w wiadra, miotły i szczotki. Wszystkim doktorom, pielęgniarzom i porządkowym rozkazano czyścić i porządkować blok 10. Niektórym kazano nosić wodę z daleka. Razem było nas około stu przy tej pracy i o godzinie 10 w nocy porządek był zrobiony. Następnego dnia nowe koce przyniesiono tam, a na drzwiach umieszczono napis "Krankenhaus" (szpital) Dwa dni po umieszczeniu napisu "Krankenhaus" przyjechało pięć pielęgniarek z obozu kobiet w Birkenau razem z prof. Claubergiem i małym człowieczkiem podobnym do małpy, który nosił buty z cholewami i piórko w kapeluszu, a który potem stale przyjeżdżał swoim małym wozem.

Tadeusz Paczuła
nr obozowy 7725

W marcu 1943 nadeszły do bloku 10 więźniarki funkcyjne, służba i pierwsze ofiary, około pięćdziesiąt osób,

Karol Sperberg
nr obozowy 82512

Następnego dnia kazano nam przygotować w dużej łazience do odwszenia jakichś nowych więźniów.

Adam Jerzy Brandhuber
nr obozowy 87112

Gdy przywieziono pierwszą partię kobiet z Birkenau do bloku 10, ubrane były jeszcze w cywilne ubrania. Były to greckie Żydówki.

Karol Sperberg
nr obozowy 82512

Przybyło sto pięćdziesiąt kobiet w dużym transporcie i maszerowało do obozu, a następnie do łazienki.

Adam Jerzy Brandhuber
nr obozowy 87112

APMA-B, Zespół Oświadczenia, relacja Adama Jerzego Brandhubera, t. 76, kk. 122-123 Przebierano je w pasiaki w starej łaźni Auschwitz I. Przyglądałem się im jak maszerowały przez obóz. Przeważały młode, ale były też starsze.

Karol Sperberg
nr obozowy 82512

Towarzyszyło im kilka okropnie wyglądających strażniczek SS, które miały pistolety, nahaje i psy, a także kilku młodych esesmanów.

Stefania Graniczna
nr obozowy nieznany

Po przybyciu zostałyśmy zaprowadzone pod "tusze" pod strażą SS.

Karol Sperberg
nr obozowy 82512

Pięć pielęgniarek miało nożyczki i żyletki. Rozkazano kobietom rozebrać się do naga. Były napędzane do tego przez strażników, którzy krzyczeli i kopali je. Pielęgniarki poczęły wystrzygać włosy na głowie i po ciele.

Stefania Graniczna
nr obozowy nieznany

Jak innym więźniom obozu ogolono nam głowy.

Karol Sperberg
nr obozowy 82512

Wszystkie włosy musiały być zebrane i bezwarunkowo nie wolno było ich palić.

Stefania Graniczna
nr obozowy nieznany

Zostałyśmy rozebrane ku uciesze SS i zaprowadzone pod zimne "tusze".

Karol Sperberg
nr obozowy 82512

Kiedy kobiety już były do czysta wygolone, pielęgniarki otrzymały rozkaz odwszenia ich. Komendant Schwaatl, niezadowolony ze sposobu, w jaki one to robiły odprawił je. Kazał mężczyznom, a między innymi nam zabrać się do tego. Kobiety zakrywały sobie twarze rękoma wstydząc się okropnie. Kazano nam nacierać je naftą na całym ciele.

Stefania Graniczna
nr obozowy nieznany

Po wyjściu z kąpieli otrzymałyśmy ubrania więzienne, tzn. brudne spodnie i bluzę więzienną, która była w takim samym stanie jak spodnie.

Karol Sperberg
nr obozowy 82512

Po kąpieli wydano im wydezynfekowane stare rosyjskie mundury wojskowe i małe kolorowe, wielkości chusteczki do nosa, chustki, aby mogły przykryć swoje ogolone głowy.

Stefania Graniczna
nr obozowy nieznany

Kazano się udać do bloku 10, który znajdował się między innymi blokami.

Adam Jerzy Brandhuber
nr obozowy 87112

Dwie starsze kobiety, idące na końcu, lamentowały nad tym, że obcięto im włosy. Pomyślałem sobie wówczas: "Kobieto i co ty lamentujesz. Gdybyś wiedziała co cię czeka, nie rozpaczałabyś nad włosami".

Karol Sperberg
nr obozowy 82512

Następnie kobiety wmaszerowały do bloku 10.

Marta Malik
nr obozowy 52319

Jako jedyny blok kobiecy w męskim obozie był całkowicie odizolowany od reszty obozu.

Ryszard Dacko
nr obozowy 4044

Blok ten był ogrodzony i żaden z więźniów nie miał tam praw wstępu.

Marta Malik
nr obozowy 52319

Kobietom nie wolno było wychodzić na zewnątrz, ani też nikomu do nas przychodzić. Okna były zabite deskami, cały dzień przybywałyśmy przy świetle elektrycznym.

Stefania Graniczna
nr obozowy nieznany

Blok 10 jest blokiem jak wszystkie inne w obozie, lecz okna są zabite deskami i nie przepuszczają żadnego światła dziennego; panowała tam zawsze noc.

Marta Malik
nr obozowy 52319

W bloku tym było około 400 kobiet w dwóch dużych salach na piętrze.

Stefania Graniczna
nr obozowy nieznany

Istniało w tym bloku prawdziwe laboratorium.

Marta Malik
nr obozowy 52319

Na parterze znajdował się gabinet ginekologiczny i rentgen.

Karol Sperberg
nr obozowy 82512

Zostały tam zainstalowane olbrzymie aparaty rentgena i urządzona ginekologiczna sala operacyjna.

Stefania Graniczna
nr obozowy nieznany

Przy naszym wejściu zostałyśmy mile przyjęte przez pielęgniarki i otrzymałyśmy suknie w miejsce naszego męskiego ubrania. Bielizny nie otrzymałyśmy pomimo zimna, a blok też nie był opalany.

Tadeusz Paczuła
nr obozowy 7725

W roku 1943 - za czasów działalności Schumanna nadeszło do Bloku 10 kilka transportów eksperymentalnych. Na wiosnę przybyło sto kobiet z Grecji, sto z Belgii i sto z Francji, późnym latem przybyło około dwieście pięćdziesiąt kobiet z Holandii i mały transport Żydówek z Polski, z Będzina.

Karol Sperberg
nr obozowy 82512

Młode dziewczęta 17 - 18 lat, kobiety pomiędzy 20 a 30, starsze kobiety około 50 - 60 lat, niektóre w ciąży. Wszystkie czyste i dobrze ubrane.

Krystyna Witek
nr obozowy 6820

Były tam Żydówki brane wprost z transportu i służyły tylko do doświadczeń lekarskich.

Janina Kowalczykowa
nr obozowy 32212

Archiwum Instytutu Pamięci Narodowej - Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu, Sygn. NTN 109.4, kk.37-39, 42-50, 54, 56-58. Do doświadczeń z reguły brano kobiety Żydówki. Co do narodowości pamiętam, że były tam Polki, Belgijki, Niemki, ale przede wszystkim były Żydówki greckie. To nawet skomplikowało nasz wywiad, bo żadnym językiem nie mogłyśmy się porozumieć z tymi Greczynkami, zresztą bardzo mało inteligentnymi.

Alina Brewda
nr obozowy 62761

Doświadczenia dotyczyły kobiet zarówno starszych jak i młodych, które już rodziły, rzadziej były także i dziewice.

Janina Kowalczykowa
nr obozowy 32212

Tutaj dobierano często dwójkami. Kobiety: lat 17, lat 43 i tu mam bardzo często - matka i córka, matka 40 kilka lat, córka 16, 18, 19 lat.

Krystyna Witek
nr obozowy 6820

Mieszkałyśmy na bloku 10 - był to blok królików doświadczalnych. Byłyśmy jedynymi aryjkami na tym bloku.

Roman Szuszkiewicz
nr obozowy 25122

W bloku nr 10 były pomieszczone przeważnie Żydówki, na których prowadzono doświadczenia, mianowicie dokonywano za pomocą rentgena sterylizacji, a opowiadano także o doświadczeniach w kierunku sztucznego zapłodnienia.

Roman Szuszkiewicz
nr obozowy 25122

W kobiecym obozie w Birkenau był również silny aparat rentgena, w którym przeprowadzano sterylizację kobiet Żydówek, a raczej przeprowadzano doświadczenia sterylizacji kobiet.

Karol Sperberg
Nr obozowy 82512

Dokonywano na nich sztucznych zapłodnień, sztucznie wszczepiano komórki rakowe do macic, poddawano prądowi organa seksualne, przeszczepiano jajniki, dokonywano także kastracji promieniami rentgena. Doktorzy SS ćwiczyli na kobietach przeprowadzanie operacji ginekologicznych. Czasem kobiety (te biedne stworzenia) były używane do zaspokajania zmysłowych chuci mężczyzn po prowadzeniu doświadczeń ze sterylizacji jąder promieniami rentgena albo po zupełnej lub częściowej ich kastracji.

Adam Jerzy Brandhuber
Nr obozowy 87112

Ochotnicy z dywizji Dirlewangera uczyli się maszerowania na alejce brzóz. Oni to właśnie, tuż przed odjazdem z obozu, pewnej nocy wdarli się do bloku 10 i zgwałcili znajdujące się tam więźniarki. Do środka bloku weszli przez właz znajdujący się w pobliżu tegoż bloku, prowadzący do piwnicy /od strony bloku nr 9/. Powstało z tego powodu masę komplikacji, bo wielu więźniów funkcyjnych miało i tam swoje sympatie. Dirlewangerowcom nic nie zrobiono.



Autor: Elżbieta Rutkowska


Źródła:
Archiwum Instytutu Pamięci Narodowej-Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu, Sygn. NTN 111.4, k. 26
AIPN-KŚZpNP, Sygn. NTN 109.4, kk.37-39, 42-50, 54, 56-58
Archiwum Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau (dalej APMA-B), Proces Hössa, t. 16a, k.13-16
APMA-B, Proces Hössa, t. 7a, k. 133
APMA-B, Proces Załogi, t. 65, kk. 39-41
APMA-B, Zespół Oświadczenia, relacja Krystyny Witek, t. 51, k. 12
APMA-B, Zespół Oświadczenia, relacja Marty Witek, t. 51, k. 12
APMA-B, Zespół Oświadczenia, relacja Adama Jerzego Brandhubera, t. 76, kk. 122-123
APMA-B, Zespół Oświadczenia, relacja Marty Malik, t. 136, kk. 148-155
APMA-B, Zespół Oświadczenia, relacja Tadeusza Paczuły t. 53, k. 205
APMA-B, Zespół Oświadczenia, relacja Ryszarda Dacko, t. 71

Józef Haszczewski
nr obozowy 1367

Codziennie, wracając z pracy, przynosiliśmy na ramionach i zostawialiśmy za bramą zwłoki zastrzelonych.


Rudolf Höss
Komendant KL Auschwitz-Birkenau

Napis "Praca przynosi wolność" - "Arbeit macht frei", umieszczony był nad bramami wjazdowymi do wszystkich niemieckich obozów koncentracyjnych. Stało się to na wniosek Eickego, umieszczenie takiego napisu zarządził osobiście sam Himmler. Napis miał oznaczać, że więzień przez pilną pracę uzyskać może widoki rychlejszego wyjścia z obozu. W Oświęcimiu napis ten był anachronizmem, wyglądał na kpiny i żarty, ponieważ stosowanie się przez więźnia do zawartego w nim nakazu pilności nie doprowadziło żadnego z uczciwych do wolności.

Artur Krzetuski
nr obozowy 1003

Po dwóch dniach pracy w kartoflarni przydzielono mnie do Schlosserei (ślusarni). Jedną z pierwszych prac, jaką wykonaliśmy, było przygotowanie bramy z napisem "Arbeit macht frei". Kapo Schlosserei Kurt Műller nakreślił na ziemi żądany kształt, a po wygięciu rurek i wycięciu liter spawem punktowym umocowano napis przy rurkach.

Kazimierz Zając
nr obozowy 261

Napis "Arbeit macht frei" wykonany został w 1940 roku. Litery wycinał więzień o nazwisku Liwacz. Celowo wyciął literkę "B" odwrotnie.

Jan Liwacz
nr obozowy 1010

To pewnego rodzaju złośliwość, która dała nam małą satysfakcję.

Kazimierz Zając
nr obozowy 261

Nie mógł ruszyć żadnej innej litery, tylko "B" nadawała się do tego. Robił to w głębokiej tajemnicy.

Artur Krzetuski
nr obozowy 1003

Przy montażu bramy zatrudniona była cała ówczesna ślusarnia.

Czesław Jaszczyński
nr obozowy 5696

Po dostarczeniu do obozu, po zewidencjonowaniu, nie przechodziliśmy kwarantanny. Od razu zostałem przydzielony jako Pförtner (portier) przy bramie "Arbeit macht frei". To było jednoosobowe komando (drużyna robocza). Trudno mi nawet powiedzieć, komu bezpośrednio podlegałem. Polecenia otrzymywałem od Blockfűhrerów, którzy pełnili służbę przy bramie. Musiałem wykonywać polecenia Rapportfűhrerów - a był ich cały szereg: Palitzsch, Stiebitz, Jansen, Műller, Kaduk, Hössler, Clausen i inni. Oczywiście musiałem z miejsca reagować na polecenia Lagerfűhrerów: Fritzsch, Aumeier, Hoffman, itd. Jako Häftling musiałem respektować polecenia każdego esesmana. Czy on był z Arbeitseinsatz (np. Emmerich, Hössler, Sell czy Schwarz) czy z jakiejkolwiek innej komórki organizacyjnej obozu.

Jan Zdebik
nr obozowy 378

Był karłem, nosił czapkę z napisem "Bumbo - KL Auschwitz"

Jerzy Pozimski
nr obozowy 1099

Była to czapka granatowa, bez daszka - typu marynarskiego.

Jan Zdebik
nr obozowy 378

Z Bumbo Niemcy zrobili maskotkę. Zresztą dobrze wczuł się w swoją rolę, bowiem przed wojną występował w cyrkach. Do tego dobrze znał język niemiecki.

Czesław Jaszczyński
nr obozowy 5696

Lagerfűhrer Seidler bardzo często przyprowadzał do bramy swojego psa. Moim obowiązkiem było tego psa nakarmić w kuchni obozowej. Po jakimś czasie, gdy Seidler był na urlopie, pies przybiegł sam. Wziąłem go za obrożę i prowadząc do kuchni, powiedziałem kapo Kartoffelschälerei (obieralnia ziemniaków), że pies dziś jest sam. Kapo odebrał go ode mnie i kazał milczeć. Potem, wraz z psem, znikł w którymś z pomieszczeń kuchennych. Gdy zaczęto szukać zwierzaka, którego oczywiście nikt "nie widział" - z kuchni wynoszono kotły bigosu ugotowanego na mięsie…

Jan Zdebik
nr obozowy 378

Bumbo był bardzo głośny i ruchliwy. Taką zresztą była jego rola.

Czesław Jaszczyński
nr obozowy 5696

Jako Pförtner otrzymywałem bardzo często polecenia wezwania kogoś z obozu do biur SS.

Jan Olszyński
nr obozowy 39231

Usłyszałem nawoływanie przed blokiem 3a więźnia, który ze względu na wszy obawiał się wejść do jego wnętrza. Był nim Czesław Jaszczyński z Bochni, złośliwa kreatura.

Czesław Jaszczyński
nr obozowy 5696

Gdy wzywany więzień przebywał w którymś z odległych bloków - wówczas do bramy "Arbeit macht frei" wołałem np. "Lagerältester an das Tor" (Starszy obozu wzywany jest do bramy). Wówczas wszyscy więźniowie mieli obowiązek wezwanie to powtarzać, dopóki wezwany oznajmił "Kommt schon" (już idzie). Więźniowie powtarzali to również. Ten system wzywania więźniów nazywano telefonem obozowym. Każdy z więźniów mógł się liczyć z tym, że zostanie pobity przez esesmana, gdyby nie powtarzał krzykiem wezwania od bramy obozowej.

Jerzy Pozimski
nr obozowy 1099

Przez krótki okres, w czasie transportów Żydów greckich, wraz z Bumbo pełnił rolę portiera Żyd - Grek. W przeciwieństwie do bardzo niskiego Jaszczyńskiego wspomniany Grek miał dwa metry wzrostu.

Czesław Jaszczyński
nr obozowy 5696

Esesmanów bawił ten kontrast. Byliśmy sensacją i obiektami żartów.

Stefan Markowski
nr obozowy 64914

Wypędzono nas z wagonów okrzykami: raus, los, schnell. Obecni na bocznicy więźniowie kryminaliści okładali nas pałkami. Biegiem musieliśmy ustawić się w szeregach, a następnie pędzono nas od obozu. Przybyliśmy tam w okresie powrotu komand z pracy. Widzieliśmy, jak niektórzy więźniowie nieśli na ramionach zwłoki pomordowanych współtowarzyszy. Zatrzymani zostaliśmy przed bramą i dopiero po apelu wpędzono nas do jednego z bloków.

Jerzy Brandhuber
nr obozowy 115894

Pod bramą wejściową z napisem "Arbeit macht frei" panowała cisza. Na ogrodzeniu świeciły się lampy, teren obozu od czasu do czasu przecinały wstęgi świateł z ruchomych reflektorów. Widząc to wszystko kapitan Bandrowski oświadczył, że trzeba było jednak się decydować na ucieczkę w czasie transportu - nawet za cenę zastrzelenia kilku uciekających.

Julian Serednicki
nr obozowy 62157

Przy bramie obozowej jakiś esesman miał do nas krótkie przemówienie, z którego zdołałem zapamiętać, iż z obozu już się nie wychodzi, a jedyna droga do wolności prowadzi przez komin krematoryjny.

Józef Światłoch
nr obozowy 3529

I tak w dniu 30 sierpnia 1940 roku zwany przez hitlerowców II - gi tarnowski "Touristentransport" przeszedł w liczbie około 535 osób bramę kaźni.

Julian Serednicki
nr obozowy 62157

Przechodząc przez główną bramę obozową z napisem "Arbeit macht frei" zwróciłem uwagę na ustawione na słupkach rzeźby.

Mieczysław Kościelniak
nr obozowy 15261

Na dębowym słupie umocowany był kierunkowskaz. Jego ramię miało głębiony napis stylizowanym gotykiem: "Dali Dali Strasse". Na tym ramieniu było kilka figurek.

Julian Serednicki
nr obozowy 62157

Postacie podróżujących z walizkami. Zapamiętałem kobietę z dzieckiem na ręku, księdza i Żyda.

Władysław Siwek
nr obozowy 5826

Po apelu wieczornym słyszeliśmy w obozie salwy karabinowe i strzały z rewolwerów. W dołach obok bramy wejściowej do obozu rozstrzeliwano więźniów.

Stanisław Hantz
nr obozowy 2049

Egzekucje zaczęły się już w 1940 roku. Pierwsze egzekucje to były rozstrzeliwania naprzeciwko bramy "Arbeit macht frei", koło żwirowni. Pluton egzekucyjny schodził do żwirowni i rozstrzeliwano więźniów, którzy czekali pod bramą.

Jerzy Pozimski
nr obozowy 1099

Przed wymarszem do pracy każdy z kapo meldował mi (Arbeitskommando formieren) aktualną ilość więźniów wychodzących w danym dniu pracy.

Czesław Jaszczyński
nr obozowy 5696

Będąc stale przy bramie mogłem wiele zaobserwować, a znając zwyczaje poszczególnych esesmanów, mogłem czasem być pomocny kolegom. Bez czyjejkolwiek zgody utworzyłem własne, nielegalne komando Fahrradputzerów. Chcąc "dekować" niektórych kolegów przed ciężką pracą, kazałem im zostać w obozie i stwarzając pozory otrzymania oficjalnego polecenia kazałem im czyścić rowery esesmańskie. Aby nikt nie zauważył, że zatrudniam i chronię od ciężkiej pracy, każdemu polecałem czyścić rower w innym kącie, ale w rejonie bloku 24, aby byli szybko uchwytni, gdyby właściciel roweru zażądał zwrotu. Gdy ktoś z niższych rangą esesmanów kwestionował zatrudnienie tych kolegów, bezczelnie powoływałem się na rozkaz któregoś z wyższych dygnitarzy, których nie było w danej chwili.

Andrzej Makowski
nr obozowy 5654

Od narożnika kuchni aż pod drugi narożnik (obok bramy) posadziliśmy żywopłot, który nie mógł być wyższy jak 70 cm (od poziomu ziemi). Krawężnik przy żywopłocie musiał być pomalowany na biało. Malowaliśmy go wapnem. Na trawniczku za żywopłotem ustawiała się obozowa orkiestra, przygrywająca więźniom wychodzącym i powracającym z pracy. Przed żywopłotem znajdował się drut rozpięty na drewnianych palikach.

Ludwik Żuk
nr obozowy 37939

Podczas przemarszu więźniów graliśmy po dwadzieścia cztery marsze.

Czesław Jaszczyński
nr obozowy 5696

Przy powrocie drużyn roboczych bardzo często esesmani i Blockfűhrerzy przeprowadzali rewizję więźniów. Starali się oni złapać tych, którzy przemycali do obozu różne potrzebne więźniom przedmioty, a przede wszystkim żywność.

Stanisław Piętka
nr obozowy 39512

W wypadku ostrej kontroli przy bramie obozowej - zależało to w dużym stopniu, którzy esesmani ją przeprowadzali - staraliśmy się mieć przy sobie jak najmniej "towaru".

Czesław Jaszczyński
nr obozowy 5696

Gdy przy powrocie drużyn roboczych był Palitzsch lub czasem komendant Höss - nie udawały się nasze sztuczki.

Stanisław Piętka
nr obozowy 39512

Więzień karzeł, stojący przy bramie, uprzedzał nas o spodziewanej kontroli.

Czesław Jaszczyński
nr obozowy 5696

Gdy zanosiło się na dokładną rewizję, wychodziłem poza bramę i robiłem wiele krzyku, wzywając kolegów, by wyrównali szeregi, by szli równym krokiem. Wówczas koledzy porzucali szmuglowane rzeczy.

Stanisław Piętka
nr obozowy 39512

Więźniowie wracający po pracy do obozu z "towarami" stosowali następujący manewr. Ci, którzy szli w pierwszych piątkach, nie mieli nic. Środek i tył kolumny więźniarskiej zawsze był w stanie wyrzucić "kompromitujący towar". Esesmani zbierali po kontroli wyrzucone wędliny.

Czesław Jaszczyński
nr obozowy 5696

Czasem całkiem bezczelnie podchodziłem do esesmana, przystępującego do rewidowania więźnia i wyręczałem go. Nigdy niczego "nie znajdowałem", choćby więzień miał w kieszeni kilka ziemniaków czy marchwi. Ponieważ robiłem to z poważną miną i krzykiem, przeto niejednokrotnie udało się im przemycić skarby.

Stanisław Piętka
nr obozowy 39512

Praca w rzeźni stwarzała możliwości "organizowania" wyrobów mięsnych. Wykrojone płaty słoniny oraz mięsa i nałożone na ramiona i brzuch przenosiliśmy pod bluzą obozową. Słoninę przenosiliśmy także w butach. Jedna "zelówka" ze słoniny mogła ważyć około pół kilo. Do przemycania wykorzystywaliśmy także czapki więźniarskie, do których poza podszewkę wokół głowy umieszczaliśmy pewne ilości mięsa i słoniny. Kiełbasę natomiast przenosiliśmy za pasem lub między nogami.

Czesław Jaszczyński
nr obozowy 5696

Innym - stosowanym przeze mnie sposobem było robienie bałaganu. Wpadałem między maszerujące szeregi więźniów i roztrącałem kolegów tak, aby ten, który ewentualnie coś szmuglował, miał okazję przemknąć się bokiem. Udanym sposobem osłabienia gorliwości esesmanów było odwracanie ich uwagi od maszerujących drużyn, a zwracanie ich uwagi na grającą marsze orkiestrę obozową. Wielu więźniów pamięta popisową grę czynelisty. Grał w przysiadzie, w tańcu, maszerując wokół orkiestry. Gdy to nie wystarczało, podchodziłem do dyrygenta i, strojąc komiczne miny, zastępowałem go. Jako Pförtner pracowałem w obozie do końca listopada 1944 roku.

Franciszek Koprzywa
nr obozowy 15058

Pozostając na terenie dawnego obozu, co krok napotykałem na resztki urządzeń i pamiątek obozowych. Na Bauhofie (plac budowy) odnalazłem zdemontowany napis "Arbeit macht frei".

Eugeniusz Nosal
nr obozowy 693

Jadąc po materiały budowlane na terenie Bauhofu widziałem załadowany przez wojsko radzieckie pociąg. Różne maszyny z Unionu i z DAW, materiały drzewne, szafy, stoły, skrzynki amunicyjne. Na jednym z wagonów były załadowane łóżka z bloku obozowego, a z boku tego wagonu był wsunięty emblemat "Arbeit macht frei". Furman na moją prośbę stanął. Zapytałem, czy nie ma czegoś, by wykupić ten emblemat od żołnierza, który pilnuje wagonów. Bo wszystko się wywoziło - nikt nie pytał. To było zdobyczne i musi być zabrane. Furman dał mu ćwiartkę samogonu. Żołnierz kazał wyjąć z wagonu emblemat. Ukryliśmy go w urzędzie miasta.



Autor: Marta Palewicz


Źródła:
Archiwum Państwowego Muzeum Auschwitz - Birkenau (dalej APMA-B), Zespół Oświadczenia, relacja Józefa Haszczewskiego, t. 47, k. 57
APMA-B, Zespół Oświadczenia, relacja Eugeniusza Nosala, t. 132, k. 182
APMA-B, Zespół Oświadczenia, relacja Franciszka Koprzywy, t. 49, k. 50
APMA-B, Zespół Oświadczenia, relacja Czesława Jaszczyńskiego, t. 70, kk. 73-78
APMA-B, Zespół Oświadczenia, relacja Kazimierza Zająca, t. 136, s. 201
APMA-B, Zespół Oświadczenia, relacja Mieczysława Kościelniaka, t. 73, k. 191
APMA-B, Zespół Oświadczenia, relacja Stanisława Piętki, t. 64, k. 87-88
APMA-B, Zespół Oświadczenia, relacja Andrzeja Makowskiego t. 65, k. 124
APMA-B, Zespół Oświadczenia, relacja Ludwika Żuka, t. 34, k. 61
APMA-B, Zespół Oświadczenia, relacja Stanisława Hantza, t. 88, k. 169
APMA-B, Zespół Oświadczenia, relacja Władysława Siwka, t. 13, k. 136
APMA-B, Zespół Oświadczenia, relacja Juliana Serednickiego, t. 88, k. 50
APMA-B, Zespół Oświadczenia, relacja Jerzego Pozimskiego, t. 89a, k. 129
APMA-B, Zespół Oświadczenia, relacja Józefa Światłocha, t. 62, k. 18
APMA-B, Zespół Oświadczenia, relacja Jerzego Brandhubera, t. 76, kk. 114-115
APMA-B, Zespół Oświadczenia, relacja Stefana Markowskiego, t. 65, k. 99
APMA-B, Zespół Oświadczenia, relacja Jerzego Pozimskiego, t. 82, k. 3
APMA-B, Zespół Oświadczenia, relacja Jana Olszyńskiego t. 140, k. 71
APMA-B, Zespół Oświadczenia, relacja Jana Zdebika, t. 139, k. 95, 100
APMA-B, Zespół Oświadczenia, relacja Artura Krzetuskiego, t. 12, k. 112
APMA-B, Zespół Oświadczenia, relacja Jana Liwacza, t. 65, k. 76
Archiwum Instytutu Pamięci Narodowej - Komisji Ścigania Zbrodni Przeciwko Narodowi Polskiemu Proces Hössa Sygn. NTN 103, s. 90

Z grypsu więźnia pisanego z celi bloku przed rozstrzelaniem
Najukochańsza żono, żegnam Cię wraz z moją najdroższą Lolunią i matką moją. Ja odchodzę z tego świata 30 lipca wieczór do pieca. Zostałem na śmierć skazany jako bandyta. Najdroższa Broniu. Przykro mi jest, że od was odszedłem. Wierz mi, że nie mogę Ci więcej pisać. Ręka mi drży, łzy oczy zalewają, że ginę tak przytomnie, a niewinnie. Idzie nas 58-oro i 10 kobiet...


Ks. Augustyn Mańkowski
Numer obozowy 422

Na bloku 11 postawiono specjalną ściankę, przy której odbywały się rozstrzeliwania.

Michał Kula
Numer obozowy 2718

Blok 10 i 11-y połączone są wysokim murem. Przed murem od strony drutów wkopano na podwórzu bloku 11-go podkłady kolejowe wysokości około 2 metrów, szerokości 4 metrów. Między tę ścianę z progów a mur wsypano piasek i ziemię. Front ściany obito papą.

Antonin Cenek
nr obozowy 22568

Była ona wyłożona tzw. heraklitem, tzn. płytami z wiór drzewnych spajanych cementem.

Maksymilian Chlebik
nr obozowy 1251

Na parterze bloku 11 znajdowało się 10 pomieszczeń [...] W środku bloku był korytarz, z którego istniało wyjście na podwórze. W korytarzu tym po prawej stronie znajdowała się umywania przeznaczona dla mężczyzn. [...] Położona obok niej umywalnia była przeznaczona dla kobiet i esesmanów przebywających w bunkrze. W jednej i drugiej umywani kobiety bądź mężczyźni przeznaczeni na rozstrzelanie musieli się rozbierać.

Tadeusz Bałut
Numer obozowy 1259

Więźniów przeznaczonych na rozstrzelanie gromadzono w bloku 11, tam rozbierali się w umywalni do naga.

Michał Kula
Numer obozowy 2718

Blokowy bloku nr 11 wyprowadzał dwóch więźniów na podwórze, stawał z nimi trzymając ich pod ręce zwrócony twarzą do czarnej ściany [...] Wszyscy oni mieli ręce powiązane do tyłu drutem.

Czesław Głowacki
numer obozowy 4661

Ręce założone do tyłu i złożone na krzyż wiązano silnie drutem. Na ogół krępowano przede wszystkim skazańców silnie zbudowanych i zachowujących się niespokojnie.

Antoni Materkowski
numer obozowy 6015

Początkowo rozstrzeliwał oddział honorowy esesmanów. Następnie śmierć ta uznana za zbyt honorową dla więźniów została zmieniona

Czesław Głowacki
numer obozowy 4661

Narzędziem mordu był karabinek z tłumikiem, który przy strzale wydawał odgłos zbliżony do głosu strzału z wiatrówki. Sam strzał skierowany był zawsze i bez wyjątku w potylicę i nosił wśród Niemców określenie tzw. Genickschussu.

Władysław Fejkiel
numer obozowy 5647

Karabinek miał tę zaletę, że nie słychać było wystrzału, raczej syk, mam wrażenie, że miał tłumik. Kaliber miał większy niż flobert, a wlot pocisku był tak duży, że czasem rozłupywał całą potylicę i wywoływał duże krwawienie ze zwłok

Tadeusz Bałut
numer obozowy 1259

Palitzsch, względnie inny spośród wymienionych esesmanów, przystawiał wylot lufy karabinu lub automatu bolcowego do podstawy czaszki od tyłu głowy i oddawał strzał. Strzelanie w tył głowy było na bloku 11 zasadą i regułą.

Michał Kula
numer obozowy 2718

Palitzsch strzelał z tyłu z małokalibrowej broni, w której mieściło się 15 strzałów, wiem o tym, bo ją przerabiał u nas w ślusarni, stawał za każdym więźniem i z odległości 5 - 6 centymetrów strzelał w tył głowy.

Czesław Głowacki
numer obozowy 4661

Skazańcy zachowywali zupełny spokój i godną postawę. Często zdarzało się, że Polacy wznosili okrzyki "niech żyje Polska". Również Rosjanie wznosili okrzyki patriotyczne. Na indagacje i rozpytywanie katów esesmanów skazani nie odpowiadali zachowując milczenie.

Czesław Głowacki
numer obozowy 4661

Po strzale ofiary upadały prawie z zasady tyłem, tj. na wznak, ziemia w tym miejscu była specjalnie skopana, aby czaszki nie rozbijały się przy upadku w tył. Przy rozstrzeliwaniu mężczyzn pierwszy strzał był z zasady śmiertelny [...] Wypadki dobijania były rzadkie. Natomiast przy rozstrzeliwaniu kobiet stosowano z reguły dwa, a nawet trzy strzały, przy czym następny strzał oddawano do leżącej w parę sekund po pierwszym. Zdarzało się, że kobiety po kilku sekundach po pierwszym strzale otwierały oczy i wodziły oczyma. Dobijano strzałem skierowanym w skroń lub w serce. Dobijali ci sami strzelcy, przy czym jeszcze później po ułożeniu trupów w trumnach kontrolowali, czy ktoś nie zdradza jeszcze znaku życia i nawet, choć rzadko, zdarzały się wypadki dobijania w trumnie.

Stefan Boratyński
nr obozowy 5721

W samym kącie po prawej stronie między blokiem 11 a murem [...] znajdowała się nieduża góra piasku i jeden z więźniów pracujących na bloku 11, posypywał piasek w miejsce gdzie padały ciała zabitych, aby krew nie bryzgała na dokonującego egzekucję.

Michał Kula
numer obozowy 2718

Lagerältester odpychał zastrzelonego na bok, skąd zwłoki zabierali więźniowie pełniący funkcje pielęgniarzy w szpitalu. Zwłoki układano w stosy na krzyż. Początkowo ładowano po dwoje zwłok do jednej trumny i na rolwadze wywożono do krematorium. Gdy było większe rozstrzeliwanie ładowano zwłoki bez trumien na rolwagę.

Władysław Fejkiel
numer obozowy 5647

Rozstrzelanych początkowo składano do trumien, zaś później z powodu dużej ilości dochodzącej do kilkuset dziennie, wkładano zwłoki na wozy albo na samochody z ciągnikiem i wywożono bądź do krematorium bądź chowano w zbiorowych grobach w okolicy Brzezinki.

Michał Kula
numer obozowy 2718

Krew zbierali pielęgniarze łopatami w żelazne koryta i wylewali do kanału. Następnie posypywano podwórze piaskiem. [...] Cała droga, którą przejeżdżał wóz ze zwłokami od podwórza bloku 11-go aż do krematorium zbroczona była krwią, która obficie ciekła z przewożonych do krematorium zwłok.

Tadeusz Śnieszko
numer obozowy 29620

Po skończeniu egzekucji Leichenkommando przewoziło wozami do krematorium zwłoki. Cała droga od dziedzińca bloku 11 do krematorium była zalana krwią.

Michał Kula
numer obozowy 2718

Oddział polityczny doszedł do przekonania, iż należy wyszukać inny sposób uśmiercania, ponieważ rozstrzeliwanie wywołuje niepokój w obozie. Palitzsch urządził odprawę wszystkich blokowych i polecił im zakomunikować więźniom na blokach, że odtąd rozstrzeliwań w obozie nie będzie, ponieważ kara śmierci została zniesiona

Maksymilian Chlebik
nr obozowy 1251

Ścianę, pod którą rozstrzeliwano więźniów, rozebrano latem 1944 roku. Rozebrali ją więźniowie-cywile z polecenia SS. Podczas jej rozbierania w żwirze znajdującym się między murami a ścianą, znaleziono bardzo dużo kul karabinowych.

Z grypsu więźnia pisanego z celi bloku przed rozstrzelaniem
...Całuję Cię niezliczone razy i Lolunię. Pomódl się, zmów pacierz. Loluni powiedz, że tatusia już nie ma. Nie mogę pisać... nie mogę. Żegnam was wszystkich. Zostańcie z Bogiem. W.M.



Autor: Paweł Sawicki


Źródła:

Archiwum Państwowego Muzeum Auschwtiz-Birkenau (dalej APMA-B), Zespół Oświadczenia, relacja Antonina Cenka, t. 22, k. 150
APMA-B, Zespół Oświadczenia, relacja Maksymiliana Chlebika, t. 40, k. 8
APMA-B, Zespół Oświadczenia, relacja Stefana Boratyńskiego, t.8, k. 1100
APMA-B, Zespół Oświadczenia, relacja Tadeusza Śnieszko, t. 15, k. 57
APMA-B, Zespół Oświadczenia, relacja Maksymiliana Chlebika, t.40, k.9
Archiwum Instytutu Pamięci Narodowej - Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu (dalej AIPN - KŚZpNP) sygn. NTN 83, s. 54, 90
AIPN - KŚZpNP sygn. NTN, ? s. 26
AIPN - KŚZpNP sygn. NTN 84, s. 153
AIPN - KŚZpNP sygn. NTN 85, s. 3
AIPN - KŚZpNP sygn. NTN 89, s. 29
AIPN - KŚZpNP sygn. NTN 107, s. 21

Widziałem cztery grupy, w każdej grupie były dwie osoby, które trzymały napisy krematorium I, krematorium II, krematorium III, krematorium IV. Słowak powiedział mi, że budowane są równocześnie cztery krematoria. Spytałem: po co? Choćby dla nas dwóch - odpowiedział.
Ota Kraus
Film pt.: "Architekci zbrodni", BBC, 1994


Władysław Plaskura
nr obozowy 1000

Instytucja SS powołana do prowadzenia budów na terenie obozu nosiła początkowo nazwę Bauleitung - kierownictwo budów i rozpoczęła swoją działalność od początku tworzenia obozu, tj. od kwietnia 1940 roku. Działalność Bauleitungu, a następnie Zentralbauleitungu KL Auschwitz trwała aż do końca 1944 roku, tj. do wywiezienia ostatnich więźniów tego biura do innych obozów.

Władysław Siwek
nr obozowy 5826

Baubüro mieściło się w barakach nad Sołą. Baraki stały u wylotu i po lewej stronie drogi prowadzącej od obozu w kierunku szosy biegnącej wzdłuż rzeki Soły.

Władysław Siwek
nr obozowy 5826

Komando Baubüro liczyło ok. sto kilkadziesiąt więźniów i ok. 20 więźniarek - Żydówek ze Słowacji, które były tu zatrudnione jako pomoc biurowa.

Vera Foltynowa
nr obozowy 42808

Nasze biuro zajmowało się wykonywaniem różnych obliczeń dotyczących krematorium, planów baraków w Effektenlager, profili ulic, itp.

Władysław Siwek
nr obozowy 5826

Przydzielono mnie do "Planungu" (rysowanie planów), którego szefem był esesman Girisch, architekt. W dalszej hierarchii moim przełożonym był SS-Untersturmführer Dejaco.

Ankieta
Walter Dejaco, Austriak z pochodzenia, architekt, nie szkodził, udawał, że go nic nie obchodzi.

Ankieta
Pierwsze plany obiektów obozowych w 1941 roku wykonywano w dziale budowlanym u Untersturmführera Dejaco. Plany koncepcyjne kompleksu obozowego i specjalnych obiektów, np. krematoriów, pochodziły z Berlina, względnie dostarczały je firmy, którym prace te zlecano. Zdarzało się również, że takie plany opracowywano w Z-Bauleitung. Do tajnych i ściśle tajnych planów i pism mogliśmy mieć czasami krótki wgląd dostając zawarte w nim polecenia do opracowania na deskach.

Andrzej Harat
Pracownik cywilny

Władysław Saternus Boryni (...) zdołał wykraść plany budującego się krematorium w Oświęcimiu i Brzezince. Plany zostały za moim pośrednictwem przekazane do Warszawy do płk "Dzięcioła" Szefa Wywiadu AK na Kraj. Plany te w końcu, jak mi wiadomo dotarły do Londynu.

Stanisław Serafin
nr obozowy 9307

Dejaco kierował Hochbauleitungiem i z całą pewnością miał do czynienia z budową krematoriów. Na planach widnieje jego nazwisko jako kierownika budowy. To był najprawdopodobniej Austriak, pochodził z Innsbrücka. Był młody i nie stwarzał problemów pracującym w tym komandzie więźniom.

Eugeniusz Nosal
nr obozowy 693

Wszystkie rysunki konstrukcyjne i budowlane dotyczące budowy obozu wychodziły z naszego biura. Jako jeden z pierwszych wykonaliśmy w lipcu 1940 roku plan "Bestandaufnahme Krematorium" (stan istniejący krematorium), który następnie został wysłany do firmy Topf und Söhne w Erfurcie.

Kazimierz Smoleń
nr obozowy 1327

Budowę I Krematorium rozpoczęto jeszcze w lipcu 1940 r. Któregoś lipcowego dnia zebrano sporą ilość więźniów i poprowadzono nas w kierunku torów kolejowych.

Erwin Michalin
nr obozowy 1244

Jako więźnia przydzielono mnie i innych kolegów do budowy krematorium. Oczywiście wtedy nie wiedzieliśmy, do czego będzie przeznaczony obiekt, przy którym nas zatrudniono.

Stanisław Smętek
nr obozowy nieznany

W czerwcu 1941 komendant obozu Höss został wezwany przez Himmlera, który osobiście omówił z nim sprawy techniczne dotyczące tzw. "rozwiązania kwestii żydowskiej". W przeciągu 4 tygodni Höss miał przedstawić odpowiednie projekty. Już w lipcu 1942 Centralne Kierownictwo Budów w Oświęcimiu zwróciło się do firmy Huta oraz firmy Lentz, aby złożyły oferty na budowę krematoriów. Urządzenia do krematoriów dostarczała firma Topf und Söhne z Erfurtu, która również przeprowadziła montaż tych urządzeń.

Telegram biura centralnego budownictwa SS i policji Auschwitz z 10 lutego 1943 roku do firmy Topf und Söhne:
Potwierdzamy otrzymanie Waszej oferty na 5 sztuk potrójnych pieców, włączając w to dwa elektryczne dźwigi dla podnoszenia trupów i jeden tymczasowy dźwig dla trupów. Obstalowano również praktyczne urządzenie do podawania węgla i urządzenie dla transportu popiołu. Winniście dostarczyć pełne urządzenie krematorium nr 3. Oczekujemy, że zarządzicie niezwłocznie wysłanie wszystkich maszyn z instalacją. Urządzenie powinno być bezwzględnie zakończone do dnia 10 kwietnia 1943 roku.

Winkmann
strażnik SS

W listach z kancelarii Himmlera było napisane: "Budowę krematoriów bardzo przyspieszyć."

Rudolf Höss
Komendant KL Auschwitz

Rozpoczęliśmy budowę krematoriów na jesieni 1942 roku.

Ota Kraus
Film pt.: Architekci zbrodni, BBC, 1994

Widziałem cztery grupy, w każdej grupie były dwie osoby, które trzymały napisy krematorium I, krematorium II, krematorium III, krematorium IV. Słowak powiedział mi, że budowane są równocześnie cztery krematoria. Spytałem: po co? Choćby dla nas dwóch - odpowiedział.

Eugeniusz Nosal
nr obozowy 693

Robota była prowadzona w przyśpieszonym tempie, bez względu na mróz i śnieg.

Eugeniusz Nosal
nr obozowy 693
Film pt.: Architekci zbrodni, BBC, 1994

To był montaż, który trwał dzień i noc, bez przerwy. Były czasem przerwy w dostawach materiałów spowodowane brakiem wagonów. Była zima, nie można było tego dowieźć, były przestoje.

Kazimierz Sowa
nr obozowy 693

Pod koniec 1942 roku przyszły transporty z Erfurtu nadawane przez firmę Topf. Początkowo zupełnie nie orientowaliśmy się, do czego mogą być przeznaczone te urządzenia. Były to części krematoriów, powiedział mi o tym esesman Holz.

Akt oskarżenia
Dejaco i Ertl regularnie przychodzili na place budowy i w brutalny sposób zmuszali więźniów do pracy.

Akt oskarżenia
Latem 1942 roku Dejaco podszedł do czterech więźniów koło bloku 19 i zapytał, dlaczego nie pracują. Gdy usłyszał, że są chorzy, kazał pokazać zaświadczenia lekarskie. Więźniowie nie posiadali takich zaświadczeń, więc Dejaco zaczął ich bić pałką, którą zawsze nosił przy sobie. Kiedy upadli na ziemię Dejaco wziął pistolet i zastrzelił wszystkich czterech.

Akt oskarżenia
Stanisław Kaplonek (nr obozowy 1072) widział oskarżonego, jak bił łopatą więźniów, którzy pracowali na budowie koło krematorium I. Jeden z tych więźniów upadł na ziemię. Dejaco kazał Kaplonkowi i trzem innym więźniom nieść go w kierunku bramy obozowej. Gdy dotarli na miejsce, więzień już nie żył.

Akt oskarżenia
Dejaco zaprzeczył mordowaniu więźniów, zapewniał, że nigdy nie traktował więźniów źle.

Eugeniusz Nosal
nr obozowy 693

Höss czuwał osobiście nie tylko nad budową i rozbudową obozu w Brzezince, interesował się i doglądał osobiście prac przy budowie nowych krematoriów.

Jan Obura
Pracownik cywilny

Wykopy pod krematoria zrobiono przy pomocy koparek i pracy więźniów.

Henryk Stróżek
nr obozowy 22418

Pracowali oni w bardzo ciężkich warunkach, w wykopie głębokości kilku metrów, stojąc w wodzie. Wodę tę wypompowywało z wykopów dniem i nocą kilka pomp elektrycznych. Na skutek wyjątkowo ciężkich warunków pracy, złego traktowania więźniów przez Kommandoführera i cywilnych majstrów niemieckich z firmy Huta, codziennie zmieniało się 50% więźniów komanda.

Władysław Sporysz
Pracownik cywilny firmy "Huta"

Myśmy murowali tylko fundamenty oraz mury. W tym czasie, kiedy my sklepialiśmy okna, wówczas specjaliści firm niemieckich budowali piece. Piece budowano z cegły szamotowej. Wpierw z zewnątrz zbudowany został duży komin, który potem podłączono przewodami kominowymi z piecem.

Michał Kula
nr obozowy 2718

Jeżeli chodzi o roboty do komór gazowych prowadzone u nas w ślusarni, gdzie specjalnie tymi robotami interesował się Höss, to były to drzwi. Jedne z nich robione z wizjerami, żeby mógł patrzeć na swoje ofiary. Höss przyszedł do ślusarni i próbował, czy szkło jest pancerne, czy jest możliwość zbicia tego szkła, przekonał się, że nie ma możliwości zbicia, więc wszystko było w porządku.

Konrad Gracz
nr obozowy 27042

Pod koniec 1942 r. wykonaliśmy w ślusarni dla krematorium II cztery słupy siatkowe o przekroju kwadratowym 20 x 20 cm, wysokości 2m x 20cm, zakończonych u góry stożkami wykonanymi z białej blachy, służącymi do wsypywania cyklonu B do komory gazowej.

Konrad Gracz
nr obozowy 27042

Drobną, zieloną siatkę potrzebną do wykonania tych słupów sporządzili blacharze. W ślusarni wykonaliśmy też dodatkową ochronę z grubej siatki zabezpieczającej słupy wsypowe. Chodziło o to, aby ludzie znajdujący się w komorze gazowej nie uszkodzili ich. Siatka otaczała słup z czterech stron. Odstęp siatki od słupa wsypowego mógł wynosić ok. 25 cm. Obydwie siatki (wsypowa i ochronna) naciągnięte były na szynach wmurowanych w podłogę i sufit komory gazowej. W ślusarni obozowej wykonaliśmy też wszelkie części metalowe do drzwi wiodących do komory (okucia, zawiasy, drucianą ochronę na mieszczący się w drzwiach okrągły otwór - wziernik średnicy ok. 5 cm) oraz tzw. "wąsy" służące do ich wmurowania. Drzwi były bardzo grube, a ich futryny uszczelnione filcem. Dla potrzeb krematorium wykonaliśmy w ślusarni także sita służące do przesiewania prochów ludzkich.

Józef Polak
nr obozowy 520

We wszystkich krematoriach prowadziliśmy prace wykończeniowe, a później drobne remonty. W krematorium II oczyszczaliśmy po pracach budowlanych komorę gazową, osadzaliśmy pod sufitem klocki i siatki imitujące prysznice.

Ryszard Brzozowicz
nr obozowy 62658

Zachodziliśmy jeszcze kilkakrotnie jak już krematoria pracowały. Byłem świadkiem wizyty Hössa z oficerami w krematorium. W krematorium strop betonowy przedzielony był belką na dwa sufity. Na sufitach więźniowie elektrycy zainstalowali żarówki opancerzone, które nie spodobały się Hössowi. Powiedział, że to wygląda nieestetycznie, oficerowie śmieli się z tego powiedzenia. Höss zarządził wtedy, żeby żarówki umieścić po bokach belki betonowej, biegnącej przez całą halę i podtrzymującej strop. W miejsce zdjętych żarówek my założyliśmy przewody wodociągowe i tusze.

Władysław Girsa
nr obozowy 12601

W komorach gazowych w krematoriach II i III w Birkenau murowałem ściany działowe w celu zmniejszenia dużej pojemności komór przy gazowaniu mniejszych transportów. Takie rozwiązanie techniczne dawało Niemcom oszczędność cyklonu.

 

Stefan Gąsiorek
robotnik cywilny

Kiedy wiosną 1943 roku kończyliśmy budowę krematorium V, w sąsiednim krematorium, czyli IV, czyniono już rozruch. W krematorium wybudowanym przez nas piece do spalania zwłok budowane były dwustronnie. Piec miał po cztery retorty z każdej strony. Otwory do wrzucania gazu znajdowały się w ścianach pomieszczeń na komory gazowe - po dwa w każdej z zewnętrznych ścian, na wysokości wyciągniętej w górę dłoni człowieka średniego wzrostu. Były to okienka o wymiarach 40 x 25 cm zabezpieczone drzwiczkami z drewna. Drzwiczki te na stykach obciągnięte były uszczelniającym filcem. Od wewnątrz jeszcze jedne drzwi wykonane z prętów żelaznych stanowiły dodatkowe zabezpieczenia otworów wrzutowych.

Władysław Girsa
nr obozowy 12601

Widziałem jak esesmani wpędzali ludzi do komór (…) jak esesman bardzo szybko otwierał puszkę jakimś przedmiotem i natychmiast wrzucał ją przez otwór do wnętrza komory, a następni zamykał otwór.

Henryk Stróżek
nr obozowy 22418

W czasie wykonywania robót izolacyjnych w marcu 1943 r. przyjechał transport Żydów z getta krakowskiego. Niedaleko wejścia do rozbieralni młoda Żydówka z dwojgiem dzieci zapytała mnie, co to za fabryka i co tu się dzieje. Zanim jej odpowiedziałem zauważyłem, że w pobliżu stoi Hauptscharfführer Palitzsch w ubraniu więźniarskim. Odpowiedziałem jej, że tam będzie kąpiel, a po kąpieli zostanie skierowana do pracy jak i my. Po tej rozmowie z grupą roboczą skierowałem się z powrotem do komanda. W drodze dogonił mnie Palitzsch i powiedział, że miałem szczęście, iż nie byłem zbyt rozmowny.

Władysław Girsa
nr obozowy 12601

Podczas wykonywania prac murarskich w sąsiedztwie krematorium V, widziałem przez uchylone drzwi krematorium, w którym się znajdowałem (odległość około 30 m), jak esesmani wpędzali ludzi do komory gazowej przy krematorium IV. Widziałem jak do oficera SS przybiegła mała dziewczynka (około 8 lat) i klęcząc i płacząc przed oficerem SS, wyciągała do niego ręce. Z zachowania się dziewczynki wnioskowałem, że prosiła go o opiekę. W odpowiedzi na błaganie dziecka, oficer SS tak mocno kopnął dziewczynkę, że upadła i już nie wstała.

Henryk Stróżek
nr obozowy 22418

W czasie prac wykończeniowych przy izolacji stropu krematorium II z ciekawości wmieszałem się do Sonderkommanda i zobaczyłem jak wygląda komora gazowa po zagazowaniu ludzi i wywietrzeniu gazu. W komorze leżały skłębione trupy kobiet, mężczyzn i dzieci, niektóre trupy nosiły ślady wymiotów, oddawania kału i moczu.

Józef Polak
nr obozowy 520

Zatrzymał nas około pięćdziesięcioletni esesman i powiedział po polsku: "Chodźcie chłopcy i zobaczcie jak wygląda niemiecka kultura". W drzwiach komory gazowej zobaczyliśmy stos zwłok.



Autor: Małgorzata Preuss


Źródła:
Archiwum Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau (dalej APMA-B), Zespół Oświadczenia, relacja Władysława Plaskury, t. 105, k. 39
APMA-B, Zespół Oświadczenia, relacja Władysława Siwka, t. 13, k. 145; t. 94, k. 33
APMA-B, Zespół Oświadczenia, relacja Very Foltynowej, t. 54, k. 9
APMA-B, Zespół Oświadczenia, relacja Andrzeja Harata t. 60, k. 68
APMA-B, Zespół Oświadczenia, relacja Stanisława Serafina, t. 19, k. 3
APMA-B, Zespół Oświadczenia, relacja Eugeniusza Nosala, t. 29, k. 49, 56
APMA-B, Zespół Oświadczenia, relacja Kazimierza Smolenia, t. 76, k. 174
APMA-B, Zespół Oświadczenia, relacja Erwina Michalina, t. 65, k. 127
APMA-B, Zespół Oświadczenia, relacja Stanisława Smętka, t. 19, k. 51
APMA-B, Zespół Oświadczenia, relacja Kazimierza Sowy, t. 71, k. 164
APMA-B, Zespół Oświadczenia, relacja Jana Obury, t. 73, s. 107
APMA-B, Zespół Oświadczenia, relacja Henryka Stróżka, t. 92, k. 260 - 262
APMA-B, Zespół Oświadczenia, relacja Władysława Sporysza, t. 35, k. 16
APMA-B, Zespół Oświadczenia, relacja Konrada Gracza, t. 92, k. 242
APMA-B, Zespół Oświadczenia, relacja Józefa Polaka, t. 72, k. 70, 72
APMA-B, Zespół Oświadczenia, relacja Ryszarda Brzozowicza, t. 82, k. 261-262
APMA-B, Zespół Oświadczenia, relacja Stefana Gąsiorka, t. 79, k. 69
APMA-B, Zespół Oświadczenia, relacja Władysława Girsy, t. 94, k. 34-35
Ankieta PMA-B opracowana przez zespół byłych więźniów KL Auschwitz - Komanda Baubiuro w składzie:
- mag. inż. Artur Krzetuski - nr obozowy 1003
- prof. Władysław Plaskura - nr obozowy 1000
- mag. inż. Wincenty Ciesielczuk - nr obozowy 10360
- inż. Igo Trochanowski - nr obozowy 24725
- inż. Włodzimierz Kieszczyński - nr obozowy 109054
APMA-B, Zespół Oświadczenia, t. 115, k.141
APMA-B, Proces Hössa, t. 8, k. 4
APMA-B, Zespół Procesy różne, t. 48, k. 59, 63, 64
Archiwum Instytutu Pamięci Narodowej - Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu, sygn. NTN 85, s. 64; sygn. NTN 98, s. 1; Sygn. NTN 107, s. 12

Rudolf Höss, Wspomnienia

Brunon Borgowiec
nr obozowy 1192

Pewnego razu podziwiając jego męstwo za życia i zachowanie się, esesmani mówili między sobą: "Takiego klechy jak ten, nie mieliśmy tu jeszcze."

Tadeusz Chrościcki nr obozowy 16655
W lutym czy na początku marca 1941r. do celi, w której przebywałem ze swym ojcem Tadeuszem-Julianem, prof. Deringiem ze Lwowa, Ferdynandem Goetlem i innymi współwięźniami (wszystkich nas było około 20), przyprowadzono trzech zakonników w habitach. Po krótkiej wstępnej rozmowie dowiedzieliśmy się, że jeden z nich - to przełożony Niepokalanowa - ksiądz Maksymilian Kolbe, franciszkanin.


Władysław Lewkiewicz
nr obozowy 3121

Wygląd zewnętrzny Ojca Kolbego był ujmujący. Twarz zawsze uśmiechnięta, pogodna, głowa lekko przechylona na bok.


Tadeusz Joachimowski
nr obozowy 3720

Häftling Kolbe był wzrostu średniego, w okularach. Nie odróżniał się od innych współtowarzyszy. Można go było zaliczyć do bardziej wymizerowanych, ale miał jeszcze wystarczającą ilość sił żywotnych. O. Kolbe miał wypieki na twarzy. Nosił na nogach Holzschuhe - "saboty".


Józef Kopczewski
nr obozowy 16853

Ojciec Kolbe był zawsze pogodny i spokojny. Urządzaliśmy zebrania księżowskie, w których brał udział również Ojciec Kolbe. Na jednym wygłosił konferencję o Matce Najświętszej. Utartym zwyczajem ks. Szweda za wygłoszoną konferencję dawał prelegentowi ćwiartkę chleba. Oczywiście, że Ojciec Kolbe nie przyjął.


Jan Jakub Szegidewicz
nr obozowy 16858

Z kontaktów osobistych przypominam sobie jeszcze to, że z porcji obiadowej Ojciec Kolbe oddawał mi zawsze swoje buraczki przynosząc mi je do łóżka.


Zygmunt Kołodziejczyk
nr obozowy 5665

Dostać się do Ojca Kolbego na rozmowę sprawiało wielką trudność- tak był otoczony ludźmi. Żaden z więźniów oświęcimskich nie odważył się odezwać do O. Kolbego per "ty", co było powszechnie używanym i nakazywanym przez Niemców, jak tylko - "proszę Ojca".


Mieczysław Kieta
nr obozowy 59590

W potajemnym kazaniu z okazji Bożego Ciała, jakie wygłaszał między blokami 18 i 19, wśród cegieł przygotowanych na budowę nowego budynku, mówił im, aby mieli nadzieję, bo zło przeminie, a sprawiedliwość zwycięży.


Jan Jakub Szegidewicz
nr obozowy 16858

Szczególnie chcę podkreślić jego oddziaływanie na nas nie-katolików. Nie dawał w żadnym wypadku odczuć jakiejkolwiek różnicy.


Tadeusz Chrościcki
nr obozowy 16655

Był to człowiek spokojny, zrównoważony, twardy dla siebie, ale bardzo wyrozumiały i wprost opiekuńczy dla innych. Każdego i przy każdej sposobności otaczał w granicach swych możliwości serdeczną troską. Korzystał z nadarzającej się okazji, ażeby nas zachęcić do pogodzenia się z losem i utrwalić w nas wiarę w lepsze jutro i w to, że sprawy przybiorą szczęśliwy obrót.


Franciszek Gajowniczek
nr obozowy 5659

Z końcem lipca 1941 pracowałem razem z o. Maksymilianem Kolbem w komandzie Landwirtschaft przy żniwach. Mniej więcej o godz. 14.00, po obiedzie, zaczęły grać syreny obozowe na alarm, bo jeden z więźniów, mieszkaniec 14-go bloku, zbiegł z obozu.


Władysław Święs
nr obozowy 16732

W tym dniu staliśmy aż do pierwszego gongu. Apel wieczorny się nie odbył i bez kolacji poszliśmy na spoczynek. Następnego dnia poszliśmy do pracy, a blok, na którym przebywał O. Kolbe, musiał stać na placu aż do obiadu i po obiedzie, aż do wieczora.


Franciszek Włodarski
nr obozowy 1982

Apel odbył się po pracy pomiędzy godziną osiemnastą a dziewiętnastą.


Tadeusz Joachimowski
nr obozowy 3720

Na apelu wieczornym ustawieni byliśmy tj. blok 14A, na ulicy pomiędzy budynkiem bloku 14 a 17. Z pewnym opóźnieniem dołączono grupę z Landwitschafstkommando. W trakcie liczenia stanu więźniów stwierdzono, że uciekło trzech więźniów z tego komanda: jeden Häftling z naszego bloku, a dwaj pozostali z innych bloków.


Franciszek Włodarski
nr obozowy 1982

Więźniowie stali dziesiątkami. Na apelu z władz obozowych byli obecni: Lagerführer Fritzsch, jego zastępca Rapportführer Palitzsch, Blockführer i esesmani. Stałem w jednym szeregu z O. Maksymilianem Kolbem od którego dzieliło mnie tylko dwóch więźniów.


Tadeusz Joachimowski
nr obozowy 3720

Lagerführer Fritzsch oznajmił, że - z powodu ucieczki trzech więźniów - z tych bloków, na których ci zbiegowie mieszkali, zostaną wybrani jako odwet więźniowie z przeznaczeniem ich do bunkra na bloku 13 (później nr 11).


Mieczysław Kościelniak
nr obozowy 15261

Odbył się zwykły proceder na bloku nr 17, na którym się znajdowałem. Do szeregów podchodził Fritzsch w towarzystwie Palitzscha, raportowego obozu i wybierał ofiary. My czekaliśmy końca akcji.


Józef Sobolewski
nr obozowy 2877

Fritzsch sam wybierał, przechodząc od jednego do drugiego szeregu. Czym się kierował w wybiórce, trudno określić, gdyż nie zważał na wiek, ani na stan fizyczny więźniów. Wskazywał ręką na wybranego, a ten od razu musiał wystąpić z szeregu. Esesman odprowadzał go na lewe skrzydło 14-go bloku, gdzie pilnował ich inny esesman. Rapportführer Palitzsch zapisywał numery skazańców.


Władysław Święs
nr obozowy 16732

Gdy już wybrano owych 10 skazańców, wtedy wysunął się nagle Ojciec Kolbe, podszedł do Lagerführera, zdjął swoją czapkę i zaczął coś mówić. Po jego słowach jeden ze skazańców wrócił do szeregów swojego bloku, a jego miejsce wśród pozostałych 9 zajął O. Kolbe.


Franciszek Gajowniczek
nr obozowy 5659

Nieszczęśliwy los padł również na mnie. Ze słowami: "Ach, jak mi żal żony i dzieci, które osierocam" i ze świadomością, że będę ofiarą śmierci głodowej, wyszedłem z szeregu i udałem się do grupy nieszczęśliwych. Słowa moje usłyszał O. Maksymilian Kolbe. Wyszedł z szeregów i zbliżył się do Lagerführera Fritzscha. Fritzsch zapytał tłumacza: "Was wünscht dieses polnische Schwein?" - O. Maksymilian Kolbe, wskazując na mnie, wyraził swoją chęć pójścia za mnie na śmierć.


Tadeusz Joachimowski
nr obozowy 3720

Następuje wymiana zdań pomiędzy Fritzschem, Palitzschem a więźniem Kolbem.


Franciszek Gajowniczek
nr obozowy 5659

Lagerführer Fritzsch ruchem ręki i słowem "heraus" kazał mi wystąpić z szeregu skazańców, a moje miejsce zajął O. Maksymilian Kolbe. Za chwilę odprowadzono ich do celi śmierci, a nam kazano rozejść się na bloki.


Władysław Święs
nr obozowy 16732

Zanim rozeszliśmy się do bloków, przemaszerowało owych 10 przed naszymi szeregami i wtedy zauważyłem, że słaniający się na nogach O. Kolbe podtrzymywał słabszego od siebie skazańca, który nie mógł iść o własnych siłach.


Józef Sobolewski
nr obozowy 2877

Po skończonym apelu odprowadzono skazańców pod eskortą do bunkra na blok 11-ty na śmierć głodową.


Brunon Borgowiec
nr obozowy 1192

Do jednej z ostatnich cel w lipcu 1941 r. po odbytym apelu wieczornym przyprowadzono 10-ciu więźniów z bloku 14-go. Przed blokiem kazano im się najpierw rozebrać do naga, a następnie wpychano ofiary do wymienionych ciemnic, gdzie już było około 20 nieszczęśliwych z poprzedniej ucieczki.


Brunon Borgowiec
nr obozowy 1192

Z celi, w której znajdowali się biedacy, słyszano codziennie głośne odprawianie modlitw, różańca św. i śpiew, do których się też więźniowie z sąsiednich cel przyłączyli. (...) Gorące modlitwy i pieśni do Matki Najświętszej rozlegały się po wszystkich gankach bunkra. Miałem wrażenie, że jestem w kościele. Przepowiadał O. M. Kolbe, a następnie chórem odpowiadali więźniowie.


Maksymilian Chlebik
nr obozowy 1251

W wypadkach, kiedy trzeba było wcześniej opróżnić celę-ciemnicę, albo jeżeli skazańcy za długo żyli, przychodził kapo z Krankenbau (szpitala obozowego) i uśmiercał ich zastrzykiem.


Brunon Borgowiec
nr obozowy 1192

O. M. Kolbe trzymał się dzielnie, nie prosił i nie narzekał, dodawał otuchy innym, wmawiał współwięźniom, iż uciekinier się jeszcze odnajdzie i zostaną wypuszczeni. (...) W międzyczasie zmarł jeden po drugim, aż po trzech tygodniach pozostało tylko jeszcze 4-ch, wśród nich także O. M. Kolbe. Wydawało się to władzy za długo, cela była potrzebna dla nowych ofiar, toteż pewnego dnia przyprowadzili kierownika izby chorych, Niemca, przestępcę kryminalnego nazwiskiem Bock, który każdemu po kolei dawał zastrzyki kwasu karbolowego w żyły lewej ręki. O. M. Kolbe z modlitwą na ustach podał sam ramię katu.


Maksymilian Chlebik
nr obozowy 1251

Wkrótce potem Blockführer zawezwał pomocnika kalefaktora bunkra Brunona Borgowca i mnie i polecił wynieść trupy z celi do umywalni (Waschraum). Wtedy też Borgowiec powiedział mi, że trzeba będzie wynieść z ciemnicy bunkra księdza Kolbego, który tam umarł.


Brunon Borgowiec
nr obozowy 1192

Gdy miałem ciało Ojca Kolbego z celi wynieść i drzwi otworzyłem podpadło mi, że Ojciec Kolbe siedział na posadzce oparty o ścianę i miał oczy otwarte. Jego ciało było czyściutkie i promieniowało.


Henryk Sienkiewicz
nr obozowy 2714

Po śmierci został odniesiony w skrzyni do krematorium. (Były to specjalne skrzynie z czterema uchwytami do noszenia nieboszczyków.)


Ks. Konrad Szweda
nr obozowy 7669

O. Kolbe zginął dnia 14. Sierpnia 1941. Wiadomość o jego śmierci przyniósł mi p. Schlusche, który w kancelarii obozowej prowadził kartotekę zmarłych i otrzymywał oficjalne meldunki śmierci.


Tadeusz Chrościcki
nr obozowy 16655

Fakt ten wywarł na nas, więźniach, niebywałe w życiu obozowym wrażenie. Ksiądz Kolbe zjednał sobie podziw. Wyrażano się o nim, że spełnił czyn o wartości heroicznej, trudny do zrozumienia.


Józef Sobolewski
nr obozowy 2877

Był to jedyny wypadek w dziejach obozu oświęcimskiego, że jeden więzień poświęcił dobrowolnie swe życie za drugiego.



Autor: Joanna Kasprzyk



Źródła:
Archiwum Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau (dalej APMA-B), Materiały o Ojcu Kolbe, Materiały, t. 47 k. 17-18, 20-21, 28-30, 61
APMA-B, Materiały o Ojcu Kolbe, Materiały, t. 47a, k. 10, 12, 14, 31, 33-35, 40, 57, 66
APMA-B, Materiały o Ojcu Kolbe, Materiały, t. 47b, k. 70, 84

Karl Seufert SS-Hauptsführer
kierownik Sammelkommando w KL Auschwitz

Wypadki ucieczek więźniów z pracy nie zdarzały się. Nawet w czasie bombardowania I.G Farben, w czasie którego zabitych zostało dwóch moich więźniów spośród 3 tysięcy więźniów, którzy znajdowali się w tym czasie poza obrębem ogrodzenia fabryki, żaden z więźniów mi nie uciekł.

Józef Śliwiński
pracownik stacji kolejowej w Oświęcimiu
Helena Pawełczyk dostarczała mi plany obozu oraz terenu przyobozowego. Na planach, sporządzonych na pergaminie naniesione były bloki mieszkalne więźniów, budynki i obiekty oraz zakłady przemysłowe, leżące na terenie przyobozowym. Plany te przewoziłem do Krakowa w czasie wolnym od pracy. Granicę przekraczałem nielegalnie. Miałem jednakże na sobie mundur kolejarza i to ułatwiało mi poruszanie się. Plany dostarczałem Kusiowi w Krakowie. Jak mi wyjaśniał, były one przeznaczone dla sztabu gen. Sikorskiego w Rumunii. Bombardowania alianckie na terenie przyobozowym w 1944 roku, sądzę, były przeprowadzone na podstawie danych w przesłanych do Kusia planach.

Maria Zychowicz
nr obozowy 27111

Podczas bombardowań była blokszpera. Bloki były zamknięte, nie wolno było wyjść na dwór. Kryliśmy się pod łóżkami, blokowa i stubowa razem z nami. Apele podczas bombardowania odbywały się w bloku.

Jan Kieszniewski
nr obozowy 127599

Po każdym nalocie nie otrzymywaliśmy obiadu, gdyż brakowało wody i prądu. Awarie te jednak szybko usuwano.

Mieczysław Piłat
nr obozowy 114734

W sierpniu 1944 r. odbyło się pierwsze bombardowanie obozu i terenów budującej się fabryki w Monowicach. Nalot odbył się w niedzielę /Św. Jacka/.

Józef Łachan
Więzień tzw. Zwangsarbeitslager für Polen nr 50 w Monowicach
Ale w poprzedzający piątek nad terenem fabryki alianci zrzucili z samolotów ulotki w kilku językach. W ulotkach tych podano, że dnia 20 sierpnia 1944 roku odbędzie się nalot, w czasie którego będzie można zbiec. Rzeczywiście w podanym dniu nalot się odbył.

Roman Orzeł
nr obozowy 56881

Pracujący z nami cywile w przeddzień kolejnego nalotu podawali godzinę bombardowania. Dziwne to było, ale zawsze się sprawdzało.

Mieczysław Piłat
nr obozowy 114734

Nalot rozpoczął się o godzinie 11-tej w południe. Zazwyczaj w razie ogłoszenia alarmu na kominie karbidowni wciągano światło sygnalizacyjne. Jeśli światełko znajdowało się w połowie komina, oznaczało to konieczność wszczęcia przygotowań do ukrycia się (Voralarm). Tak było i w opisywanym dniu. Niestety w chwili ogłoszenia alarmu samoloty znajdowały się w pobliżu. Zadymienie, jakkolwiek zaczęło działać, nie było skuteczne gdyż lotnicy mieli stosunkowo dobrą widoczność.

Ignacy Mrożewski
nr obozowy 97479

Rozpoczęła się kanonada artylerii przeciwlotniczej i w pewnym momencie obok jednego z samolotów pojawił się obłok. Ale nie było to trafienie tylko być może rakieta wystrzelona z tego samolotu, bo jakby na ten sygnał czekając samoloty rozpoczęły lot nurkujący

Mieczysław Piłat
nr obozowy 114734

Jeden z samolotów nadleciał nad nasz obóz i zrzucił bombę tuż obok bloku 4-tego. Podmuch bomby uszkodził narożnik wspomnianego bloku. W następnych dniach lej po tej bombie zasypywali więźniowie pracujący w obozowej kuchni.

Franciszek Balzar
nr obozowy 969

Bomba upadła około 15 metrów od piwnicy, w której siedzieliśmy. Lej po bombie był tak głęboki i duży, że mógł się w nim zmieścić parterowy domek.

Bolesław Majcherczyk
nr obozowy 24913

Od podmuchu bomby, która upadła obok bloku nr 6, pochyliły się ściany baraków sąsiednich, tzn. baraku nr 4, 6, oraz dwa namioty, ustawione po przeciwnej stronie. Byli zabici wśród więźniów.

Franciszek Balzar
nr obozowy 969

Podczas następnych nalotów już nie zamykano nas w piwnicy tylko grupowano nas na placu wewnątrz garbarni. Esesmani opuszczali garbarnię i pilnowali nas z pewnej odległości. Również wyjeżdżały z garbarni wszystkie wozy {ciągnione przez konie}.

Józef Łachan
więzień tzw. Zwangsarbeitslager für Polen nr 50 w Monowicach

Obrzucono bombami teren fabryki, które spowodowały duże zniszczenia. Słyszałem, że jedna z bomb spadła na bunkier, w którym znajdowali się angielscy jeńcy wojenni. Wielu z nich musiało wówczas ponieść śmierć.

Mieczysław Piłat
nr obozowy 114734

W każdą niedzielę do pracy na terenie fabryki wychodziło około 3000 więźniów, których zatrudniano przy wyładunku wagonów. Tak było i w niedzielę, podczas której odbył się pierwszy nalot. W związku z tym w dniu tym na terenie fabryki zginęło około 40-tu więźniów. Taką liczbę wymienił mi któryś z więźniów zatrudnionych w obozowym szpitalu. Oprócz zabitych dalszych kilkudziesięciu było rannych (około 100). Podobno zginęło również 3 esesmanów.

Józef Łachan
więzień tzw. Zwangsarbeitslager für Polen nr 50 w Monowicach
Ja wykorzystałem wspomniany nalot i zbiegłem z obozu. Nadmieniam jednak, że w marcu 1944 roku faktycznie rozwiązano obóz nr 3, a więc od tej pory przekwalifikowano nas na robotników cywilnych (Zivilarbeiter). Od tej pory mogliśmy już wyjeżdżać do rodzin, ale nadal mieszkaliśmy na terenie tego samego obozu.

Eugeniusz Niedojadło
nr obozowy 213

Wielu rannych (około 200 - 300) umieszczono w blokach szpitalnych. W wyniku bombardowania w obozie zabrakło wody i prądu a operacje na rannych więźniach wykonywano przy użyciu pochodni.

Ignacy Mrożewski
nr obozowy 97479

Zbombardowano stację kolejową w Oświęcimiu. W tym właśnie dniu jedna z bomb trafiła w schron przeciwlotniczy zabijając w nim dosyć dużą ilość personelu ze stacji kolejowej. Wydarzenie to utkwiło mi w pamięci między innymi z tego powodu, że po zakończeniu nalotu duża ilość więźniów wybiegła z obozu (biegli bez eskorty) i pomagała przy ratowaniu zasypanych w bunkrze. Obecny przy tej pracy esesman Schwarzhuber częstował nawet więźniów papierosami - co było wydarzeniem równie niezwykłym.

Mieczysław Piłat
nr obozowy 114734

Po nalocie widziałem jak do obozu powracali więźniowie, bez eskorty esesmańskiej, wnosząc rannych kolegów.

Jan Kieszniewski
nr obozowy 127599

Przez bramę obozową wnoszono rannego więźnia, Żyda greckiego. Więzień ten, mimo dosyć ciężkiego stanu, z radości wznosił okrzyki "Buna kaputt". Dziwiłem się, że nawet w tak przykrej dla siebie sytuacji wyrażał swoją radość.

Jan Kieszniewski
nr obozowy 127599

Następnego dnia po wspomnianym nalocie przypadkowo znalazłem się za Postenkettą. Odbyło się to sposób następujący. Około południa zawyły syreny. Więźniów, angielskich jeńców wojennych i robotników cywilnych ogarnęła panika. Wszyscy rzucili się, ogarnięci panicznym strachem, do bramy. Cały tłum wybiegł na okoliczne pola. Najdziwniejszym było to, że esesmani na wieżach wartowniczych początkowo nie reagowali. Dopiero po chwili ściągnięto posiłki i zawrócono wszystkich na teren zakładów.

Mieczysław Piłat
nr obozowy 114734

Wspomniany nalot wywołał przerażenie wśród esesmanów. Od tego czasu zaczęto budować schron przeciwlotniczy dla komendanta obozu. Schron budowali więźniowie zatrudnieni w obozowej kuchni.

Krystyna Witek z domu Cyankiewicz
nr obozowy 6820

W związku z tym administracja SS utworzyła w podobozach straż pożarną, do której i mnie włączono.

Ignacy Stopka
nr obozowy 86261

Po pierwszym nalocie rozpoczęto budowę olbrzymiego betonowego schronu dla załogi. Schron ten znajdował się w pobliżu obozu. Podczas kolejnych nalotów Schöttl wchodził do naszego obozu, gdyż widocznie w nim się czuł najbezpieczniej.

Dr Jenö Vamosi
nr obozowy A-17193

Zostałem przydzielony do komanda "Bunkerbau". Ta drużyna robocza budowała schrony przeciwlotnicze (Luftschutzbunker) na zewnątrz obozu a także przy domach niektórych esesmanów.

Józef Śliwa
nr obozowy 39239

Wystawiono wokół ogrodzenia z drutów wieże wartownicze.

Roman Orzeł
nr obozowy 56881

Kiedy dowiedzieli się, że jestem fachowcem, otrzymałem polecenie przeprowadzenia kontroli prac wykonywanych przez firmy, które budowały stanowiska pod baterie przeciwlotnicze. Firmy te zatrudniały więźniów obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu III. Za pracę więźniów firmy wpłacały na konto obozu pieniądze w wysokości 4-6 RM za dniówkę. Więźniów tych pilnowali nie esesmani lecz żołnierze Luftwaffe, którzy przejmowali swoje komanda na placu przed zakładami, tam też (po pracy) przywożono więźniów wieczorem po zakończeniu pracy. Pozytywnie układały się także stosunki z pilnującymi mnie żołnierzami obrony przeciwlotniczej, wśród których wielu pochodziło z Austrii. Ci ostatni z reguły okazywali i manifestowali swoje niezadowolenie z rządów Hitlera. Czasami idący ze mną oficerowie lotnictwa nie pozwalali mi zdejmować czapki przed Niemcami - musiałem salutować. Były to drobnostki ale niemniej ważne dla mnie jako więźnia. Za zezwoleniem wspomnianych strażników wstępowałem do domów i prawie zawsze mogłem coś dostać lub kupić. To było ważne ze względu na głód panujący w obozie. Niejednokrotnie żołnierze obrony przeciwlotniczej przekazywali nawet więźniom resztki swojego obiadu. Podkreślam, że w ludzkim traktowaniu i mnie jak również innych więźniów wyróżniali się przede wszystkim Wiedeńczycy.

Jan Mazur
(mieszkaniec Czechowic)

Czechowice i Dziedzice były bombardowane przez lotnictwo alianckie. Samoloty nadleciały od strony Oświęcimia. Alarm lotniczy ogłoszono w chwili, kiedy samoloty już były blisko. Sam ledwie zdążyłem ukryć się w polu, kiedy zaczęły spadać bomby. Zrzucono wówczas bardzo wiele bomb. Padały one nie tylko na Rafinerię Vacum Oil Company, lecz także na Fabrykę Materiałów Elektrotechnicznych, koło kościoła spadło kilkanaście bomb. Wiele bomb spadło na puste pola, do stawów.

Roman Orzeł
nr obozowy 56881

Dziwne było także samo bombardowanie a raczej jego słaba skuteczność. Najwięcej bomb i to regularnie spadało na plac drzewny, plac betonowy i drogę.

Aleksander Owsiński
(mieszkaniec Czechowic)

Jeżeli chodzi o bombardowanie Czechowic, to nie w każdym miejscu wyrządziło ono wielkie szkody. Bardzo ucierpiała Rafineria. W Fabryce Urządzeń Elektrotechnicznych został zabity koń. W czasie jednego bombardowania został zabity burmistrz Czechowic - Niemiec - Ladensberger i syn dyrektora Kablowni Neumann. Omyłkowo zamiast sygnału alarmowego podano syrenami znak odwołania alarmu. Obaj ci Niemcy sądzili, że to istotnie odwołanie alarmu i nie schowali się. W tych okolicznościach zostali zabici przez lotników alianckich.

Jan Mazur
(mieszkaniec Czechowic)

Niemal bezpośrednio po bombardowaniu zjawili się na terenie Czechowic-Dziedzic "ludzie w pasiakach".

Aleksander Owsiński
(mieszkaniec Czechowic)

Było to tak zwane "Kommando Bombensucherów". Odbezpieczali niewypały bomb i usuwali je nie tylko z terenu rafinerii, lecz i z terenu przyrafineryjnego

Dr Jenö Vamosi
nr obozowy A-17193

Mówiono, że na Czechowice padło około 600 bomb. Stosunkowo dużo było niewypałów.

Dr Jerzy Wehle
nr obozowy 106345

Do prac tych byli zazwyczaj wybierani tacy więźniowie, którzy zgłosili się dobrowolnie i którym za tę zagrażającą życiu pracę dawano ulgi i lepsze warunki.

Jan Mazur
(mieszkaniec Czechowic)

Więźniowie zatrudnieni przy tej pracy nie byli pirotechnikami, czy fachowcami. Byli to inteligentni, bogaci ludzie. Nie rozmawiałem z więźniami ale zamieniłem kilka słów z kapo, który mówił, że to sami doktorzy, prawnicy i profesorowie.

Dr Jenö Vamosi
nr obozowy A-17193

W trudnym terenie odkopanie bomby zajmowało do 8 godzin pracy dla jednej grupy 6-7 osobowej. W promieniu ponad 2 metrów od miejsca ugrzęźnięcia bomby kopaliśmy ziemię odrzucając ją na bok. Tworzył się duży lej, na którego dnie odkopywano bombę. Vorarbeiter danej grupy musiał - po odkryciu bomby odczyścić ją z ziemi. Gdy bomba, a szczególnie jej zapalnik, był odczyszczony wchodził do leja (jedyny) fachowiec Niemiec, który obejrzał dokładnie zapalnik a następnie go wykręcał, odbezpieczając bombę. W dole był przy odbezpieczaniu bomby ten artylerzysta oraz Vorarbeiter a więźniowie dalsi leżeli ukryci za nasypem ziemi.

Jan Mazur
(mieszkaniec Czechowic)

Straż przy nich pełnili nie tylko esesmani lecz również Wehrmacht i Werkschutz. Strażnicy byli uzbrojeni i stali w dość znacznej odległości od miejsca wykopywania bomby. Wykopaną i rozbrojoną bombę - niewypał ładowano na furmankę jednokołową i przywożono na miejsce zamieszkania więźniów. Tu w pobliżu budynku mieszkalnego stała stodoła a za nią zbudowano szopę, w której umieszczano niewypały. Kiedy niewypałów zebrano większą ilość - ładowano je na stacji Czechowice-Południowe na wagon towarowy.

Dr Jerzy Wehle
nr obozowy 106345
Jak niebezpieczna była ta praca, najlepiej wskazuje to, że jedna z takich bomb, którą mieliśmy również usunąć, wybuchła dodatkowo niszcząc całą okolice.

Aleksander Owsiński
(mieszkaniec Czechowic)

Przywiezieni więźniowie byli Żydami z Polski, Czechosłowacji i innych krajów. Mieszkali na parterze wspomnianego budynku a strych był wykorzystany jako magazyn. Tu składano ciała zmarłych czy zabitych więźniów. Przed przywiezieniem tych więźniów budynek został przystosowany do tych celów. Z zewnątrz otoczony był płotem z drutu kolczastego napiętego na słupy drewniane. Wokół tego ogrodzenia - na jego rogach znajdowały się budki strażnicze. Budki strażnicze były drewniane, umieszczone na 4 słupach. Strażnik miał na budce oprócz broni mocny reflektor, którym w nocy dodatkowo oświetlał teren obozu i ogrodzenie. Światła ogrodzenia i wszelkie inne oświetlenie wygaszano w wypadku nalotu, czy przelotu samolotów alianckich. Jakiś więzień zdołał się wydostać poza druty ogrodzenia. Skutkiem tego, że wnet ucieczkę zauważono więzień ten ukrył się w kanale pomiędzy podobozem a moim domem. Esesmani wybiegli z obozu i przeszukiwali cały teren przyobozowy. Z tego powodu więzień nie mógł się oddalić. Wracający esesmani zauważyli źle ukrytego więźnia. Więzień został wyciągnięty i zastrzelony. Był to więzień Żyd. W czasie ewakuacji obozu jeden z więźniów ukrył się na terenie obozu a następnie wyszedł poza druty i ukrył się w stogu słomy. Stąd przeszedł do starego kurnika. W starym kurniku zauważył go ob. Józef Ogiegło, zamieszkały dziś w Czechowicach przy ulicy Fabrycznej 11. Rodzina Ogiegły zaopiekowała się uciekinierem. Więzień ten po wyzwoleniu Czechowic przebywał tu a następnie udał się do swej ojczyzny - do Czechosłowacji.

Franciszek Balzar
nr obozowy 969

Pod koniec lata 1944 r. Bekleidungswerkstätte Auschwitz I zostały zbombardowane. Podczas tego bombardowania zginęło oprócz kilkunastu esesmanów także kilkudziesięciu więźniów, wśród których miałem wielu znajomych z naszego wspólnego poprzednio komanda. Zginęło kilku krawców, którzy zapisali się w obozie złotymi zgłoskami. Spośród nich pamiętam już tylko Ledwonia, nr 12027.

Jerzy Rawicz (w obozie pod przybranym nazwiskiem Marian Warszanowicz)
nr obozowy 99493

Podczas alarmu zarządzonego 13 września wszystko odbywało się według ustalonego porządku. Wszyscy więźniowie zbiegli do piwnicy, gdzie w rozmaity sposób skracali sobie czas nieoczekiwanej przerwy w pracy. Tego rodzaju naloty dzienne odbywały się dosyć często i nam więźniom dostarczały sporo zadowolenia. Wiedzieliśmy, że nam nie zrobią krzywdy, a straty Niemców tylko nas cieszyły. Zarządzane w takich momentach alarmy powodowały przerwę w pracy, dzięki czemu więźniowie mogli trochę odpocząć.

Witold Holajda
nr obozowy 120274

Po ogłoszeniu nalotu, esesmani w pośpiechu spędzili nas za bramę obozu i kazali pozostać w blokach.

Stanisław Łapiński
nr obozowy 556

Obrzucono wówczas bombami Zakłady I.G. Farben.

Józef Dróżdż
nr obozowy 33208

Zrzucono jedną bombę obok baraku zajmowanego przez "Baubüro", która jednak nie wyrządziła żadnych szkód.

Jerzy Rawicz (w obozie pod przybranym nazwiskiem Marian Warszanowicz)
nr obozowy 99493

Słyszeliśmy warkot zbliżających się samolotów, później nastąpiły detonacje. Jedna z bomb upadła i wybuchła gdzieś całkiem blisko. A później usłyszeliśmy przeraźliwy świst i zdołaliśmy stwierdzić, że bomby spadają tuż obok naszego budynku. W pewnym momencie rzuciło mnie na ziemię. Przez chwilę nie wiedziałem, co się stało. Próbowałem otworzyć oczy, ale nic nie widziałem. Byłem jednak świadomy, że żyję. Nie mogłem nic dostrzec wokół siebie, gdyż półpiętro zasnute było zawiesiną biało-czerwonego pyłu. Gdy po dłuższej chwili pył opadł, spojrzałem na prawą rękę i zobaczyłem jak krew fontanną tryska do góry. Przy wybuchu zostałem raniony dziwnym zbiegiem okoliczności w środkową część dłoni. Odruchowo zacisnąłem ranę palcami lewej ręki i zacząłem się rozglądać wokół siebie, czując jak ręka zaczyna mnie coraz bardziej boleć. Mniej szczęścia mieli więźniowie, którzy znajdowali się w piwnicy. Bomba lotnicza przebijając dach i stropy wybuchła dopiero w piwnicy. Stamtąd właśnie zaczęły dochodzić jęki i wołania o pomoc.

Władysław Siwek
nr obozowy 5826

Zginęli koledzy z Bekleidungswerkstätte, które mieściły się w "Neubau".

Jerzy Rawicz
nr obozowy 99493

Zginęło wówczas ponad czterdziestu więźniów, znacznie więcej było rannych. Dziwnym zbiegiem okoliczności śmierć poniósł jeden z esesmanów, który w tym właśnie dniu przyszedł do naszego komanda w celu oddania butów do naprawy. Właściwie oddał do naprawy tylko jeden but, więc czekając - naprawę wykonywano na bieżąco - usiadł sobie w holu na parterze. Kiedy zszedłem do holu, ujrzałem tego esesmana jak nadal siedział z założoną nogą, tyle że był martwy. Być może zginął albo od ciśnienia powstałego w czasie wybuchu, albo wskutek ataku serca.

Ignacy Mrożewski
nr obozowy 97479

Jedna z bomb spadła na drogę od strony "Meksyku". Liczne odłamki podziurawiły zbiornik na wodę stojący w odcinku BIId a wydarzenie to pamiętam ze względu na widok wysoko tryskającej wody tegoż zbiornika.

Witold Holajda
nr obozowy 120274

Byli także zabici wśród esesmanów.

Jan Prejzner
nr obozowy 14046

Zostały zbombardowane koszary SS- mańskie.

Józef Dróżdż
nr obozowy 33208

Tzw. Erweiterung (bloki obok obozu), pod gruzami których zginęło podobno paru więźniów i esesmanów.

Władysław Siwek
nr obozowy 5826

Kilka budynków zostało poważnie uszkodzonych, w tym jeden, w którym masowo byli skoszarowani esesmani, został w połowie zburzony.

Jerzy Rawicz
nr obozowy 99493

Pragnę wspomnieć, że w powstałym zamieszaniu można było zbiec. Miałem nawet przygotowane i ukryte cywilne ubranie, gdyż spodziewałem się, że je wykorzystam do ucieczki w czasie ewakuacji lub transportu. 13 września 1944 r. ucieczka była dosyć łatwa do zrealizowania. W powstałym zamieszaniu nikt by nawet nie szukał. Wielu zabitych znajdowało się pod gruzami budynku, brama obozowa (z napisem Arbeit macht frei) była otwarta i wędrowały nią tam i z powrotem tłumy więźniów, których nikt nie kontrolował i nie zatrzymywał. Esesmani aż do odwołania alarmu pokryli się w budynkach przeciwlotniczych i dbali przede wszystkim o własne bezpieczeństwo. Nie skorzystałem z okazji między innymi ze względu na zranienie ręki. Ból dokuczał mi coraz bardziej, więc o własnych siłach udałem się na teren obozu, gdzie w szpitalu koledzy więźniowie opatrzyli mi ranę. Oczyszczenie rany wykonano pod narkozą. Otrzymałem kilka dni tzw. "Blockschonung", lecz zaraz następnego dnia znów musiałem się zgłosić w szpitalu - ze względu na ból. Okazało się, że w ranie pozostały jeszcze jakieś resztki zanieczyszczeń, które mi usunięto - tym razem nawet bez miejscowego znieczulenia. Koledzy żartowali ze mnie, że gołą ręką chciałem złapać bombę.

Dr Tadeusz Orzeszko chirurg
nr obozowy 131527

Do naszego bloku dostarczono dużą ilość rannych więźniów i esesmanów. Operowaliśmy i jednych i drugich. Esesmanów oczywiście zabrano z bloku nr 21. Dla części więźniów, którzy w dniu bombardowania ulegli kontuzjom i przebywali u nas w bloku, pobyt ten miał tragiczne zakończenie. Po paru dniach, po wspomnianym bombardowaniu, więźniów kontuzjowanych odwiedził sam komendant obozu. Nazwiska jego nie pamiętam. Odwiedzinami byliśmy zdziwieni, bo ranni otrzymali w upominku czekoladę i kwiaty a komendant życzył im szybkiego powrotu do zdrowia. Kilka dni później pod blok 21 podjechały sanitarki, do których załadowano wszystkich ciężko rannych i wywieziono ich do Brzezinki, gdzie zginęli w komorach gazowych. Taką przynajmniej wiadomość otrzymaliśmy od innych kolegów.



Autor: Krzysztof Jagielski


Źródła:
Archiwum Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau (dalej APMA-B), Zespół Oświadczenia, zeznanie Karla Seuferta, t. 31, k. 111
APMA-B, Zespół Oświadczenia, relacja Józefa Śliwińskiego, t. 68, k. 109
APMA-B, Zespół Oświadczenia, relacja Marii Zychowicz, t. 11, k. 70
APMA-B, Zespół Oświadczenia, relacja Jana Kieszniewskiego, t. 50, k. 18
APMA-B, Zespół Oświadczenia, relacja Mieczysława Piłata, t. 52, k. 99, 101
APMA-B, Zespół Oświadczenia, relacja Józefa Łachana,t. 84, kk. 224-225
APMA-B, Zespół Oświadczenia, relacja Ignacego Mrożewskiego, t. 68 k.100
APMA-B, Zespół Oświadczenia, relacja Franciszka Balzara, t. 39, kk. 75-76
APMA-B, Zespół Oświadczenia, relacja Bolesława Majcherczyka, t. 73, k. 89
APMA-B, Zespół Oświadczenia, relacja Eugeniusza Niedojadły, t. 47, k.101
APMA-B, Zespół Oświadczenia, relacja Krystyny Witek, t. 51, kk. 8-9
APMA-B, Zespół Oświadczenia, relacja Ignacego Stopki, t. 45, k. 117
APMA-B, Zespół Oświadczenia, relacja Jenö Vamosi, t. 66, kk. 9-10
APMA-B, Zespół Oświadczenia, relacja Józefa Śliwy, t. 3, k. 337
APMA-B, Zespół Oświadczenia, relacja Romana Orła, t. 67, kk. 202-203, 209
APMA-B, Zespół Oświadczenia, relacja Jana Mazura, t. 3, k. 340-341
APMA-B, Zespół Oświadczenia, relacja Aleksandra Owsińskiego, t. 4, k. 559-562
APMA-B, Zespół Oświadczenia, relacja Jerzego Wehle, t. 52, k. 14
APMA-B, Zespół Oświadczenia, relacja Tadeusza Orzeszko, t. 64, k. 65
APMA-B, Zespół Oświadczenia, relacja Jerzego Rawicza, t. 84, kk. 139-143
APMA-B, Zespół Oświadczenia, relacja Józefa Dróżdża, t. 34, k. 53
APMA-B, Zespół Oświadczenia, relacja Władysława Siwka, t.13, k.149
APMA-B, Zespół Oświadczenia, relacja Jana Prejznera, t. 12a, k.176
APMA-B, Zespół Oświadczenia, relacja Witolda Holajdy, t. 50, k. 52
APMA-B, Zespół Oświadczenia, relacja Stanisław Łapińskiego, t. 45, k. 20

aziści wymordują dziś dużo ruskich, prawdopodobnie bolszewickich komisarzy i wielu chorych.
(Wypowiedź kapo Maksa wg oświadczeń Stanisława Pawliczka)
W Zeszytach Oświęcimskich (1958, nr 2, wyd. Państwowe Muzeum w Oświęcimiu), w kalendarzu wydarzeń obozowych, opracowanych przez mgr Danutę Czech, krótko przedstawiono pod datami 2.09.1941 do 5.09.1941 r. przebieg wymordowania ok. 850 ludzi (ok. 600 radzieckich jeńców wojennych oraz ok. 250 więźniów chorych z bloków szpitalnych Oświęcimia, na to 10 więźniów osadzonych w bunkrze po ucieczce więźnia Nowaczyka)

(...) Dla uzupełnienia i utrwalenia historii obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu należy wyczerpująco opracować temat tej zbrodni. Jako materiały źródłowe konieczne są wypowiedzi świadków, którzy obserwowali i przeżywali to wydarzenie w pierwszych dniach września 1941 r. Wtedy to po raz pierwszy dokonano w bloku nr 13 (późniejszy 11) w Oświęcimiu próby masowego zabijania ludzi za pomocą gazu (cyklonu B).
Apel-ankieta rozesłana w 1969 r przez dr Stanisława Kłodzińskiego do byłych więźniów obozu w Oświęcimiu


Informacja bieżąca 21
Akta Delegatury Rządu RP na kraj

Oświęcim. Potwierdzają się wiadomości o ponurej zbrodni dokonanej w obozie. W nocy z 5 na 6 września 1941 roku wtłoczono bo bunkra w Oświęcimiu ok. 600 przywiezionych cywilnych jeńców sowieckich, łamiąc drągami ręce i nogi. Dołączyło ok. 250 Polaków. Uszczelniono wszystkie otwory bunkra i zamkniętych wytruto gazami. Ciała wytrutych wywieziono nocą na 80 wozach do krematorium, gdzie zostały spalone.


Storch
Untersturmführer SS, pierwszy aptekarz SS

Opr. Hermann Langbein Akcja przebiegała jako tajemnica państwowa Rzeszy, wtedy troszczono się jeszcze o to... .


Kazimierz Szczerbowski
nr obozowy 154

Dobrze pamiętam wydarzenie związane z pierwszą próbą użycia cyklonu B. Jednego przedpołudnia Schwela polecił wybrać wszystkich ciężko chorych i przeprowadzić na blok 11 zajmowany wówczas przez karną kompanię. Chorych ulokowano w celach bunkra po lewej stronie korytarza. Mówiono nam, że chorzy ci zostaną następnego dnia przewiezieni do sanatorium. Selekcji dokonano przede wszystkim wśród chorych bloku 20 (28) oraz 16 (21). Z tego ostatniego zabrano chorych z flegmonami i owrzodzeniami, pacjentów tych zgodnie z poleceniem zaprowadzono na blok 11.


Stanisław Pawliczek
nr obozowy 1085

pracownik obozowej kartoflarni W kartoflarni rozeszła się pogłoska, że w bloku 13 czyni się jakieś dziwne przygotowania. (...) Przygotowania daleko odbiegające od tych, jakie obywały się zawsze, kiedy Palitzsch "rozwalał po ścianą śmierci". Plotkami napychaliśmy się jak głodem, a zwłaszcza plotkami pełnymi nadziei na koniec wojny, na jakiś desant na obóz, na cudowne uwolnienie. Miano tam uszczelnić okna cel, niektóre drzwi itd. Przywieziono skrzynie z jakimiś puszkami. Ci bardziej oblatani w chemii twierdzili, że w puszkach znajduje się na pewno groźny gaz, koloru niebieskiego, w stanie trwałym, to znaczy podobny jest w kształcie do krochmalu, tylko że innego koloru. W zetknięciu z powietrzem i ciepłotą wydobywającą się z ciała ludzkiego kamyczki zmieniają się w gaz, trucizna w nich zawarta jest straszliwie zabójcza.


dr Kazimierz Hałgas
nr obozowy 5670

W dniu 2.09.1941 ok. godz. 10 przyszło na rewir kilku lekarzy SS w towarzystwie grupy SDG i blokowych rewiru na niespodziewany przegląd chorych.


Edward Ferenc
nr obozowy 281

Zanim doszło do wrześniowej selekcji, dwukrotnie doprowadzono chorych na gruźlicę do rentgena. Tych najciężej chorych trzeba było nieść na rękach. Wielu było po zabiegach chirurgicznych, miało pozakładane dreny odsączające ropę z opłucnej. Mały procent lżej chorych lub zdezynfekowanych pełniło funkcje pomocnicze przy sanitariuszach. Lekarzem był tam dr Pizło, a sanitariuszem Stanisław Hedorowicz z Jarosławia. Jak wynika z ksiąg rentgenowskich Muzeum w Oświęcimiu, pierwszy raz chorzy na gruźlicę byli prześwietlani 24.07.1941 r., a drugi raz w dniu 13.07.1941 r. Tak za pierwszym, jak i za drugim razem notowano nasz ciężar.


Jerzy Korczowski
nr obozowy 625

Spośród więźniów, takich, którzy nie rokowali nadziei, że wyjdą z choroby, kompletowano grupę ludzi, która była przeznaczona na otrucie. Chodziło w tym przypadku - tak jak ja i wszyscy inni domyślaliśmy się - o otrucie tym gazem, którego później używano w komorach gazowych do masowego zabijania. Miał to być zabieg próbny - Boże, to aż strach pomyśleć. (...) Chorych wynoszono z bloku szpitalnego. Było to przeznaczenie na śmierć.


dr Kazimierz Hałgas
nr obozowy 5670

Na oddziale tzw. brudnej chirurgii, tj. na pierwszym piętrze bloku 16, gdzie wówczas pracowałem z dr Wilhelmem Turschmidem, selekcja odbyła się w następujący sposób. Tego dnia po swoim przyjściu lekarze SS polecili wszystkich chorych przenieść na lewą połowę sali, a w środku przejścia ustawili stolik, przy którym sami zasiedli. Przed nimi chorzy przechodzili gęsiego na drugą połowę sali. Sprawa odbyła się tak szybko, że chorzy nie zdążyli wstać z łóżek i uniknęli wówczas selekcji. Lekarze SS oceniali chorych na oko, nikogo nie badając, jedynie czasem rzucając chorym pytanie w rodzaju: płuca boli? Nerki boli? I polecali niektórych chorych, zwłaszcza bardziej wyniszczonych, odstawiać na bok. (...) W ten sposób z naszego bloku wybrano 54 chorych. Chorzy myśleli, że jest to komisyjny przegląd w celu zwalniania do pracy lub w celu wysłania na wypoczynek do innego obozu, dlatego starali się nadmiernie i wizualnie dokumentować swoje dolegliwości.


ks. Konrad Szweda
nr obozowy 7669

Dziś przychodzi komisja robić porządki - gruchnęła wieść i lotem błyskawicy rozeszła się po szpitalu lagrowym. Zelektryzowała wszystkich! Lekarzy i pielęgniarzy postawiła na nogi, każdy wydobył z siebie maksimum, by porządek i czystość zapanowały nawet w najmniejszym kąciku. I ja nie pozostałem w tyle. Ok. godziny 10-tej przed południem dano znać o przybyciu komisji. Rozpoczęli wizytę od bloku 28, oddziału wewnętrznego.


Dr Stanisław Suliborski
nr obozowy 2876

(...) Donośny głos odźwiernego: Achtung, oznajmił przybycie niemiłych gości. Byli to trzej lekarze SS: ówczesny Lagerarzt, homeopata SS, Hauptstrumführer Schwela, SS-Truppenarzt Blaschke oraz trzeci, (...) którego nazwiska nie znałem. (...) Miejscowi mieli na analogicznych opaskach napis: SS- Standarte Grossdeutschland. Towarzyszyli im SDG oraz Hans Bock i Alfred Stossel. Ustawili się na górnej platformie klatki schodowej, naprzeciw nich Stossel z notatnikiem. Kazali wychodzić więźniom z sali wyniszczonych. Selekcję przeprowadzał ów nieznany mi z nazwiska Obersturmführer SS.


ks. Konrad Szweda
nr obozowy 7669

Chorym kazano wyjść na korytarz. Lustracja! Na którego lekarz niemiecki wskazał, należało napisać jego numer. (...) Za parę chwil będą u nas w bloku 19.


Edward Ferenc
nr obozowy 281

W korytarzu komisja SS dokonywała selekcji. Odbywało się to bardzo szybko. Szacowano nas z wyglądu. Zauważyłem stojących przy komisji SS dr Pizłę i Hederowicza. Stali nieco z boku. W komisji rozpoznałem Lagerarzta SS, który wizytował naszą salę dwa razy wcześniej. Wydaje mi się, że był to dr Schwela.


ks. Konrad Szweda
nr obozowy 7669

Wtem przychodzi mi na myśl założenie sobie jeszcze jednego opatrunku na nogę. W tym celu pędzę do ambulatorium, do sali opatrunkowej. Po chwili wracam z powrotem, lecz jest już za późno. Komisja bawi prawie w mojej sali, chorych nie wyprowadzano już na korytarz. Czekam na korytarzu, serce wali mi młotem ze strachu (...). Po wyjściu komisji wchodzę na salę. Dowiaduję się, że pięciu zostało wybranych...


Józef Mikusz
nr obozowy 7794

Z naszej sali wyszukano 12; ogółem było wtedy ok. 200 chorych. (...)


ks. Konrad Szweda
nr obozowy 7669

Koło południa skończono wizytację (...). Z mojej sali wybrano 30, mówi jeden pielęgniarz, a z mojej 40 - chwali się drugi. U mnie cały oddział gruźliczy - krzyczy trzeci. Ale po cóż? Dostaną lepsze jedzenie - komentuje ktoś z prawa. Wyjadą do sanatorium - wywodzi inny z lewa.


dr Kazimierz Hałgas
nr obozowy 5670

Chorym wydano natychmiast zupę i bez kąpieli, bez dezynfekcji, bez zmiany opatrunków, które to czynności towarzyszyły zwykle wysłaniu transportu chorych do innych obozów, wyprowadzono chorych na placyk, między blokami 16, 13 i 20, który był wówczas nie zabudowany. Tam doprowadzono po kolei chorych z innych oddziałów (...), zgromadzono ich tam łącznie 257.


ks. Konrad Szweda
nr obozowy 7669

Nagle koło godziny 6 rozkaz: wyprowadzić wybranych przez komisję na podwórze szpitala. Ponieważ moi byli strasznie osłabieni, spieszę po nosze. Na noszach wynosimy jednego po drugim na plac szpitalny, który w oka mgnieniu zaroił się, ok. 300 chorych w lekkich koszulach i kalesonach, stojąc, siedząc lub leżąc, czeka na dalsze rozkazy.


dr Kazimierz Hałgas
nr obozowy 5670

Stali tam przez całe popołudnie pod strażą esesmanów. Nie wolno tam było dochodzić. (...) Wielu chorych z wyczerpania kładło się na ziemi, inni siedzieli drżąc z zimna, ponieważ byli tylko w koszulach. Przed apelem wieczornym około godz. 17 chorych zaprowadzili blokowi i esesmani do bloku karnej kompanii tj. do bloku 13 przez główne wejście.


dr Stanisław Suliborski
nr obozowy 2876

Ewakuację pod nadzorem SDG kierował Stossel według sporządzonego przez siebie spisu numerów. Więźniów odzianych jedynie w koszule i kalesony przenoszono do budynków bloku 13. Wykonywali to dwaj noszowi, jeden chwytał za nogi, drugi za plecy (...) Noszowi zmuszani byli wyrzucać w pośpiechu przenoszonych przez siebie chorych do ciasnych bunkrów i biegiem uciekać na zewnątrz.


ks. Konrad Szweda
nr obozowy 7669

Prowadzić do karnej kompanii- krzyknął ktoś na przodzie. Zadrżałem. Dosłownie zadrżałem z przerażenia. Zbladłem jak ściana. Wnet jednak uspokoiłem się. Koledzy tłumaczyli mi, że w SK (karnej kompanii ) czekać będą na nocny transport. Bierzemy nosze z chorymi. Wchodzimy na korytarz SK. A stąd, o zgrozo, kierują nas na dół, do bunkra (...). Pociemniało mi w oczach, kiedy znalazłem się w cuchnącej ciemnicy. Złożyliśmy ofiarę losu na zimnym betonie. Na tego kładziono zaraz drugiego, trzeciego, czwartego. Układano w stosy, sztaplowano żywcem. W celę przeznaczoną na jednego więźnia, pakowano 30, 40, a nawet 50. Jeden wchodził na drugiego, słabszych wnoszono, zdrowi szli sami.
Ach mogliście widzieć ten pochód skazańców, ich przerażone oblicza, domyślali się bowiem, że idą na śmierć (...). Przechodziłem wzdłuż w wszerz, rozgrzeszałem, błogosławiłem na wszystkie strony. Tam przemknęła się przez oczy sylwetka ks. Schulca, 70-letniego starca z Poznańskiego (...). Nie upłynęło pół godziny i zatrzaśnięto ostatnie, żelazne drzwi cel. Spuszczono rygle.


dr Kazimierz Hałgas
nr obozowy 5670

Po apelu wieczornym, ani kompania karna, ani kwarantanna, która tam zajmowała pierwsze piętro, nie wróciła do swojego bloku na noc. Ci więźniowie zostali zaprowadzeni do budującego się wówczas na placu apelowym bloku nr 4 i tam prowizorycznie zakwaterowani.


1631 - komórka w Wydziale Informacji Biura Informacji i Propagandy Komendy Głównej AK
Akta Delegatury Rządu RP na kraj

Załącznik do aneksu nr 21 za czas od 1-15.XII.1941 r W Oświęcimiu w początkach października przywieziono 850 oficerów i podoficerów rosyjskich (jeńców) i zastosowano na nich śmierć gazową, jako próbę nowego typu gazu bojowego, który ma być użyty na froncie wschodnim. (...)

Oświęcim. Potwierdzają się wiadomości o ponurej zbrodni dokonanej w obozie. W nocy z 5 na 6 września 1941 roku wtłoczono bo bunkra w Oświęcimiu ok. 600 przywiezionych cywilnych jeńców sowieckich, łamiąc drągami ręce i nogi. Dołączyło ok. 250 Polaków. Uszczelniono wszystkie otwory bunkra i zamkniętych wytruto gazami. Ciała wytrutych wywieziono nocą na 80 wozach do krematorium, gdzie zostały spalone.

Oświęcim. W obozie znajduje się obecnie b. duża ilość jeńców sowieckich. Jeńcy są rozstrzeliwani masowo, po 150-300 dziennie. Procedura zawsze ta sama. Nad wieczorem partia jeńców wychodzi, aby kopać dół za obozem; następnie ustawia się nad dołem szereg jeńców, wiąże z tyłu ręce i naprzód ich rozstrzeliwuje, a po tym partię, która wykopała dół, względnie idzie ona do dołu następnego dnia. Za pomocą gazu bojowego wytruto w betonowym schronie około 500 jeńców. (...)


Roman Dawidowski
Techniczne orzeczenie rzeczoznawców w sprawie komór gazowych i krematoriów na terenie byłego obozu koncentracyjnego niemieckiego w Oświęcimiu
Cyjanowodór, HCN, jest płynem bardzo łatwolotnym, wrzącym przy 27° C, o zapachu słodkawym. Człowiek truje się nim przy oddychaniu powietrzem o zawartości 0,2 do 0,3 mg cyjanowodoru na litr powietrza. Cyjanowodór, zwany także kwasem pruskim, niweczy działanie fermentów, zawartych w komórkach i hamuje zwłaszcza redukcję oksyhemoglobiny, a więc powstrzymuje oddawanie tlenu z czerwonych ciałek krwi do tkanki, wskutek czego powoduje wewnętrzne uduszenie. Najmniejsza puszka z zawartością 500 g cyjanowodoru wystarczy zatem do sporządzenia mieszanki trującej w przestrzeni pojemności 1700 m3. Jednak dawka cyjanowodoru dla wywołania natychmiastowej śmierci musi być zwiększona dziesięciokrotnie, czyli puszka cyklonu o zawartości 500 g wystarczałaby na przestrzeń 170 m3. Ponieważ stężenie cyjanowodoru w powietrzu zwiększało się stopniowo, również i trucie było stopniowe, a jaki przy tym ofiary przechodziły cierpienia, może orzec specjalista lekarz.


Alfred Jodl
Politycy w wojsku nie będą uznani za jeńców i powinni być zlikwidowani najpóźniej w obozach przejściowych. Żadnego transportowania na tyły.


Reinhard Heydrich
szef Sipo i SD

Zadaniem dowódców Sipo i SD, znajdujących się w stalagach, jest przegląd wszystkich jeńców pod względem politycznym, eliminowanie i poddanie dalszemu traktowaniu: a) elementów nie odpowiadających pod względem politycznym lub jakimkolwiek innym b) wszystkich tych, które mogły być użyte do odbudowy okupowanych terenów. Przede wszystkim należy wykryć wszystkich wybitniejszych funkcjonariuszy państwowych i partyjnych, szczególnie byłych rewolucjonistów ( ..),wszystkich komisarzy Armii Czerwonej, kierownicze osobistości państwowe (...), kierownicze osobistości sektora przemysłowego, radziecką inteligencję, wszystkich Żydów i tych wszystkich, co do których ustalono, że są agitatorami lub fanatycznymi komunistami.


Reinhard Heydrich
szef Sipo i SD

Rozkaz z 27.03.1941 Egzekucje wykonywać tylko w najbliżej położonych obozach koncentracyjnych. Odpowiednie wskazówki dla komendantów tych obozów zostaną im wydane...


Rudolf Höss
komendant KL Auschwitz

Przychodziły w tym czasie takie transporty rosyjskich jeńców wojennych z terenów Gestapo Wrocławia, Opawy i Katowic, które z rozkazu Himmlera, według pisemnych poleceń właściwych szefów Gestapo musiały być likwidowane w Oświęcimiu. Do Oświęcimia przychodziły stale mniejsze transporty tego rodzaju, które mordowano przez rozstrzeliwanie w dołach żwirowych koło budynku "Monopolu" na dziedzińcu bloku 11.


Kazimierz Szczerbowski
nr obozowy 154

(...) Dowiedzieliśmy się, że na stacji kolejowej w Oświęcimiu znajduje się transport jeńców radzieckich. Wieczorem tego samego dnia, po zakończeniu apelu i zakończonej "blokszperze" przeprowadzono jeńców przez obóz i wprowadzono do bunkra bloku 11. Przemarsz jeńców obserwowałem osobiście z Hansem Bockiem z narożnego okna pierwszego piętra bloku 16 (21). Bock spodziewał się jakiegoś buntu ze strony jeńców. Wszystko jednak odbyło się spokojnie. Po upływie ok. 20 minut esesmani wyszli z bloku. Nazwisk esesmanów prócz Schlagego nie pamiętam.


dr Stanisław Suliborski
nr obozowy 2876

W godzinach wieczornych po apelu zarządzono na tereni KL Auschwitz szczególne pogotowie: absolutny zakaz wychodzenia z bloków i wyglądania przez okna oraz nakaz zaciemnienia w blokach i zachowania zupełnej ciszy. (...) Zanosiło się na jakieś nadzwyczajne wydarzenie (...). Około godziny 23 usłyszeliśmy od strony obozowej bramy krzyki ludzi i szczekanie psów, zbliżające się w naszym kierunku. Wyszliśmy na korytarz i przyczailiśmy się przy oknie, z którego był widoczny kawałek obozowej ulicy, prowadzącej do bloku 13. Wkrótce przed naszymi oczami przesunęły się sylwetki kilkuset ludzi w mundurowych szynelach, eskortowanych przez ustawionych w szpalery po obu stronach ulicy uzbrojonych esesmanów. Obserwacja wzrokowa była utrudniona cieniem rzucanym na ulicę przez budynki. Przy czym musieliśmy się trzymać w pewnej odległości od okna, by nie zdradzić swej obecności. (...) Wołania: Nie męcz! Zabij! W języku rosyjskim zorientowały nas, że pędzonymi byli Rosjanie. Hałasy ustały za bramą bloku 13. Esesmani odeszli, nastąpiła cisza.


Jan Wolny
nr obozowy 15496

Tego dnia (tj. 5.09.1941r.) po apelu zabroniono więźniom wychodzić z bloków i wyglądać przez okna. Mimo wszystko zauważyliśmy, że spoza obozu do bloku 13 esesmani wiozą autami i konwojują niedużymi grupami dobrze zbudowanych i będących w dobrej formie fizycznej radzieckich jeńców wojennych. Z samego wyglądu można było ocenić, że byli to oficerowie. Esesmani byli dobrze uzbrojeni i zachowywali dużą ostrożność. Pośpiech i krzyki nie wróżyły nic dobrego. Przypuszczaliśmy, że jeńcy pędzeni są na 13 blok za karę albo na rozstrzelanie pod ścianę śmierci.


dr Kazimierz Hałgas
nr obozowy 5670

Do północy był spokój i już mieli zaprzestać dalszej obserwacji, kiedy koło godziny 24 posłyszeli szum w obozie. Drogą główną przeprowadzili w szyku marszowym przez szeroką bramę na czarne podwórze około 1000 ludzi w jakichś mundurach. Konwój esesmanów był dość liczny. Zapaliły się światła w bloku 13 i na podwórzu. Ludzi tych wypędzano przez boczne wejście do bloku.


Jerzy Korczowski
nr obozowy 625

Pamiętam, że w bloku 11 uszczelniono któreś z pomieszczeń, zaniesiono tych nieszczęśników tam i dokonali żywota. A potem zostali wywiezieni wozami do krematorium - w tym czasie istniało tylko jedno krematorium.


ks. Konrad Szweda
nr obozowy 7669

Po godzinie pierwszej w nocy, kiedy zatrzaśnięto drzwi ostatniej celi, zaczęło się gazowanie. Żołnierze SS wrzucali do wnętrza, przez małe otwory nad drzwiami, po dwie puszki, zawierające gaz, w postaci drobnych, niebieskich kryształków. Okienka następnie szczelnie zamykano (...). Trwające od godziny 6 wieczorem jęki, krzyki i charczenia stopniowo ucichały, aż w końcu nastała przerażająca cisza. Zatrzaśnięto drzwi główne, zasunięto rygle: oprawcy udali się na spoczynek.


Kazimierz Szczerbowski
nr obozowy 154

Nazajutrz rozeszła się po obozie wiadomość o zagazowaniu wszystkich zgromadzonych w bunkrze bloku 11.


Rudolf Höss
komendant KL Auschwitz

W czasie mojej nieobecności, spowodowanej podróżą służbową, mój zastępca, Schutzhaftlagerführer Fritzsch zastosował przy zabijaniu gaz, preparat kwasu pruskiego - cyklon B, używany w obozie do niszczenia robactwa (...). Po moim powrocie Fritzsch zameldował mi o tym i przy następnym transporcie znów użyto tego gazu. Zagazowanie przeprowadzono w aresztach bloku 11.


Jerzy Korczowski
nr obozowy 625

Było piękne niedzielne przedpołudnie, zobaczyliśmy przez okno Palitzscha. Że to był Palitzsch, byłem pewien, poznałem go bowiem zaraz na początku istnienia obozu, niemalże osobiście. Dostałem od niego porządnie w twarz, bo źle trzymałem łopatę. Przewróciłem się z miejsca, a on poszedł sobie dalej. Tym razem widzieliśmy go przechodzącego przez plac przed blokiem szesnastym, z maską gazową przygotowaną do założenia. Wchodził do bloku numer 11, do tego, gdzie zostali zagazowani chorzy.


Zbigniew Tryczyński
nr obozowy 276

Na drugi dzień po otwarciu bunkra i po stwierdzeniu, że niektórzy jeszcze żyją, Palitzsch w masce gazowej dosypał dodatkową ilość gazu i bunkier ponownie zamknięto. Byli przy tym Palitzsch, Fritzsch i lekarz obozowy SS.


Jerzy Korczowski
nr obozowy 625

On po prostu sprawdzał rezultat tej akcji masowego uśmiercania.


Storch
Untersturmführer SS, pierwszy aptekarz SS

O gazowaniu dowiedziałem się służbowo. Gazowanie odbyło się w piwnicach bloku obozowego. Następnego dnia kazał mnie tam sprowadzić lekarz garnizonowy, dr Popiersch. Zdołałem stwierdzić, że w pomieszczeniu nie ma już śladu gazu. Dr Popiersch powiedział, że gaz jest preparatem kwasu pruskiego, który pachnie gorzkimi migdałami. Ja wszedłem do piwnicy. Zobaczyłem martwych, którzy leżeli na ziemi. (...) Zwłoki były jakby poukładane. Były one ubrane jak sądzę, jednolicie, szarobrązowo. Nie mogę jednak powiedzieć o jaki to mundur chodziło. To byli wyłącznie mężczyźni. Nie stwierdzało się więcej zapachu. Wszystkie okna były pootwierane. Dane polecenie zostało wykonane.


Rudolf Höss
komendant KL Auschwitz

Pierwszy wypadek stracenia ludzi za pomocą gazu nie dotarł należycie do mojej świadomości, być może dlatego, że byłem pod silnym wrażeniem całej procedury. Lepiej przypominam sobie zagazowanie 900 Rosjan. Odbyło się ono wkrótce potem w starym krematorium, ponieważ korzystanie z bloku 11 wymagało zbyt wiele zachodu.


dr Kazimierz Hałgas
nr obozowy 5670

Przez cały następny dzień po gazowaniu dyskretnie obserwowaliśmy blok 13, ale tam nic się nie działo. Wieczorem przyszło na podwórze kilku esesmanów, lecz wkrótce wyszli, świateł nie palili, a rano na trzeci dzień były już otwarte drzwi i okna bloku 13 od strony podwórza.

Po apelu wieczornym, o pełnym zmierzchu, wezwano na zbiórkę wszystkich sanitariuszy na ulicę przed blok 20. Było nas tam około 120. Przyszedł Lagerkommandant Höss z Raportführerem i tłumaczem-więźniem Baworskim; przekazał nam polecenie mniej więcej następującej treści. Będziecie dziś w nocy użyci do pracy, o której nikt nie śmie wiedzieć. Na blokach chorych zostaną tylko najkonieczniejsi dyżurni. Po pracy mycie, dezynfekcja i do pracy. Jak dobrze pracę wykonacie dostaniecie dodatkową porcję chleba z kiełbasą. Do pracy tej poszło nas co najmniej 80, przy czym trudno się było wymigać, gdyż z nami był nawet naczelny lekarz dr Dering, byli też pracownicy kuchni dietetycznej. Oczywiście pracą kierowali esesmani.


Kazimierz Szczerbowski
nr obozowy 154

Otrzymaliśmy następnie polecenie od Schweli usunięcia trupów z terenu bloku 11. Wśród sanitariuszy mających wykonać to polecenie powstała panika. Obawiali się, że w pomieszczeniach został jeszcze gaz. Schwela widocznie podzielał te obawy, bo interweniował i uzyskał jednodniową zwłokę. Na drugi dzień blokowy Bock wyznaczył przedpołudniem kilku więźniów z pośród chorych na jaglicę do wynoszenia trupów z cel bunkra i do rozbierania z mundurów.


dr Kazimierz Hałgas
nr obozowy 5670

Poszliśmy na czarne podwórze. Tam podzielono nas na grupy. Jedni wynosili zwłoki z bloku, inni je rozbierali, układając osobno ubrania, inna grupa ładowała zwłoki na wozy, a inni wywozili rollwagi do krematorium (...). Praca była bardzo uciążliwa i brudna. Łącznie było zabitych ok. 870 ludzi, w tym ponad 600 jeńców radzieckich i 257 naszych więźniów. Zwłoki były już w rozkładzie, zielone i cuchnące. Prawie wszyscy jeńcy radzieccy byli bardzo młodzi, najczęściej w granicach około 18 lat i bez stopni wojskowych. Przeważnie byli pochodzenia polskiego, z okolic Stanisławowa i Tarnopola. Stwierdziliśmy to na podstawie dokumentów wojskowych, w jakie wyposażona była największa część tych ludzi. Mieli oni dokument wojskowy w formie karty o wymiarach 5x10 cm, zwiniętej w rulonik i przechowanej w spodniach w małej kieszeni koło paska.

Zwłoki jeńców leżały w różnych pozycjach, siedzieli bardzo stłoczeni. Nasi więźniowie byli wydobywani na samym końcu. Najprawdopodobniej przeczuwali oni gazowanie, ponieważ zobaczyliśmy ich z watą z opatrunków w rękach i ustach.


Kazimierz Szczerbowski
nr obozowy 154

Jeńców zagazowano w celach po prawej stronie, więźniów chorych po lewej. Najbardziej przykrym momentem było wynoszenie ciał więźniów chorych na ropowice i owrzodzenia. W każdej celi znajdowało się około 30 ciał, odchylonych od środka w kierunku ścian. Prawdopodobnie tam padła puszka z cyklonem wrzucona przez esesmana.


dr Adam Zacharski
nr obozowy 18239

Wewnątrz jednego z bunkrów w tym bloku przy otwartych drzwiach o bardzo małych rozmiarach była ogromna liczba trupów ubranych w mundury żołnierskie armii radzieckiej, w najprzeróżniejszych pozycjach (...), widać było, że ci ludzie przed śmiercią w momencie szału gryźli i kąsali się nawzajem, wielu z nich miało poszarpane mundury, inni mieli twarze i usta zalane krwią oraz byli ze sobą splecieni w makabrycznym uścisku przedśmiertnym.


dr Adam Zacharski
nr obozowy 18239

W słabo oświetlonym pomieszczeniu zobaczyłem 24 do 30 zwłok. Byli to radzieccy żołnierze. Wszyscy siedzieli jakby śpiąc. Dwóch trzymało czapki przy ustach. (...) Zwłoki miały gazy podskórne. (...)


Jan Wolny
nr obozowy 15496

W nieładzie leżały splątane zagazowane martwe ciała więźniów i jeńców radzieckich. Oczy i usta mieli szeroko otwarte. W czasie noszenia i rozbierania zwłok stwierdziłem, że wielu spośród zagazowanych miało pozatykane szmatami usta i nosy; widocznie w ten sposób bronili się przed uduszeniem i zatruciem. Oczodoły mieli spuchnięte, palce rąk i stóp oraz brzuchy wyraziście niebieskie.


Józef Weber
nr obozowy 15386

Ciała były wzdęte, nabrzmiałe, sine, twarze wykrzywione, oczy wychodzące z orbit; przy wyciąganiu zagazowanych skóra ze zwłok schodziła płatami i ślizgała się w ręku, toteż musiano używać pasków do wyciągania.


Tadeusz Kurant
nr obozowy 4593

Na skutek wysokiej temperatury brzuchy zagazowanych były wzdęte i sine, a skóra zaczęła się osmykiwać. Więźniowie zatrudnieni wymiotowali i dostawali szoku.


Kazimierz Szczerbowski
nr obozowy 154

Po apelu wieczornym około dwudziestu wybranych sanitariuszy wraz z dwoma rollwagami udało się na podwórze bloku 11. Wśród wyznaczonych byłem również ja jako odpowiedzialny za sprawną pracę jednej z rollwag. Kiedy weszliśmy na dziedziniec bloku 11 zauważyliśmy pod ścianą stos nagich trupów. Zadanie nasze polegało na przewiezieniu tych zwłok do obozowego krematorium. Pracowaliśmy przez całą noc i tylko część zagazowanych udało nam się usunąć z podziemia. Pracę tą kontynuowaliśmy jeszcze przez część następnej nocy. Musieliśmy już wtedy sami wynosić zwłoki z cel i ściągać mundury.


dr Kazimierz Hałgas
nr obozowy 5670

Nad ranem zmieniono nas w grupach; byłem w ostatniej grupie odwożącej zwłoki do krematorium. Na skutek przeładowania wozu nad ranem o świcie, około godziny 4-5 połamały się nam burty boczne i przed samą kuchnią rozleciał się wóz z kilkudziesięcioma zwłokami. Doprowadziło to esesmanów do takiej wściekłości.


Jan Wolny
nr obozowy 15496

W następnym dniu zmuszono nas także do ładowania trupów na wozy (rollwagi) i przewożenia do oświęcimskiego krematorium.


Stanisław Ślizowski
nr obozowy 362

[Wóz] był cały mokry, zasypany chlorem. Na wszystkich okuciach były szczątki ciała ludzkiego, skóry z włosami. Kapo Walter Dyning zameldował wówczas Palitzschowi, że nasza rollwaga wozi także między innymi żywność do kuchni i na kompanię SS, toteż w związku z tym nie jest wskazane używanie jej do takich celów. Za kilka dni przywieziono do obozu karawan, z którego usunięto całą ozdobną górę, pozostała platforma na kołach służyła do przewożenia zabitych i zmarłych. W tym czasie nasza rollwaga woziła także puszki cyklonu B. Składaliśmy je w bloku nr 3a na strychu. Mówiono, że jest to środek dezynfekujący przeciw rozmnażającym się w obozie insektom.


Jan Wolny
nr obozowy 15496

W obozie była blokszpera. Każdy trup był brany za ręce i nogi przez dwóch sanitariuszy i jednym rozmachem rzucony na wóz. Sanitariusze byli na wozie, układali martwe i zastygłe ciała w kilku warstwach, wysoko ponad skrzynię wozu. Tak naładowany wóz pchaliśmy przez cały obóz do krematorium. Esesman nadzorujący pracę w krematorium i zatrudnieni tam więźniowie pokazali nam, jak rozładować trupy z wozu i jak je przenosić do dużej sali. Otwarli boki skrzyni wozu, założyli pętle pasów na ręce i na nogi a potem na komendę hej rup! ściągali jednocześnie kilkanaście ciał nieboszczyków na cementową posadzkę.

Po polanej wodą posadzce, ujmując zwłoki za ręce, ciągnęliśmy je do krematorium, a druga grupa zajmowała się układaniem ich pod sam sufit. Przez niecały dzień zapełniona została sala krematorium, a na placu bloku 13 zostało jeszcze dużo trupów . Dlatego, że obsługa krematorium prawdopodobnie stwierdziła, iż nie będzie mogła znaleźć miejsca na resztę trupów, wykopano zbiorową mogiłę w lesie Birkenau, tuż obok wieży trygonometrycznej i tam w następnych dniach pochowaliśmy pozostałe zwłoki radzieckich jeńców wojennych. W asyście Palitzscha, Bogera i jeszcze kilku esesmanów samochodem przyjechał do lasku sam komendant Höss. Kazali nam kłaść do mogiły więcej wapna i grubiej przysypywać ziemią. W tym dniu padał deszcz, zrobiło się błoto.


Kazimierz Szczerbowski
nr obozowy 154

Po przewiezieniu zwłok do krematorium Lagerarzt Schwela zabronił mi wykazania w najbliższym raporcie ze stanu szpitala tak dużej ilości zmarłych. Dotyczyło to oczywiście chorych przeprowadzonych na blok 11. Musiałem sukcesywnie przez jakiś czas odpisywać ich ze stanu. Zastanawiałem się nad poleceniem Lagerarzta i doszedłem do wniosku, że widocznie nie chciał zwrócić uwagi w Berlinie na raptowny skok w statystyce zgonów. W tym czasie umierało dziennie przeciętnie około 30 więźniów. Dodanie jednego dnia 100 zagazowanych stanowiłoby parokrotne przekroczenie przeciętnej. Liczba zagazowanych chorych tego dnia nie przekroczyła liczby 100. Wszystkim zagazowanym musieliśmy sporządzić normalną dokumentację zgonu i rozesłać do poszczególnych komórek obozowych. Za pierwszym razem włączyłem około kilkunastu. Zorientowawszy się jednak, że na pozostałych pobieramy zgodnie ze stanem pożywienie dołączałem odtąd dziennie tylko po kilku tak, że ta akcja trwała przez kilkanaście dni. Wszystkie akta zagazowanych miałem u siebie. Były to kwestionariusze i inne, jak karta gorączkowa, ambulatoryjna, itp.


dr Kazimierz Hałgas
nr obozowy 5670

Zagazowani jeńcy radzieccy prawdopodobnie byli prowadzeni przez szrajbsztubę obozową tylko ilościowo. Natomiast chorzy więźniowie byli przez kilka dni spisywani grupami po około 25-30 jako naturalne zgony. Tymczasem leżeli w naszej rewirowej kancelarii w bloku nr 16 jako żywi i do apelu ich kartoteki liczyły się jako żywi więźniowie. Oddziały nie otrzymywały jednak za nich jedzenia. Prawdopodobnie zarabiała na nich komendantura obozu.


Kazimierz Szczerbowski
nr obozowy 154

(...) Pewnego dnia zostałem wezwany do oddziału politycznego. Urzędujący tam esesman zapytał mnie jak to możliwe, że obozowe krematorium melduje o spaleniu zwłok, co do których brak jest meldunków zgonu. Zorientowałem się, że chodzi tu na pewno o więźniów zagazowanych na bloku 11. Udałem jednak zdziwionego i stwierdziłem z całą stanowczością, że na pewno zaszła jakaś pomyłka i to nie u nas w szpitalu lecz w krematorium. Nie wiem, czego oddział polityczny chciał się ode mnie dowiedzieć, w każdym razie wiedziałem, że nie mogę się przyznać, że wiem o kombinacjach Lagerarzta.


dr Kazimierz Hałgas
nr obozowy 5670

[Sprawa zagazowania] była utrzymana w tak głębokiej tajemnicy, że jeszcze po kilku tygodniach przeciętny więzień nie chciał wierzyć w to, co się stało (...).


Erwin Bartl
Chciano wówczas wypróbować, czy można w ten sposób zabijać.


Rudolf Höss
komendant KL Auschwitz

(...) Zagazowanie tego transportu podziałało na mnie uspokajająco, wkrótce przecież trzeba było rozpocząć masowe uśmiercanie Żydów, a dotychczas ani ja, ani Eichmann nie zdawaliśmy sobie sprawy z tego, w jaki sposób będzie się odbywać masowe zabijanie. (...) Teraz znaleźliśmy zarówno gaz, jak i sposób postępowania.


Autor: Karolina Knopik

Źródła:
Archiwum Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu (dalej APMA-B), Zespół Oświadczenia, relacja Jerzego Korczowskiego, t. 146, k. 133
APMA-B, Zespół Oświadczenia, relacja Kazimierza Szczerbowskiego, t. 67, k. 57 - 59
APMA-B, Zespół Opracowania t. 22, kk. 7-8
APMA-B, Zespół Wspomnienia, wspomnienia Konrada Szwedy, t. 86, k. 160.
APMA-B, Zespół Materiały, t. 239a (Ankiety byłych więźniów KL Auschwitz), k. 373, 375 - 378
APMA-B, Materiały Ruchu Oporu, t. XII, k. 18, 19 Gryps ze stycznia 1942, wysłany do ciotki, Łucji Szymury, mieszkającej w Rybniku II, przy ul. Za Torem 13, przez robotnika cywilnego, Sadusia z Chorzowa
APMA-B, Materiały z procesu Rudolfa Hössa, zeznanie Rudolfa Hössa, t. 21, k. 4 i k.162
APMA-B, Zespół Materiały, t. 226 (Ankiety byłych więźniów KL Auschwitz), k. 59, 158, 163, 205, 206, 210, 216, 289, 298, 299, 354,
Wspomnienia Rudolfa Hössa, wyd. 3 z 1965 r, str. 149, 150, 151
Zeznania z procesu oświęcimskiego we Frankfurcie n. Menem Der Auschwitz-Prozess. Eine Dokumentation, Europa Verlag, Wien 1965, Opr. Herman Langbein str. 71, 731
Materiały Norymberskie, W-wa, 1948, str. 207, rozkaz Einsatzbefehl Nr.6, 17.07.1941
Zeszyty Oświęcimskie, 1968, nr 2 specjalny, str. 11
Der Prozess gegen die Hauptkriegsverbrecher vor dem Internationalen Gerichtshof, r. 1947, t. VII, str. 405
Biuletyn GKBZHWP, t.V, str. 133 Zeszyty Oświęcimskie, 1960 nr 4

 

 

Poprawiony: środa, 14 lipca 2010 09:51
 
<< pierwsza < poprzednia 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 następna > ostatnia >>

Strona 7 z 175
art_symbol